Konflikt wokół irańskiego reaktora atomowego zaostrza się. Rosjanie, którzy wybudowali reaktor w Buszerze, spieszą się z jego uruchomieniem. Według rosyjskiej agencji nuklearnej Rosatom pierwsza faza rozruchu reaktora to "start techniczny". Siergiej Kirijenko, szef rosyjskiej agencji Rosatom, która buduje irańską elektrownię, zapewnia, że ma ona służyć wyłącznie celom cywilnym, a najważniejsze jest zabezpieczenie całej instalacji przed katastrofami nuklearnymi. "Przeprowadzimy wszelkie niezbędne testy” - dodał Kirijenko.

Jednak państwa zachodnie obawiają się, że Iran mógłby wykorzystać swój program jądrowy do zdobycia wojskowej technologii nuklearnej i zbudować własną bombę atomową. Władze w Teheranie zdecydowanie zaprzeczają takim oskarżeniom. Tymczasem wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel ostrzegła, że jeśli wysiłki dyplomatyczne zmierzające do powstrzymania Irańczyków zawiodą, Niemcy poprą wprowadzenie ostrzejszych sankcji wobec Teheranu. Na odbywającej się w Monachium konferencji dotyczącej bezpieczeństwa niemiecka kanclerz zapowiedziała pełne poparcie dla każdej zmiany polityki USA wobec Iranu.

Prezydent USA Barack Obama zapowiedział po objęciu stanowiska rewizję stosunków z Iranem. Obama chce poprawić relacje z Teheranem, ale ceną za zmianę polityki USA jest właśnie zatrzymanie programu nuklearnego. Plan ma pełne poparcie Berlina.

"Jesteśmy gotowi, by iść wspólną drogą. Ale jesteśmy też gotowi na twardsze sankcje, jeśli nie będzie postępu" - oświadczyła kanclerz Merkel.

Tymczasem przemawiający na tej samej konferencji francuski prezydent Nicolas Sarkozy zaapelował do Rosji o wywarcie presji na Iran, by ten zatrzymał swój program atomowy.

"Potrzebujemy Rosji, by sankcje były naprawdę skuteczne" - oświadczył Sarkozy. Ale Rosja ma w Iranie zupełnie przeciwstawne interesy do życzeń państw zachodnich. Kiedy w 1995 roku Rosatom przejął zadanie dokończenia elektrowni, ciągnąca się latami budowa wreszcie nabrała tempa.