Barbara Sowa: To pani namówiła Przemysława Wiplera do wyjścia z PiS?

Anna Streżyńska*: Nie, czy poseł Wipler wygląda na takiego, który daje się „namówić”? Podjął decyzję samodzielnie, na podstawie długich przemyśleń, i to on mnie zaprosił.

Wipler wraca do macierzy. Korwin-Mikke ujawnia plany swojego wychowanka>>>>

Ale teraz działacie razem. I plany macie daleko idące - likwidacja ZUS, OFE, PIT. Brzmi populistycznie...

Chodzi o zastąpienie prostszymi i bardziej efektywnymi mechanizmami, które będą mniej obciążające podatnika PIT, wypracują realne świadczenia dla obecnego płatnika ZUS, a także nie będą angażowały tyle administracji (ona kosztuje). Każdy świadomy obywatel wie, że podatki na cele wspólne trzeba płacić i jest to honor, a składki ubezpieczeniowe płacimy dla dobra własnego i swojej rodziny. Dyskusja dotyczy nie tego "czy", tylko "jak". Ale to Wipler powinien mówić o planach.

Ale pani też chyba ma coś do powiedzenia?

Chciałabym zrealizować przemyślenia, które mam po wielu latach pracy. Dotyczą one nie tylko segmentu regulowanego gospodarki, ale i spraw bytowych. Mam dzieci, starszych rodziców, rodzinę i uważam, że jest pora na to, by zając się edukacją, zabezpieczeniem emerytalnym i zdrowiem. To są dla mnie najważniejsze sprawy. Szczególnie służba zdrowia. Obok oczywiście tematyki cyfryzacji i telekomunikacji.

Tu jest pani ekspertem, ale służba zdrowia?

Nie jestem specjalistką od służby zdrowia, ale zauważyłam, że poza “grubymi” decyzjami, dotyczącymi NFZ czy zmiany sposobu finansowania świadczeń, są również małe decyzje, które można podjąć prawie bezkosztowo.

Czyżby?

Chodzi choćby o to, by schorowany człowiek nie musiał się błąkać, w ciemno szukać specjalisty, który mu pomoże, ale żeby służba zdrowia od pierwszej wizyty u lekarza pierwszego kontaktu nawzajem sobie tego pacjenta przekazywała - wskazując dokładnie miejsce hospitalizacji, sposób leczenia, termin - żeby on już nie musiał szukać w internecie, w poszukiwaniu informacji o chorobie, o lekarzach, płacić za każdą daremną i nietrafną wizytę. Dziś chorzy tracą lata - nie tylko w oczekiwaniu na zabiegi - ale na wydeptywaniu ścieżek, szukaniu znajomości, koczowaniu na korytarzach. I to jest niczym nie uzasadnione, nawet kondycją naszego budżetu. W służbie zdrowia najważniejsza jest dla pacjenta informacja, szybka i jednoznaczna, a w sytuacjach alarmowych – natychmiastowa pomoc i dlatego każda jednostka organizacyjna służby zdrowia musi być do tej pomocy zobowiązana.

Łatwiej wytykać błędy i wskazywać problemy, niż je rozwiązywać.

Ależ to proste rzeczy, które nie wymagają rewolucji. Fakt, że nie udaje się tego zrealizować, jest tylko kwestią braku staranności i nadzoru. Tu chodzi o uporządkowanie pewnych procedur i o to aby w centralnych repozytoriach danych były wszystkie informacje o pacjencie i żeby on nie był traktowany, jak jakiś białkowy interfejs, przenoszący między lekarzami wyniki badań, ale rzadko wychodzący z rozwiązaniami swoich problemów.

Kuriozalny jest też fakt, że gdy podejmujemy decyzję o wizycie prywatnej, to na zawsze determinuje ona nasze dalsze leczenie. Gdy prywatny lekarz wypisze skierowanie na kosztowną tomografię, rezonans czy badania krwi, to trzeba je robić prywatnie i za to płacić. A przecież, jako płatnik ZUS, powinniśmy nadal mieć możliwość wykonania badań w ramach publicznej służby zdrowia.

Skoro się ubezpieczam to mam roszczenie. I sam fakt, że w danym momencie korzystam z prywatnej służby zdrowia, nie unieważnia tego prawa. Idąc poza kolejką do prywatnego lekarza odciążam wręcz służbę zdrowia, ale to nie powinno rodzić dalszych konsekwencji. Fakt, że jest inaczej, to efekt kompletnego braku kompetencji i konsekwencji ze strony osób zarządzających służbą zdrowia. Liczne raporty NIK nie pozostawiają wątpliwości że podstawowe sprawy w służbie zdrowia to nie struktura lecz brak dostępu do świadczeń, długie kolejki i upadek służb ratunkowych.

Ważną sprawą jest więc przywrócenie funkcji ratunkowych pogotowiu. Należy wrócić do pełnego finansowania pogotowia i ostrych dyżurów oraz w tych właśnie miejscach podniesienia zatrudnienia. Państwo musi być też gotowe do ponoszenia ryzyka, że niektóre z wyjazdów okażą się na wyrost, bo np. pacjent czymś się przestraszył.

Błaszczak apeluje do Wiplera>>>

Skąd brać na to pieniądze?

W służbie zdrowia jest wiele miejsc, gdzie pieniądze nie są wydatkowane racjonalnie. Są naprawdę rezerwy, które trzeba uruchomić. Dopóki ich wszystkich nie sprawdzimy i nie uruchomimy, nie ma sensu rozmawiać o dalszych reformach. Wystarczy się przyjrzeć mechanizmom funkcjonowania prywatnej służby zdrowia na styku z publiczną. Są lekarze, którzy punkt 13 pędzą do innej pracy, nie bacząc na to, jaki jest stan ich pacjentów na oddziale. Albo kwestia wykorzystywania infrastruktury publicznych szpitali do prywatnych zabiegów. Nie zawsze odpłatnie. Ten system nie jest dobrze skonstruowany. I są miejsca, gdzie można dodatkowe środki uzyskać. Prawda jest taka że w Polsce uzależnienie leczenia od finansowania powinno być racjonalne, a jest wręcz patologiczne. System przestał służyć chorym.

Zaraz się okaże, że to służba zdrowia, a nie telekomunikacja, będzie teraz pani konikiem.

Dalej będę się zajmowała swoimi tematami, jak budowa infrastruktury - nie tylko telekomunikacyjnej ale też energetycznej. Rozwój nowych źródeł energii leży mi na sercu. To rachunki za prąd czy gaz najbardziej obciążają kieszeń konsumenta. U Republikanów obecnie organizuję część poświęconą służbie zdrowia oraz demokracji bezpośredniej ponieważ jestem wiceprezesem stowarzyszenia, wzięłam te obowiązki na siebie i szukam do tego dobrych i fachowych gospodarzy. Oddam te tematy w dobre ręce, a sama nadal zamierzam zajmować się infrastrukturą, inwestycjami i regulacjami, mam na to nowe pomysły, a zresztą cały czas się tym zajmuję zawodowo.

Była pani wzorem niezależnego fachowca. Po co pani idzie do polityki?

Wszystko jest polityką. Polityka to decydowanie o naszych wspólnych sprawach, głównie zbiorowych, czasem też jednostkowych. Politykę uprawiałam już w UKE, choć regulator jest politycznie niezależny. Ale polityką UKE jest poprawianie konkurencyjności rynku. Są ludzie, którzy wybierają uprawianie własnego ogródka, ale ja do niech nie należę.

A może ujawniły się polityczne ambicje, tęsknota za władzą?

Nie, ja w ogóle nie mam żadnych związanych z tym ambicji. W UKE lubiłam siedzieć u siebie i pracować merytorycznie, w grupie. Obecnie prowadzę działalność gospodarczą i jest mi z tym dobrze. To raczej swojego rodzaju pasja, żeby wykorzystywać swoje umiejętności zarządzania, by innym podpowiadać, co zrobić żeby było lepiej. Zdecydowałam się na uczestnictwo w Ruchu Republikańskim, który jest ruchem społeczno-politycznym, ale to nie oznacza akcesu do żadnej partii, ani nie przesądza o żadnych dalszych moich decyzjach.

Z kim będziecie współpracować?

Nie mam w tej grupie roli budowania struktury. Oferuję wiedzę i doświadczenie i nie skupiam się na szukaniu osób, które mogłyby z nami współpracować. Wipler jest politykiem, lepiej rozpoznaje to środowisko.

Ale jest pani jedną z twarzy ruchu. Jedną z nielicznych rozpoznawalnych osób.

To nie oznacza, że będę tam zajmowała wyjątkowo eksponowane stanowisko. Ja tam jestem raczej człowiekiem od roboty, lubię takie właśnie zadania.

A co jeśli się nie powiedzie i pozostaniecie efemerycznym ruchem bez znaczącego poparcia?

Każdy z nas ma masę innych aktywności. Nie ma też w tym gronie zbyt wielu osób kadrowo-politycznych, którzy marzą o karierze politycznej, ministerialnej czy poselskiej. Poza tym uważam, że jeśli człowiek się zasiedzi za długo w administracji czy w parlamencie, to potrafi odlecieć - znam takie przypadki osób, które siedzą w Sejmie trzecią kadencję i nie mają już zielonego pojęcia o rzeczywistości. Moim zdaniem po 3 latach urzędnik powinien obowiązkowo wylecieć z roboty na rynek i sam przeżyć gehennę poszukiwania pracy albo wymyślania własnego biznesu. Tylko wtedy można zobaczyć, jak naprawdę działa świat i jakie konsekwencje mają urzędnicze decyzje, nie tylko własne. Wtedy nabiera się pokory. A jak ktoś się zasiedzi, to zaczyna myśleć, ze wszystko wie najlepiej.

*Anna Streżyńska - w latach2005-2006 zajmowała stanowisko podsekretarza stanu do spraw łączności w Ministerstwie Transportu i Budownictwa. Potem - do 2012 roku była szefem Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Jest członkiem projektu PiS i Piotra Glińskiego.