Dwie zeszłoroczne afery przetargowe przykryły swoją wielkością i – nie bójmy się tego słowa – rozmachem każdą wcześniejszą. Mowa o tej drogowej (zmowa wykonawców autostrad) i informatycznej (korupcja przy budowie systemów w MSW i KGP). Doprowadziły one do zatrzymania kilkunastu urzędników i przedsiębiorców, a także wstrzymania wypłaty dotacji unijnych.

Lecz to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod nim kryje się mnóstwo innych, mniejszego kalibru nieprawidłowości przy zamówieniach publicznych. W ubiegłym roku w zasadzie nie było tygodnia bez zatrzymań, stawiania zarzutów korupcyjnych, skarg do prokuratury na ustawianie przetargów czy orzeczeń Krajowej Izby Odwoławczej o ich organizowaniu niezgodnie z prawem. Świadczą o tym choćby statystyki policji.

Jak wynika z danych KGP, w całym 2013 r. stwierdzono aż 65 przypadków złamania art. 305 kodeksu karnego penalizującego udaremnienie przetargu. Mowa w tym wypadku zarówno o takim działaniu, które prowadzi do celowego unieważnienia przetargu i/lub jego utrudnienia, jak i o zmowie przetargowej. Wszczętych postępowań z art. 305 było jeszcze więcej – aż 145. W jednej i drugiej kategorii możemy mówić o niechlubnych rekordach – w poprzednich latach stwierdzonych przestępstw było kilka, góra kilkanaście, a wszczynanych postępowań średnio 40–50.

– To rzeczywiście bardzo wysoki i niepokojący skok – przyznaje Tomasz Czajkowski, który był prezesem Urzędu Zamówień Publicznych w latach 2001–2008. – Do tej pory większość konfliktów rozwiązywana była na drodze administracyjnej. Jak jednak widać, skala nieprawidłowości była już tak duża, że to służby zaczęły się zajmować przetargami. Niewątpliwie wpływ na ich zwiększone zainteresowanie miały infoafera i afera drogowa, które zwróciły mocniej uwagę na niebezpieczeństwa związane z przetargami – wyjaśnia Czajkowski.

Identycznie rosnącą liczbę przestępstw przetargowych tłumaczą policjanci.

– Sprawy gospodarcze zawsze są trudne, a te z zakresu zamówień publicznych dodatkowo są obarczone koniecznością znajomości meandrów prawa przetargowego. Trzeba było po prostu lepiej poznać to środowisko. Lekcję odrobiliśmy, a więc skuteczniej możemy ścigać sprawców przestępstw – mówi nam policjant wyspecjalizowany w przestępstwach gospodarczych.

Zatem większa liczba wykrytych nieprawidłowości ma wynikać z większej skuteczności policji. Ale to jedna strona medalu. Druga – to że w polskich realiach przetargi są obarczone wysokim ryzykiem wystąpienia nieprawidłowości. Takie wnioski płyną choćby z opublikowanego pod koniec 2013 r. raportu biura śledczego OLAF, opracowanego na zlecenie Komisji Europejskiej. Według OLAF korupcja może dotyczyć nawet 23 proc. przetargów publicznych w naszym kraju. Równie źle jest pod tym względem tylko w Rumunii i Hiszpanii.

– Sytuacja rzeczywiście nie jest najlepsza i mamy do czynienia z licznymi nadużyciami. Ale powoli zaczynamy wpadać w przetargową histerię. Nawet na drobne sygnały reagujemy dziś znacznie ostrzej niż kilka lat temu i czasem znacznie ostrzej, niż wymagałaby tego sytuacja – przekonuje dr Włodzimierz Dzierżanowski, były wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych, obecnie prezes Grupy Doradczej Sienna.

Tłumaczy, że chodzi choćby o te przetargi, które budzą zainteresowanie śledczych w efekcie skarg i donosów przedsiębiorców, którzy nie zdobyli danego kontraktu.

– Może i rzeczywiście zdarzają się takie przypadki. Ale znacznie więcej jest niestety spraw, w których po prostu duże pieniądze, jakie są do zdobycia przy zamówieniu publicznym, skłaniają ludzi do nieczystej gry – podsumowuje Czajkowski.