Leszek Aleksandrzak, szef sztabu wyborczego przyznaje, że można było zrobić więcej, ale nie uznaje wyniku za porażkę.

- Będziemy analizowali co się stało, jakie elementy spowodowały, że kandydatka nie uzyskała poparcia, na jakie początkowo liczyliśmy, ale oczywiście nie jest to żadna klęska - powiedział.

Aleksandrzak nie uznaje też za błąd postawienia na młodą kobietę - to kierunek, którego partia zamierza się w najbliższym czasie trzymać.

Profesor Longin Pastusiak, członek rady naczelnej SLD, przyznaje że mogło być lepiej.  - Wynik nie jest dla mnie zaskoczeniem, dlatego że nie spodziewaliśmy się jakiegoś sukcesu wyborczego, ale dobrze się stało, że kandydatka, która reprezentuje młode pokolenie i reprezentuje większość społeczeństwa polskiego, to znaczy kobiety, jako jedyna kobieta w tych wyborach, że wytrzymała tę kampanię wyborczą - powiedział.

Jednocześnie Pastusiak przyznał, że jego partii potrzebny jest nowy program, zwracający się w stronę ludzi pracy.

Janusz Wdowski, działacz SLD z Kielc, pomimo słabego wyniku w wyborach prezydenckich, uważa że lewica ma szanse na zmniejszenie dystansu wobec innych sił politycznych w kolejnych miesiącach.

- Ja uważam, że poparcie dla lewicy w Polsce to jest minimum 25-30 procent. Myślę, że przy odpowiedniej pracy i zaangażowaniu struktur lokalnych jesteśmy w stanie taki wynik osiągnąć w najbliższych wyborach do parlamentu - powiedział.

Po ogłoszeniu wyników sondaży i oświadczeniu Magdaleny Ogórek, zabrakło komentarza przewodniczącego SLD Leszka Millera, który zapowiedział, że na to czas przyjdzie w poniedziałek.

CZYTAJ TEŻ: Duda zgadza się na debatę z Komorowskim i puszcza oko do Kukiza >>>