Adam Hofman pokazuje to, co dzieje się w polskich mediach na przykładzie referendum warszawskiego. Tuska schowano, bo przestał już być, nawet dla swojego zaplecza, jakimkolwiek atutem. Stał się premierem w formalinie. Jak na tę sytuację zareagowały media? Jawnie, jak nigdy weszły w rolę władzy. Tusk wygrał bitwę bez jednego wystrzału. W jego imieniu walczyli dziennikarze i celebryci, Kuźniar, Gozdyra, Lis, Sobieniowski. To nowa strategia lidera PO: Gdy się "schowam", media za mnie walczą - mówi w rozmowie z "wSieci", Adam Hofman, zawieszony poseł PiS.

Wyjaśnia, dlaczego dziennikarze stają po stronie premiera. Walczą jednocześnie o trwanie świata, w którym mają się bardzo dobrze, o swoje kariery i biznesy swoich wydawców - twierdzi. Hofman ostro krytykuje każdą z dużych stacji prywatnych. Jeśli chodzi o TVN i ITI to, moim zdaniem sytuacja jest zero-jedynkowa - stwierdza. Oni wiedzą, że jeżeli my wygramy, to skończy się pewien sposób uprawiania biznesu, w którym przypodobanie się władzy jest sposobem na otrzymywanie rządowych pieniędzy w postaci reklam. Broniąc Tuska, bronią też siebie - tłumaczy.

Najmniej dostało się stacji Zygmunta Solorza. Polsat niuansuje 5 proc. przekazu, żeby się zabezpieczyć na wypadek wygranej opozycji. Ale znów: zasadniczej linii przekazu nie zmieniają, chcą dokonać zabezpieczenia minimalnym, symbolicznym kosztem. Nie przywrócono elementarnej równowagi. Jeśli tak się stanie, będzie to źródłem optymizmu - stwierdza.

Najgorzej ocenia jednak to, co dzieje się w TVP. Tutaj mamy sytuację najciekawszą i najbardziej skandaliczną - mówi. Jego zdaniem, do tej pory, choć TVP sprzyjała partii, która rządziła, to jednak pokazywano też to, co robi opozycja. Za rządów PO to się zmieniło. W sytuacjach kryzysowych, dla władzy kluczowych, TVP jest jeszcze mniej obiektywna i jeszcze bardziej agresywna niż TVN czy Polsat. Agitka goni agitkę, złośliwość konkuruje ze złośliwością. Tego się już nie da oglądać. Jest gorzej, niż za Roberta Kwiatkowskiego - grzmi.

Władze TVP zachowują się dziś jak autokanibale, piłują gałąź na której siedzą. Wiedzą, że obecny system wykończy w końcu TVP, bo forsuje interesy nadawców komercyjnych. Do tego brakuje im pieniędzy, muszą wyrzucać ludzi. A mimo to idą ślepo za władzą, atakując niesłychanie agresywnie PiS - jedyną partię, która chce i jest w stanie ocalić media publiczne w Polsce. To działanie absurdalne - mówi. 

PiS, jak twierdzi Hofman, ma lekarstwo na ten problem. Będziemy musieli powołać nową telewizję publiczną, polskie BBC. Telewizję naprawdę wypełniającą swoje obowiązki, bez względu na to, kto rządzi. Ale oczywiście bez ludzi, którzy zajmowali się brudną robotą. Dla nich będzie wilczy bilet - grozi. 

Zapewnia, że próba zmian w telewizji nie skończy się obsadzeniem TVP ludźmi PiS. Nie ma co zmieniać prezesów - trzeba zmienić telewizję - stwierdza. Nie chcemy telewizji partyjnej, chcemy media służące wszystkim Polakom. Musi powstać taki system, którego nie da się już zepsuć - wyjaśnia. Zapewnia, że choć zmiana będzie kosztować i to zarówno finansowo, jak i politycznie, to PiS się z tego planu nie wycofa.