29-letni dziennikarz Giovanni Tizian został okrzyknięty we Włoszech bohaterem, a solidarność z nim wyrażają tysiące obywateli, politycy, działacze społeczni.

Reklama

Pochodzący z Kalabrii Tizian, który jest współpracownikiem dziennika "Gazzetta di Modena", opublikował na jej łamach serię artykułów, a ostatnio także książkę pod tytułem "Gotica". Na trzystu stronach opisał, jak kalabryjska 'ndrangheta, sycylijska cosa nostra i neapolitańska kamorra zakorzeniły się na północy Włoch, gdzie ulokowały swoje interesy i przeniknęły do gospodarki dopuszczając się na bardzo szeroką skalę korupcji, lichwy i prania brudnych pieniędzy.

Tizian otrzymał na prawie dyplom z kryminologii pisząc pracę o międzynarodowych odgałęzieniach największych włoskich gangów przestępczości zbiorowej. Współpracuje również z periodykami, między innymi z pismem "Narcomafie", wydawanym przez ruch społeczny walczący z mafią, kierowany przez księdza Luigiego Ciottiego. Sam należy również do podobnego stowarzyszenia.

Kiedy miał 7 lat i mieszkał z rodziną w Kalabrii, stracił ojca - urzędnika bankowego, który został zamordowany przez mafiosów. Wkrótce potem wraz z najbliższymi Giovanni Tizian przeniósł się na północ, tysiąc kilometrów od rodzinnych stron, będących w szponach najgroźniejszej spośród wszystkich włoskich mafii, 'ndranghety. Nie przestał jednak nigdy się nią zajmować.

O przyznaniu ochrony policyjnej dziennikarzowi poinformowała jego macierzysta gazeta z Modeny, zamieszczając także komentarz zatytułowany "Pogróżki nie zatrzymają naszej pracy".

O nowej sytuacji, w jakiej się znalazł, Tizian powiedział: "Staram się znaleźć sposób, by dalej wykonywać mój zawód i jestem pewien, że go znajdę. Nie mam już swobody poruszania, jaka byłaby mi potrzebna, ale nie poddam się".

"Nie sądzę, że dziennikarz może zmienić świat, ale wierzę w społeczną przydatność tego zawodu" - dodał. Wyjaśnił, że to nie on prosił o ochronę. To policja zgłosiła się do niego informując o tym, że jest zagrożony i z tego powodu postanowiono przyznać mu całodobową eskortę.

"Na początku nie zdałem sobie sprawy z tego, co to znaczy. Dopiero potem zacząłem rozumieć, o co chodzi" - podkreślił Giovanni Tizian.

Nie ujawniono, kto mu grozi. Odpowiedź na to pytanie znają tylko prowadzący dochodzenie w tej sprawie.

Solidarność z reporterem śledczym wyraziła nie tylko jego gazeta. Do wielkiej mobilizacji doszło w internecie, gdzie tysiące ludzi z całych Włoch zapewniają dziennikarza o swym wsparciu i przekazują mu słowa otuchy.

Jedno ze stowarzyszeń z południa zainicjowało kampanię solidarności pod hasłem: "Jestem Giovanni Tizian". Wyrazy poparcia dla niego przekazały największe ugrupowania włoskiego parlamentu.

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)

sw/ sp/