Były doradca Putina wskazuje przy tym rozwój wydarzeń.

- Najpierw na obcej ziemi zaczynają działać dywersanci i terroryści, potem staje się jasne, że przeciwstawić się siłom zbrojnym kraju, gdzie działają, nie mogą, to na pomoc spieszą im tzw. wojska pokojowe i humanitarne misje, których prawdziwym celem jest legalizacja separatyzmu, terroryzmu i aneksji - tłumaczy Iłłarionow.

Podkreśla przy tym, że tę metodę agresor stosował już wcześniej, m.in. w Abchazji, Osetii Południowej i Naddniestrzu. Stąd -jego zdaniem - tzw. "konwój humanitarny" ma teraz na celu rozmieszczenie sił zbrojnych na terytorium Ukrainy.

Adriej Iłłarionow radzi więc Ukrainie, aby głośno podkreślała, iż nie dała zgody na taką "pomoc humanitarną". Wskazuje, że w gdyby Ukraina na to pozwoliła oznaczałoby to "dobrowolne oddanie i w następstwie ”odkonwojowienie” własnego terytorium".

- To nie zagwarantuje, że Rosjanie nie wejdą, ale zostanie głośno powiedziana prawidłowa kwalifikacja działań Rosji. Ekspert Cato Institute przypomina, że Eduard Szewardnadze dał kiedyś - będąc prezydentem Gruzji - zgodę na rozmieszczenie rosyjskich "sił pokojowych" na terytorium swego kraju. W efekcie Gruzja straciła Abchazję i Osetię Południową - kwituje były doradca Putina.