Jak wyjaśniła przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), przygotowała ona projekt opinii, gdyż zgłosili się do niej dziennikarze, którym podczas tej pielgrzymki uniemożliwiano wykonywanie obowiązków służbowych.

W opinii, którą komisja miała przesłać KRRiT oraz MSWiA, napisano m.in., iż "szczególny niesmak budzi fakt, że do zdarzenia doszło w miejscu i okolicznościach, które powinny być wolne od jakiejkolwiek przemocy i politykierstwa, także w obecności osób, które nie wahają się oskarżać państwa polskiego i jego władz - także na forum europejskim - o stosowanie praktyk totalitarnych i ograniczanie wolności wypowiedzi".

W projekcie zaznaczono, że "zachowanie pojedynczych osób nie może obciążać tysięcy wiernych, którzy udali się na Jasną Górę w czystych i szlachetnych intencjach", oraz że komisja oczekuje od władz Radia Maryja, Telewizji Trwam i "współpracującego z nimi ugrupowania politycznego przestrzegania obowiązującego w Polsce prawa i wyciszania emocji budujących atmosferę nienawiści".

W opinii komisja zamierzała również zobowiązać MSWiA do "egzekwowania od organizatorów wszelkich publicznych zgromadzeń gwarancji zapewnienia dziennikarzom swobody wykonywania zawodu".

Była spikerka Radia Maryja, posłanka PiS Anna Sobecka nie kryła oburzenia projektem. Śledzińską-Katarasińską pytała, czy jego pomysłodawcą jest "marszałek Sejmu, premier rządu, czy pracodawca pani przewodniczącej, u którego jest urlopowana na czas pełnienia mandatu posła, czyli Agora".

"Materiał, który nam przedstawiono, robiony jest na wyraźne zamówienie polityczne. Zdumiewają zapisy i to, iż państwo oczekujecie, a w zasadzie to chyba tylko pani przewodnicząca, przeprosin za to, że ktoś wdarł się na pielgrzymkę i zachował się prowokacyjnie" - mówiła.


"To takie charakterystyczne dla obecnej ekipy rządzącej, by używać najwyższych organów i instytucji państwa, by dyskryminować ludzi, tą najlepszą cząstkę narodu, ludzi uczciwych, ofiarnych, dla których Bóg, honor, ojczyzna, naród są imperatywem wewnętrznego ducha" - mówiła.

Zaznaczyła, że dziennikarze, którzy mieli zostać zaatakowani na pielgrzymce, pracowali bez akredytacji, o którą nie wystąpili do jej organizatorów. W jej ocenie świadczy to o tym, że była to "zorganizowana prowokacja".

Jan Dziedziczak (PiS) pytał z kolei, dlaczego Śledzińska-Katarasińska dopiero teraz interweniuje w sprawie "rzekomego ataku na dziennikarzy", a nie zrobiła tego, gdy "pracownicy warszawskiego ratusza, przedstawiciele straży miejskiej, podopieczni wiceprzewodniczącej PO, prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz pobili dziennikarza +Gazety Polskiej+ w czasie wykonywania zawodu i uszkodzili mu kręgosłup".

11 kwietnia br., podczas usuwania namiotu Solidarnych 2010 nielegalnie stojącego w pasie drogi przed Pałacem Prezydenckim miało dojść do pobicia dziennikarza "Gazety Polskiej" Michała Stróżyka. Z udostępnionej przez niego dokumentacji wynikało jednak, że nie miał zmian urazowych kręgosłupa, jednak lekarz zalecił kołnierz szyjny.

Podczas posiedzenia komisji poseł Zbigniew Girzyński (PiS) wnioskował o odłożenie głosowania nad projektem opinii do czasu uzyskania w jego sprawie stanowiska biura legislacyjnego Sejmu, gdyż - jak argumentował - stoi on w sprzeczności z konkordatem. Złożył też wniosek o odwołanie Śledzińskiej-Katarasińskiej ze stanowiska przewodniczącej komisji, gdyż "swoją działalnością dziennikarską wpisywała się w klimat czystek marcowych 1968 roku". Cytował przy tym ówczesne publikacje przewodniczącej komisji w "Dzienniku Łódzkim".

"Ja wiem, że jest to najcenniejszy dokument, któremu udało się panu w życiu zdobyć i pan się z nim nie rozstaje już od czterech lat, ale ile lat by pan z tym dokumentem nie chodził, to nie odbierze pan mi tego, że sześć razy z rzędu wybierają mnie wyborcy w wolnej i demokratycznej Polsce" - odpowiadała Śledzińska-Katarasińska.


Na wniosek Jana Ołdakowskiego (PJN) posiedzenie komisji zostało przerwane do następnego posiedzenia Sejmu, rozpoczynającego się 26 lipca. Zgłaszając ten wniosek poseł argumentował, że będzie to "z korzyścią dla tekstu" tej opinii, który do tego czasu można dopracować.