Polak potrafi pędzić bimber
- Bimber podbija Polskę
- Dramat. Zabraknie cukru
- Zagłębie z Lublina ma 32-milionowy budżet
- Palikot zachęca do pędzenia bimbru
- Chcą być sławni z dobrego bimbru
- Pojezierze Gostynińskie - w krainie żwawego borsuka
- Palikot zalegalizuje bimber
- Zobacz, jak pędzą bimber w muzeum
- Policja odkryła supernowoczesną bimbrownię
- Żwyność podrożeje. Mróz wybił zboża
- Litewski Kościół kontra bimbrownicy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Elitarne hobby
Produkcja domowego alkoholu to nie tylko sposób na podreperowanie domowego budżetu. Są ludzie, dla których pędzenie stało się modnym hobby. Pasjonaci wymieniają się recepturami, obdarowują buteleczką szczególnie udanego trunku i kibicują Palikotowi, choć handlować wcale nie zamierzają.
– Do mnie nie przynosi się alkoholu. To ja częstuję przyjaciół najlepszym, bo pewnym napojem – mówi lekarz z dobrze prosperującego prywatnego gabinetu, który w piwniczce ma niemal profesjonalny sprzęt. Pędzi co jakiś czas kilka, najwyżej kilkanaście litrów. To dla niego rytuał, sposób na odstresowanie.
Hobbysta z Warszawy, jak sam siebie określa, pan Andrzej, nauki i inspiracje czerpał na Podlasiu. Twierdzi, że produkcja nalewek na domowym spirytusie, która zaczęła kwitnąć w latach 90., to powrót do korzeni, poszukiwanie oryginalnych, niedostępnych innym smaków, a przede wszystkim nawiązanie do staropolskich tradycji szlacheckiego dworu. – Apteczka, do której klucz trzymała ochmistrzyni, kryła w sobie nalewki. Nikt ich nie robił na spirytusie z państwowego monopolu, tylko z dworskiej gorzelni. No to jak teraz przywrócić ten smak? Trzeba samemu produkować – mówi.
Nalewka czasem dojrzewa w piwnicy 4 – 5 lat. Każda jest opisana, opatrzona gustowną, ręcznie robioną etykietą, z datą i zawartością alkoholu. – Alkoholik, który chce się napić, nie będzie się w to bawił. Pójdzie do sklepu i kupi byle co. Im więcej mam, tym mniej piję. 2 – 3 kieliszeczki. Bo przecież nie o picie w tej zabawie chodzi – tłumaczy. Nikomu nie sprzedaje, przyjaciół częstuje. – Czekam, aż dojrzeje, czekam na dobre towarzystwo, na kwitnącą lipę – wtedy podaję miodunkę. W Warszawie zimą, jak teraz, otwieram butelkę i mam w niej zamknięte lato.
Podkreśla z dumą, że przez 15 lat opracował 100 oryginalnych smaków domowych nalewek. – W sklepie nigdy tego nie kupię – mówi. – Kwiat tarniny, czarnego bzu, melisa, miodunka, rosolis, morelka, wiśniówka, truskawka, poziomka, jagoda, jeżynka. Gdy mam taki wybór, to wtedy dopiero ma sens pytanie gości: czego się napijecie?





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!