Wystarczy tylko pomyśleć o takim mrozie, a już się robi zimno. Ale są śmiałkowie, którzy nie dość, że wytrzymują gdy słupek rtęci pokazuje -130 stopni Celsjusza, to jeszcze to lubią. Andrew Urbiś jest lekarzem. Pracuje w Beskidzkim Centrum Rehabilitacyjnym w Czeladnej w Czechach. A skoro tam pracuje, to postanowił pobić rekord.
Osiem minut i dziesięć sekund. Tyle wytrwał Urbiś. I pobił dotychczasowy rekord o minutę - pisze "Dziennik Zachodni". Ale nie zrobił tego ot, tak sobie. Wcześniej przygotowywał się przez dwa lata. Opowiada, że dużo przebywał w niskich temperaturach, ćwiczył oddychanie i medytację. Ale chyba to dieta tak dobrze przygotowała lekarza do pobicia rekordu. Bo jadł tylko baraninę i chińską dynię.
Nawet godzina wejścia do komory nie była przypadkowa. Stało się to o 13.18, bo taką wyznaczył astrolog. I najwyraźniej to wszystko opłaciło się. Bo nikt na świecie nie był dłużej w temperaturze -130 stopni.