Wczoraj kilkaset osób protestowało w Krakowie przeciwko temu, by prezydencka para była pochowana na Wawelu w krypcie, w której spoczywa marszałek Józef Piłsudski.

"Nie wiem, po prostu nie wiem, co na ten temat myśleć. Z jednej strony myślę sobie tak, że gdzieś tam jest jakieś paręset osób, a z drugiej strony w Warszawie są tysiące, czy setki tysięcy nawet, które choćby wczoraj wyległy, by przywitać panią Marię Kaczyńską. Ludzie, którzy przychodzą codziennie pod Pałac Prezydencki - to z jednej strony. Z drugiej strony zdumiony jestem, dlatego że jednak w polskiej historii są pewne takie tradycyjne motywy. Takim tradycyjnym motywem jest to, że człowiek, który pełnił najwyższe stanowisko w państwie, który zginął na służbie tego państwa, jest chowany na Wawelu. To jest taka tradycja. Ostatnim takim człowiekiem był generał Sikorski i tak się właśnie stało" - powiedział w RMF FM prezydencki minister Andrzej Duda.

"To zachowanie, które teraz obserwujemy, to ono się wpisuje w taką próbę niszczenia osoby, z jaką mieliśmy do czynienia przez pewien czas. I to są chyba właśnie ci ludzie. To są chyba ci niszczyciele, którzy teraz podnoszą głowę, bo wiedzą, że temu człowiekowi, że Lechowi Kaczyńskiemu, który naprawdę był wielkim patriotą, był człowiekiem dla Polski ogromnie oddanym, zostanie po prostu zapewniona pamięć wieczna, jeżeli znajdzie się na Wawelu. I oni zdają sobie sprawę, bo to są ludzie inteligentni i nie chcą się z tym pogodzić po prostu, bo - nie wiem - bo nie są po prostu prawdziwymi patriotami." - dodał minister.

Andrzej Duda zdradza szczegóły tego, w jaki sposób została podjęta decyzja o pochówku Pierwszej Pary w Krakowie.

"Oczywiście, że jest to wspólna decyzja rodziny i kardynała Dziwisza - co do tego nie może być żadnych wątpliwości, że ta decyzja musi być wspólna. Nie byłoby takiej decyzji, gdyby nie zgodził się na to kardynał Dziwisz. Nie byłoby takiej decyzji, nie byłaby ona możliwa. Oczywiście nie byłaby też możliwa, gdyby nie zgodziła się na to rodzina, aczkolwiek ja chciałbym z całą stanowczością zaznaczyć, bo to jest logiczne i każdy człowiek inteligentny to zrozumie, że dla rodziny ta decyzja jest bardzo trudna. Bo zarówno córka Lecha i Marii Kaczyńskich, Marta, mieszka daleko od Krakowa i to jest przecież Sopot, to jest kilkaset kilometrów od Krakowa i to dla w niej w sensie takim rodzinnym, w sensie takiego tego, co czuje w sercu, na pewno to jest problem. Ponieważ to przecież właśnie oznacza, że nie będzie mogła odwiedzać często grobu rodziców. Nie można być codziennie 600 kilometrów od domu po to, żeby odwiedzić grób bliskich. A przecież wiemy dobrze, że zwłaszcza w tym początkowym okresie, chcemy ten grób odwiedzać bardzo często. To jest jedna rzecz. Druga rzecz - brat, mama prezydenta Lecha Kaczyńskiego przecież mieszkają w Warszawie, to też nie jest blisko Krakowa. I przecież wiadomo, że to jest podobny problem dla tej części rodziny. Natomiast oni z drugiej strony zdają sobie sprawę z tego, że są pewne narodowe sanktuaria i jest pewna narodowa tradycja - tak, jak powiedziałem na wstępie rozmowy. Ludzie, którzy byli na czele państwa i będąc na czele państwa oddali za to państwo życie, w służbie temu państwu, są zgodnie z tradycją chowani na Wawelu. Taka jest polska tradycja" - wyjaśnił minister.

"To nie był pomysł rodziny, to była zgoda rodziny. I chciałbym, żeby to było jasno i wyraźnie zaakcentowane" - dodał minister Duda.