To Opatrzność sprawiła, że został pan posłem Nowoczesnej?
Opatrzność spowodowała, że jestem posłem Rzeczpospolitej, bo to dziś dla mnie najważniejsze.

Dla ludzi z pańskimi poglądami jest tyle innych partii, czemu akurat Nowoczesna?
Jak powstawała Nowoczesna, to moje CV do partii wysłał sąsiad.

Musiał mu pan czymś naprawdę dopiec.
(śmiech) Nie, powiedziałem jednak, że lepiej byłoby, gdyby mnie wcześniej zapytał.

Serio, sąsiad pana zapisał?
No tak, wysłał moje zgłoszenie i CV.

Przecież to jakiś dramat. Posłem na Sejm Rzeczpospolitej, człowiekiem, który decyduje o naszych losach, zostaje facet, którego sąsiad dla draki zapisuje do partii?
Nie dla draki, tylko uznał, że polska polityka potrzebuje takich ludzi jak ja, a że zgadzał się z Nowoczesną, to mnie tam zgłosił.

To może ja z pańskim sąsiadem powinienem rozmawiać?
Proszę bardzo, lubimy się. On uznał, że to partia nowa, istnieje w polityce od bardzo niedawna i warto związać swoje losy z tą formacją.

Ale związał pańskie, nie swoje.
Wie pan, samo zgłoszenie nie wystarczyło, poszedłem na spotkanie, a następne było spotkaniem z Ryszardem Petru. Rozmawialiśmy głównie o gospodarce i taki kształt partii – skupionej na gospodarce, na modernizacji Polski – naszkicował w rozmowie ze mną. To wydało mi się atrakcyjne i stąd mój akces do partii.

I o nic innego pan nie pytał?
Wtedy w ogóle nie rozmawialiśmy o sprawach światopoglądowych.

Nie miał pan zielonego pojęcia, co to będzie za partia?
Byłem święcie przekonany, że postawimy na gospodarkę.

Przecież Sejm to nie tylko gospodarka.
To prawda, ale cenię Nowoczesną za to, że w najważniejszych kwestiach nie wprowadziła dyscypliny i każdy mógł głosować zgodnie z własnym sumieniem.