Dziennik Gazeta Prawana logo

Święty Mikołaj ma władzę nad czasem

12 października 2007, 14:43
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"Choć sanie Mikołaja wyglądają na staroświeckie, w rzeczywistości są owocem niezwykłych osiągnięć technologicznych" - ujawnia DZIENNIKOWI prof. Larry Silverberg, uznany naukowiec, ekspert NASA w dziedzinie lotów kosmicznych.
Naukowiec od kilku lat - całkiem na poważnie - prowadzi badania, które dowodzą istnienia św. Mikołaja. Dziś swoimi przemyśleniami na temat natury Świętego i stosowanych przez niego manipulacji czasoprzestrzenią dzieli się z czytelnikami DZIENNIKA.

MAŁGORZATA MINTA Co skłoniło pana do zajęcia się badaniami bożonarodzeniowych cudów?
LARRY SILVERBERG
*: Ambicja i chęć zmierzenia się z wyzwaniem. To chyba jedne z najbardziej zawiłych i skomplikowanych problemów fizycznych, wymagające nie tylko wiedzy, ale i sporej dozy wyobraźni. Świetne ćwiczenie dla umysłu.

Jak długo prowadzi pan swoje badania związane ze św. Mikołajem? Jak zareagowali pańscy koledzy po fachu na wieść, czym się pan zajmuje?
Dopracowanie całościowej teorii zajęło mi ponad 5 lat, w czasie których szczegółowo analizowałem różne możliwe scenariusze oraz weryfikowałem kolejne hipotezy. Co do kolegów no cóż, zawsze znajdzie się kilku sceptyków, którzy muszą mieć jakieś ale. Jednak w większości przypadków wyniki moich badań spotykają się z uznaniem i przychylnością wśród badaczy. Poza tym jak do tej pory nikt nie zaprezentował lepszego, konkurencyjnego rozwiązania tego problemu.

Zacznijmy zatem od początku. W jakich okolicznościach św. Mikołaj trafił na biegun północny?
Wszystko zaczęło się nieco ponad tysiąc lat temu, ok. X wieku w Norwegii. Był to niewesoły okres dla mieszkańców norweskich wsi oraz miasteczek, targanych falami przemocy i zbrodni. Patrząc na to, co dzieje się dokoła, Mikołaj, zwany przez nas świętym, postanowił wyprowadzić się wraz ze swymi elfami na biegun północny. Nieprzyjazne warunki, jakie panują za kręgiem polarnym ostre mrozy i przenikliwe wiatry doprowadziły do niezwykłego zżycia się małej społeczności uciekinierów w końcu jedyne, na co mogli liczyć, to wzajemna pomoc. By schronić się przed zimnem, Mikołaj postanowił wybudować skomplikowany ciąg podziemnych korytarzy, w których znalazło się miejsce nie tylko na mieszkania, ale i szklarnie umożliwiające pozyskiwanie jedzenia. Obecnie podobne pomieszczenia buduje się z wykorzystaniem technik, jakie opracowało NASA do prowadzenia odwiertów na powierzchni Księżyca. Z kolei dzięki odpowiedniemu doborowi roślin uprawianych w szklarni elfom udało się stworzyć pod ziemią samowystarczalne ekosystemy dostarczające nie tylko pożywienia, ale i świeżego tlenu.

W jaki sposób Mikołaj był w stanie dojść do tak zaawansowanych osiągnięć technologicznych, przebywając w dodatku w zupełnej głuszy, z dala od uniwersytetów i naukowców?
Niewątpliwie, nie zaszedł by tak daleko, gdyby nie specyfika społeczności zamieszkującej biegun. Mikołaj i elfy żyli przez kilkaset lat w zupełnej izolacji, do wszystkiego musieli dochodzić samodzielnie. Kraina ta rozwijała się inaczej niż nasz świat, przede wszystkim znacznie szybciej. Tamtejsza fizyka i inżyniera są na znacznie wyższym poziomie niż gdzie indziej.

Czy to właśnie te osiągnięcia pozwoliły Mikołajowi dokonywać bożonarodzeniowych cudów?
Dokładnie tak. By móc dostarczyć wszystkie prezenty w jeden wieczór, Mikołaj musiał znaleźć sposób na zwiększanie ilości posiadanego czasu. Oczywiście wcześniej musiał dojść do tego, iż czas i przestrzeń to pojęcia względne, że czas można rozciągać jak elastyczną gumkę, przestrzeń ściskać jak pomarańczę, z której wyciskamy sok, a światło uginać tak, jak nam się to tylko podoba. O prawdziwym przełomie można było powiedzieć dopiero, gdy Mikołaj odkrył sposób na kontrolowanie czasu, przestrzeni i światła oraz tworzenie czegoś, co nazwaliśmy „chmurą względności.

Co to takiego?
Chmury względności to dające się w pełni kontrolować obiekty czy jednostki objętości umożliwiające dowolne naginanie czasoprzestrzeni w danym miejscu i kontrolowanie jej w obrębie tego miejsca. Osoba znajdująca się wewnątrz chmury względności w naszym przypadku Mikołaj postrzega czas, przestrzeń i światło inaczej niż obserwator znajdujący się poza chmurą, czyli np. my. W obrębie chmury Święty ma całe miesiące na dostarczenie wszystkich prezentów. Co ciekawe, gdy po zakończeniu akcji Mikołaj wraca na biegun i opuszcza chmurę względności, okazuje się, że od chwili jego wyruszenia upłynęło zaledwie kilka minut. Prezenty są zatem dostarczane naprawdę w mgnieniu oka.

A jak Święty dowiaduje si, co każde dziecko chciałoby dostać? Czy i w tym przypadku korzysta z supernowoczesnych rozwiązań technologicznych?
Dziecięce myśli oraz sny są dla Mikołaja głównym źródłem informacji o tym, co maluchy chcą dostać na święta. Dlatego kilka miesięcy przed Bożym Narodzeniem rozpoczyna nasłuch. Służy mu do tego gigantyczna antena wystająca hen ponad warstwę wiecznego śniegu. Jej talerz ma powierzchnię kilku kilometrów kwadratowych. Jednocześnie czułość urządzenia jest tak wielka, iż jest ono w stanie wychwycić najmniejsze zaburzenia częstotliwości docierających doń mikrofal. To właśnie fale elektromagnetyczne niosą dziecięce myśli.

W jaki sposób przygotowywane są prezenty?
Zazwyczaj powstają już pod naszą choinką, a to dzięki specjalnym nanozabawkowytwarzaczom. To rewolucyjne urządzenie znajduje się na wyposażeniu każdych sań Mikołaja. Po dotarciu do danego domu, wynalazek pobiera z komputera pokładowego sań informacje o tym, co chce otrzymać to akurat dziecko oraz instrukcje budowy zabawki (jeśli już wcześniej była produkowana). Oczywiście urządzenie jest zdalnie sterowane tak, że w podbramkowych sytuacjach Mikołaj może teleportować pod choinkę sam odtwarzacz, zajmując się w tym czasie czymś innym. Użycie nanozabawkowytwarzacza stanowi kolosalne udogodnienie, bo usuwa większość problemów logistycznych wiążących się z transportem olbrzymiej ilości prezentów. Poza tym elfy zyskują więcej czasu na produkcję bardziej skomplikowanych prezentów wymagających większego skupienia czy ręcznej pracy.

Jak działa to urządzenie?
Po umieszczeniu pod choinką wewnątrz automatu dochodzi do autokatalitycznego (czyli samonapędzającego się ) procesu tworzenia zabawki, który przypomina nieco narastanie kryształu czy płatka śniegu, tyle że w znacznie przyspieszonym tempie. Można by to także porównać do tworzenia tkanek organicznych za podstawie informacji zawartych w DNA.
Sądzę zresztą, że właśnie proces tworzenia białek oraz „technologia DNA były inspiracją do tworzenia algorytmów stanowiących instrukcję do wytwarzania zabawek. W końcu każda musi być nieco inna, a na dodatek z roku na rok zabawki muszą ewoluować, bo przecież zmieniają się mody czy upodobania dzieci.

Pomówmy teraz o pojeździe Świętego. Czy są to zwykłe sanie, podobne do tych, jakimi jeździmy w kuligach?
Choć sanie Mikołaja wyglądają na staroświeckie, w rzeczywistości są owocem niezwykłych osiągnięć technologicznych. W przeciwieństwie do chociażby wahadłowców, takich jak znajdujący się właśnie na orbicie Discovery, to w pełni niezależne i autonomiczne pojazdy, niepotrzebujące dodatkowego napędu. Hangar, w którym są trzymane, znajduje się podobnie jak całe miasto Mikołaja - pod ziemią. Tutaj mieści się również centrum kontroli lotów oraz głównym komputer sterowania, oparty na technologii optycznej. Podobne, choć znacznie mniejsze urządzenie, znajduje się na pokładzie sań, a obie jednostki są ze sobą zintegrowane. Przed startem komputer sań pobiera wszystkie niezbędne dane, aktywizuje formowanie chmury względności, a także inicjuje wszystkie procedury startowe.
W trakcie lotu kontrolę nad saniami umożliwia holograficzny panel sterowania, wyświetlający informacje o aktualnym kursie, a także trójwymiarowe mapy. Oczywiście prócz automatycznego pilota Mikołaj ma możliwość samodzielnego, ręcznego sterowania pojazdem. Prócz tego sanie wyposażono w zminiaturyzowany nanozabawkowytwarzacz, czyli automat do produkcji zabawek, z którego Święty może skorzystać w nagłej, niespodziewanej potrzebie.

Mimo korzyści, jakie daje chmura względności, wigilijna wyprawa to jednak spore wyzwanie. Czy taka podróż nie jest zbyt wyczerpująca dla reniferów?
Mikołaj zadbał o to, by jego zwierzaki się nie przepracowywały. Dlatego właśnie w wigilijnej akcji bierze w sumie udział ok. 750 reniferów. Dzięki temu elfy mogą cały czas wymieniać skład zaprzęgu. Możliwe jest też, że by pomóc reniferom w ciągnięciu sani, Mikołaj zakłada im specjalne odrzutowe plecaki - nieco podobne do tych, w jakie wyposażamy astronautów wychodzących w przestrzeń kosmiczną. W ten sposób zwierzakom łatwiej jest osiągnąć wymaganą prędkość w obrębie chmury względności.
Pamiętajmy też, że w zaprzęgu Mikołaja nie znalazły się zwykłe renifery, lecz specjalna, niezwykle wytrzymała odmiana tych zwierząt, będąca efektem setek lat selektywnej hodowli i odpowiedniego doboru osobników. Zwierzaki ze stajni Świętego potrafią nie tylko idealnie balansować na stromych, oblodzonych krawędziach dachów, ale także doskonale widzieć w nocy.
Jednak głównym powodem, dla którego Mikołaj nadal używa reniferów jest to, że są to jego najukochańsze zwierzęta.

W jaki sposób Święty, który nie grzeszy raczej szczupłą budową ciała, jest w stanie niepostrzeżenie wejść do domów dzieci?
Tutaj znów pomocna okazuje się chmura względności, której używa nie tylko do przemieszczania się z miejsca na miejsce, ale także przenikania do wnętrza domów i mieszkań. W tym celu Mikołaj nieznacznie zmienia niektóre z parametrów chmury, tak by ta z kolei odkształciła czasoprzestrzeń, aby możliwe stało się przeciśnięcie przez najmniejsze szpary czy otwory. Jeśli Świętemu się spieszy, może teleportować bezpośrednio pod choinkę same prezenty, nie opuszczając przy tym sań.

Skoro Mikołaj przebywa w innym wymiarze czasoprzestrzeni i porusza się tak szybko, to czy w ogóle możemy go zobaczyć w Wigilię, gdy odwiedza nasz dom?
To możliwie, o czym świadczą udokumentowane przypadki spotkań Świętego z dziećmi. Jednak trwają one bardzo krótko, bo jest on szybki niczym błyskawica.

Na ile pomocne w bożonarodzeniowej akcji okazują się być elfy? Czy ciążą na nich jakieś obowiązki?
Bez elfów nic by się nie udało! Biorą udział we wszystkich przygotowaniach i naprawdę wkładają w nie całe serce. Mimo niezwykłego stopnia zaawansowania technologii, ktoś przecież musi obsługiwać te wszystkie urządzenia. Co ciekawe, elfy odgrywają też bardzo ważną rolę przy samym dostarczaniu prezentów, bo często powożą saniami (zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych, gdy w akcji bierze udział nie jeden, ale kilka zaprzęgów).

Czy jest możliwe, by normalni ludzie dokonywali dzisiaj podobnych "cudów" co św. Mikołaj?
Dzisiaj jeszcze nie. Niestety zarówno pod względem osiągnięć technologicznych, jak i podstawowej wiedzy pozostajemy jeszcze w tyle za mieszkańcami bieguna północnego. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, byśmy kiedyś osiągnęli ten poziom zaawansowania cywilizacyjnego.

Skoro tak, to kiedy według pana nauczymy się korzystać z praw teorii względności w codziennym życiu i dowolnie manipulować czasoprzestrzenią?
Czeka nas jeszcze kilkadziesiąt lat żmudnych badań, doświadczeń i poszukiwań. To długa droga, ale warta tego, by nią podążać.
* prof. Larry Silverberg jest ekspertem w dziedzinie fizyki, mechaniki oraz inżynierii lotniczej. Wykłada na North Carolina State University w Raleigh. Jest jednym z konsultantów naukowych programu misji marsjańskich NASA.




Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj