Tragedie na Śląsku. Cztery osoby nie żyją
Dwie starsze osoby zginęły w sobotę rano w wyniku pożaru w Siemianowicach Śląskich. Do innej tragedii doszło także rano w innej części województwa - w Sławkowie. Tam matka i syn zmarli w wyniku zatrucia spalinami z agregatu prądotwórczego.
Komisarz Piotr Horzela z siemianowickiej policji powiedział PAP, że o pożarze w kamienicy w centrum miasta policjanci zostali powiadomieni przed godz. 9. przez strażaków. Po wejściu do mieszkania 73-letni mężczyzna już nie żył. Jego żona, która także miała 73 lata, zmarła po kilkudziesięciu minutach mimo prowadzonej reanimacji.
O pożarze w mieszkaniu czteropiętrowego budynku przy ul. Świerczewskiego powiadomiła strażaków córka ofiar, która chwilę wcześniej przyszła w odwiedziny do rodziców. Kobieta zauważyła
dym po wejściu do mieszkania. Dyżurny śląskiej straży pożarnej powiedział PAP, że na zewnątrz nie było symptomów rozwijającego się pożaru, okazało się, że objął on tylko jeden
pokój. Nie są jeszcze znane przyczyny pożaru.
Do innej tragedii doszło także w sobotę rano w Sławkowie w powiecie będzińskim. Tam w jednym z domów przy ul. Młyńskiej zginęła 72-letnia kobieta i jej 45-letni syn. Obie ofiary znalazł
znajomy. Według strażaków, przyczyną ich śmierci było zatrucie spalinami z agregatu prądotwórczego.
Rzeczniczka będzińskiej policji nadkomisarz Monika Francikowska powiedziała, że ostateczną przyczynę śmierci ustalą biegli. Potwierdziła, że w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii był
agregat prądotwórczy.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!