Ekolodzy sięgają po coraz nowocześniejsze metody. Aby chronić kongijskie słonie, obrońcy przyrody będą namierzać kłusowników za pomocą satelitów, czujników sejsmicznych - pisze DZIENNIK.
Dziś wytropienie bandy kłusowników to w głównej mierze sprawa szczęścia. Przestępcy polujący przede wszystkim na słonie poruszają się piechotą pod osłoną
lasów, nie sposób ich wypatrzeć z samolotu. Jedyne, co może zrobić ochrona rezerwatów, to wysyłać piesze patrole, których zadaniem jest powstrzymanie kolejnych masakr zwierząt (słonie są
masowo zabijane ze względu na bezcenne ciosy, czyli kość słoniową).
Okazuje się jednak, że współczesne armie mają w swoim arsenale coś, co może istotnie przechylić szale na korzyść parkowych strażników. Tym narzędziem są niepozorne czujniki wstrząsów, połączone w bezprzewodową sieć i komunikujące się z komputerem. Wojsko wykorzystuje te czujniki do rozwiązania dokładnie tego samego problemu, który trapi ochronę rezerwatów przyrody: by wykryć grupę uzbrojonych ludzi, poruszających się na piechotę.
Projekt proekologicznej fundacji Wildlife Conservation Society (WCS), która chce pokonać kłusowników w Kongo techniką wojskową, opisuje najnowszy "New Scientist".
Okazuje się jednak, że współczesne armie mają w swoim arsenale coś, co może istotnie przechylić szale na korzyść parkowych strażników. Tym narzędziem są niepozorne czujniki wstrząsów, połączone w bezprzewodową sieć i komunikujące się z komputerem. Wojsko wykorzystuje te czujniki do rozwiązania dokładnie tego samego problemu, który trapi ochronę rezerwatów przyrody: by wykryć grupę uzbrojonych ludzi, poruszających się na piechotę.
Projekt proekologicznej fundacji Wildlife Conservation Society (WCS), która chce pokonać kłusowników w Kongo techniką wojskową, opisuje najnowszy "New Scientist".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|