"To nieprzyjazny gest" – pisze tygodnik "Der Spiegel", komentując słowa premiera Słowacji Roberta Ficy o wstrzymaniu pomocy w stabilizacji sieci energetycznej Ukrainy.
Niemcy: Nieprzyjazny gest Słowacji
Słowacja od końca stycznia nie otrzymuje dostaw rosyjskiej ropy za pośrednictwem ropociągu Przyjaźń, który został uszkodzony na zachodzie Ukrainy w rosyjskich nalotach. Władze słowackie twierdzą, że Ukraińcy zwlekają z naprawą.
Decyzja rządu Słowacji nie zachwieje systemem dostaw energii elektrycznej w Ukrainie, gdyż udział słowackich dostaw w ukraińskim bilansie energetycznym jest zbyt mały – ocenił autor artykułu w "Spieglu" Jan Puhl. Decyzja jest jednak "nieprzyjaznym gestem", wykonanym prawdopodobnie świadomie przez Ficę, który już dawno przeszedł na stronę prorosyjskiego premiera Węgier Viktora Orbana. Premier Słowacji uważa, że podatnicy w jego kraju nie powinni udzielać Ukrainie finansowej pomocy.
Niemcy: Konflikt z Ukrainą jest Ficy na rękę
Konflikt z Ukrainą jest Ficy na rękę, ponieważ odwraca uwagę od afery Jeffreya Epsteina oraz złej sytuacji gospodarczej – czytamy w "Spieglu". Ukraina zastąpiła temat migracji w propagandzie prawicowych populistów, Ficy i Orbana. W dodatku Fico sięga po tradycyjną sympatię Słowaków do Rosjan. Zdaniem "Spiegla" panslawistyczna ideologia odgrywa od XIX wieku centralną rolę w narodowej świadomości Słowaków.
Ostra retoryka Ficy wobec Ukraińców może mieć też bardziej prozaiczne powody. Według niemieckiego publicysty premier Słowacji chce odwrócić uwagę od dymisji swojego doradcy Miroslava Lajczaka, którego skompromitowała wymiana maili z Epsteinem. Amerykański finansista i przestępca seksualny oferował Słowakowi młode kobiety.
"Der Spiegel" zwraca uwagę na fatalną sytuację gospodarczą Słowacji. Prognoza wzrostu została obniżona do 0,9 proc. Słowacy cierpią wskutek wysokich cen paliw, wyższych niż w Polsce czy w Czechach. Powodem jest zależność od rosyjskiej ropy.
O ile Fico może jeszcze zmienić swoją politykę, ponieważ wybory na Słowacji odbędą się dopiero w przyszłym roku, to Orban nie ma takiej możliwości. Wybory na Węgrzech odbędą się za sześć tygodni. Jedynym atutem węgierskiego premiera jest strach przed wojną. Tę antyeuropejską i antyukraińską kartę Orban wykorzystuje w kampanii wyborczej. Przesłanie wykorzystywane w kampanii brzmi: Ukraina i UE są podżegaczami wojennymi, tylko Węgry są przeciwko wojnie.
Niemcy: Orban znalazł się pod ścianą
"Dlaczego Orban blokuje pomoc dla Ukrainy?" – pyta "Sueddeutsche Zeitung". "Ponieważ musi" – twierdzi gazeta. "Kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi Orban znalazł się pod ścianą" – tłumaczy „SZ”. Sytuacja gospodarcza Węgrów pod rządami Orbana jest tak zła jak rzadko kiedy – życie jest drogie, infrastruktura zaniedbana, podatki wysokie. Orbanowi pozostaje jedynie sianie strachu przed wojną.
Premier Węgier twierdzi, że UE chce wysłać Węgrów na wojnę i trwoni pieniądze na pomoc dla Ukrainy, zamiast inwestować je w krajach członkowskich. "Nie płacimy" – głoszą plakaty wyborcze Fideszu, rządzącej partii. To hasło wszystkich populistów – nasze pieniądze dla naszych ludzi. Możliwe, że tym hasłem Orban kolejny raz odniesie sukces – czytamy na łamach "Sueddeutsche Zeitung".
Czy powinno się wyrzucić Węgry z UE? – zastanawia się "Tageszeitung". Byłby to z politycznego, technicznego i organizacyjnego punktu widzenia olbrzymi wysiłek, a równocześnie wielkie święto dla wszystkich, którzy działają przeciwko UE – w Czechach, Słowacji, Polsce i w administracji USA. Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio podczas wizyty w Budapeszcie po Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa świadomie wbijał klin w jedność UE. Wyrzucenie Węgier byłoby ciosem w wiarygodność Wspólnoty – twierdzi dziennik.
Zdaniem "Tageszeitung" najlepszym wyjściem wobec braku jedności UE jest tworzenie mniejszych grup krajów przy wykorzystaniu istniejących mechanizmów unijnych, w tym możliwości podejmowania decyzji większością głosów.