Magdalena Rigamonti: Na Woodstock przyjeżdżali politycy.
Jerzy Owsiak: Proszę mi wymienić chociaż jednego.

Bronisław Komorowski.
Był, ale spotkał się tam z prezydentem Gauckiem i to było niezwykłe wydarzenie, i to był wyjątek.

Leszek Balcerowicz.
Od dawna nie jest politykiem. To profesor, wykładowca. Pełen namiot ludzi. Biją mu brawo.

Lech Wałęsa też był.
Jako emeryt polityczny. Był też ksiądz Kaczkowski, byli Marek Kondrat i Maria Czubaszek.

Wszyscy z jednej strony politycznej barykady.
A dlaczego mam zapraszać z drugiej strony? Proszę sobie zrobić festiwal i zapraszać.

Pan jest specem od festiwali.
I to ja i ludzie w fundacji decydują, kto będzie gościem Przystanku Woodstock.

Publiczności pan nie pyta?
Pytam i lista jest bardzo długa. I bardzo często powtarza się na niej: Max Kolonko, Max Kolonko, Max Kolonko. Skoro się powtarza, to wysłaliśmy list do Maksa Kolonki. Niejeden zresztą. Napisałem, że poznaliśmy się chyba ze 30 lat temu, kiedy on nadawał korespondencje z Bydgoszczy, a ja byłem w Rozgłośni Harcerskiej, że podziwiałem jego materiały z Ameryki dla TVP, że pamiętam, jak nadawał z wielkiego lotniskowca, jak rozmawiał z marynarzem, który mówił, że ma dziewczynę Polkę, i pokazał portfel, a w portfelu serduszko WOŚP. Napisałem, że wiem też, że wieszał na Orkiestrze psy, ale że chcę go zaprosić. I co? I nic. Nawet nie odpowiedział. Kiedyś tak zapraszałem Romana Giertycha, kiedy jeszcze był ministrem edukacji skonfliktowanym z uczniami. Nie zdecydował się. Ale przynajmniej porozmawiał. Tłumaczyłem mu wtedy, że na Przystanku Woodstock ludzie potrafią rozmawiać, potrafią słuchać. Nie jest tak jak w debacie publicznej: moje jest białe, a moje czarne i co mi zrobisz, co mi tu pan będziesz opowiadał. Janek Pospieszalski jest mistrzem takich rozmów...

Przecież to pana kumpel.
Absolutnie mój kumpel. I nie mówię, że były, bo mam nadzieję, że wróci do nas z tego miejsca, w którym teraz jest. Jasiu, wróć do nas, byłeś przecież rock’n’rollowcem i mam nadzieję, że wciąż nim jesteś. Przecież to on mi wymyślił czerwone spodnie na finał WOŚP. Wtedy nie było tak, że w każdym sklepie można było kupić czerwone spodnie. Jasiu mówi: znam świetną farbiarnię na Ochocie. Ufarbowali mi jeansy, jak je w domu po finale zdjąłem, to myślałem, że mi jaja urwało, Jasiu, ta farba puściła, za mało octu dodali. Żółtą koszulę też Jasiu wynalazł. W jakimś lumpeksie.

A teraz ręki sobie nie podajecie.
Nawet nie mamy okazji, żeby sobie podać. Z żoną Jasia się przyjaźnimy. I mamy nadzieję, że i Jasiu wróci do świata. Już chyba zobaczył, jak jest gdzie indziej. Skoro emigranci wracają, to i on wróci. Przecież on współtworzył Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i tego mu nikt nie zapomni. Nie mam do niego żadnego focha. Tak, jak ludzie, którzy przyjeżdżają na Woodstock, nie mają focha do rzeczywistości. To są przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, oni nie protestują, oni chcą budować.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP