"Szpital dla Morskich Ssaków" z kalifornijskiego San Pedros przyzwyczajony jest do leczenia zwyczajnych obrażeń, jak przecięta płetwa czy połknięte żelastwo. Teraz jednak cały ośrodek wypełniony jest chorymi lwami morskimi. Setki zwierząt przechodzą najpierw dziwny atak, dostają drgawek, aż w końcu umierają.

Cierpieniom zwierząt winne są toksyczne glony. I choć lwy morskie same glonów nie jedzą, toksynami z glonów wypełnione są ryby, które stanowią główny składnik ich menu. Gdy w morskich wodach pojawiają się glony, widok wyrzuconych na brzeg zwierząt staje się smutną codziennością.

Nikt nie wie jednak, czemu w tym roku jest ich tak dużo. Część specjalistów wini zbytnią chemizację rolnictwa, część - globalne ocieplenie.

Glonów usunąć się nie da. Można jedynie starać się pomóc cierpiącym zwierzętom. "Choć usuwamy toksyny, większości z nich grozi stałe uszkodzenie mózgu" - tłumaczy Lauren Palmer ze szpitala w San Pedros. Z powodu wysokiego poziomu toksyn u wybrzeży południowej Kalifornii władze stanu proszą o niejedzenie złowionych małży i ryb.