Mandaryna: Cukrzyca to moja koleżanka
Nowy partner, nowe mieszkanie, nowe szkoły tańca. Od kilku miesięcy życie Marty Wiśniewskiej wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej. Jednej tylko rzeczy nie będzie w stanie zmienić już nigdy. Z cukrzycą będzie musiała zmagać się do końca życia. I jest na to gotowa.
- Mandaryna na krawędzi bankructwa
- Szpitale obcinają cukrzykom nogi dla zysku
- Lekarze: jak trwoga, to do Owsiaka
- Nie daj się cukrzycy, zbadaj się!
- Wszystkie dzieci Wiśniewskiego
- Mandaryna w ciężkim stanie w szpitalu
- Mandaryna nareszcie jest szczęśliwa
- Mandaryna uczy śpiewać i tańczyć
- Lek przeciw cukrzycy zabił 500 osób
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak donosi "Fakt", o tym, że ma cukrzycę, dowiedziała się po urodzeniu córki. Do tego czasu nic nie wskazywało na chorobę. Ale w ciągu kilku tygodni piosenkarka i tancerka zaczęła chudnąć, straciła kilkanaście kilogramów. Początkowo cieszyła się nawet z utraty wagi, ale potem znacznie pogorszył się jej wzrok.
Wyniki badań, którym poddała się artystka, stwierdziły cukrzycę pierwszego typu, czyli insulinozależną. Gdy dowiedziała się, że to choroba nieuleczalna, była zdruzgotana. Ale jak sama często powtarza, nauczyła się z nią żyć. "Ta choroba jest bardzo przebiegła. Niestety, nie można z nią walczyć, bo efekty tego starcia mogą być marne. Trzeba ją zaakceptować" - mówi w rozmowie z "Faktem".
Leczenie cukrzycy wymaga stałego podawania insuliny. Tancerka musi mieć zawsze przy sobie pompę insulinową. Na początku nie było jej łatwo, ale z czasem znalazła sposób, by oswoić się ze swoją chorobą. "Ja mówię zawsze, że znalazłam nową koleżankę, cukrzycę" - tłumaczy. "Może się to wydawać śmieszne. Jednak gdy ma się świadomość, że choroba nigdy nie ustąpi, trzeba na to spojrzeć z dystansem. Przyjaźń, tak jak cukrzyca, trwa wiecznie i trzeba o nią dbać. Jeśli się ją zaniedba, może mieć to dla nas nieprzyjemne skutki. Jeśli jednak dbamy o chorobę jak o koleżankę, to ta relacja powinna się układać bardzo naturalnie" - wyjaśnia.
Półtora miesiąca temu nie dopilnowała jednak ścisłych zasad - odwodniona i z bardzo wysokim poziomiem cukru we krwi trafiła do szpitala w Pucku. Lekarze szybko się nią zajęli, dzięki czemu w krótkim czasie wydobrzała. "Czuję się już znacznie lepiej" - mówi "Faktowi" Mandaryna.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!