Wyobraźmy sobie taką sytuację. Zaspaliśmy na ważną uroczystość rodzinną. Półprzytomni sięgamy do szafy po spodnie, żeby je szybko uprasować: te ulubione, wyjściowe, jednak wykonane z dziwnej mieszanki włókien naturalnych i sztucznych. W jakiej temperaturze to się prasuje? Tego na szczęście nie musimy pamiętać - wystarczy przejechać zimnym żelazkiem po spodniach. Same poinformują o właściwych ustawieniach.
Tak przynajmniej wygląda przyszłość według naukowców z Politechniki Rzeszowskiej; przyszłość, w której ubrania zyskają głos, aby komunikować się ze sprzętami gospodarstwa domowego, systemami kontroli jakości, dystrybucji oraz handlu. A to dzięki już wykorzystywanej technologii RFID, Radio Frequency Indentification (radiowa identyfikacja obiektów), znanej chociażby z kart dostępowych czy szafek na basenach.
W podkarpackim wydaniu zawiera ona jednak znaczącą modyfikację. Na czym ona polega? - tłumaczy prof. Piotr Jankowski-Mihułowicz z Politechniki Rzeszowskiej. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu nici przewodzących: nowoczesnych materiałów, w których klasyczna nić bądź jest powlekana warstwą przewodzącą, bądź jest splatana z nicią metalową.
Co więcej, każdy identyfikator RFID składa się z dwóch elementów: układu mikroelektronicznego i anteny. W zwykłych konstrukcjach te elementy muszą być ze sobą połączone. W rozwiązaniu z Politechniki Rzeszowskiej nie - projektując układ mikroelektroniczny, naukowcy dodali do niego specjalny moduł, dzięki któremu pozostaje on w łączności z anteną na niewielką odległość. W ten sposób powstał identyfikator, którego jedna z części - odpowiedzialna za komunikację ze światem zewnętrznym - jest elastyczna, co nie jest bez znaczenia dla producentów ubrań. Drugą zaś można zatopić w guziku. Razem stanowią tandem, któremu niestraszne jest pranie i prasowanie, co z pewnością docenią producenci ubrań.
Podstawową motywacją do opracowania wynalazku była chęć znalezienia sposobu na przechowanie dużej ilości informacji bezpośrednio na ubraniu. - wymienia prof. Jankowski-Mihułowicz.
Niesie to ze sobą potencjalnie wiele ułatwień dla właścicieli ubrań. Oprócz przykładu z żelazkiem, dane zapisane w koszuli czy sukience może odczytywać również pralka. Co ważnie, systemy odczytu z czipów RFID są już stosowane, ustandaryzowane i niezbyt kosztowne. Wszystko, co musieliby zrobić producenci sprzętu AGD, to dorzucić do już istniejących urządzeń czytnik wart kilkanaście złotych.
Ale rzeszowska technologia może być też atrakcyjna dla producentów, dystrybutorów i sprzedawców ubrań. Kod kreskowy wymaga wizualnego kontaktu z czytnikiem, czip RFID już nie. W związku z czym produkt wyposażony w ten drugi może być skanowany zdalnie – wystarczy, że przejedzie przez odpowiednią bramkę. Co więcej, identyfikacja tekstroniczna otwiera nowe możliwości przed procesem składania reklamacji. Sprzedawca po prostu odczyta informacje z reklamowanej koszuli czy spódnicy, a te zostaną przesłane do centrali do dalszej analizy: czy otrzymaliśmy już podobne reklamacje? Czy to oznacza, że tę partię produktu trzeba wycofać, żeby uniknąć dalszych wpadek? Bądź poinformować klientów o tym, żeby zgłosili się po wymianę?
Powszechne stosowanie technologii RFID w ubraniach otwiera również nowe możliwości przed sposobem, w jaki dokonywane są transakcje. Teraz będzie wystarczyło umieścić koszyk w wyznaczonym miejscu, aby czytnik zeskanował wszystkie ubrania jednocześnie. Nie mówiąc o tym, że marki celujące w bardziej oszczędnych klientów będą mogły wprowadzić koszyki, które same pokażą, ile wart jest towar do nich włożony.
mówi prof. Jankowski-Mihułowicz.