Jechał niebezpiecznie, za szybko, a na dodatek bez świateł. Dlatego policja z Portland (USA) natychmiast go zatrzymała. Okazało się, że za kierownicą siedział Gus Van Sant, słynny reżyser. Był kompletnie pijany.
"Miał czerwone, załzawione oczy i bełkotał" - zapisał w raporcie oficer, który kontrolował reżysera. Dlatego zawiózł podejrzanego kierowcę na dokładne badania. Okazało się, że Gus Van Sant jest pijany. Miał prawie dwa promile alkoholu we krwi. Od razu trafił do aresztu.
Nie pomogło tłumaczenie reżysera, że jest sławnym filmowcem, nominowanym nawet do Oscara. Że jego dzieła, takie jak "Moje własne Idaho", "Słoń", "Szukając siebie" czy "Buntownik z wyboru", zna cały świat. Policjanci wsadzili go za kraty i wystawili rachunek za holowanie jego czarnego porsche cayenne. 500 dolarów (ok. 1500 złotych). 17 stycznia reżyser stanie przed sądem, który zdecyduje, jaką wlepić mu karę za jazdę po pijanemu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|