Obaj mają swoją rolę do odegrania. Liczymy, że przewodniczący Van Rompuy będzie liderem, który będzie nadawał ton posiedzeniom Rady Europejskiej, a więc regularnym spotkaniom szefów unijnych państw i rządów.
Komisja ma swoje uprawnienia, a Rada swoje. Każdy musi odnaleźć swoje miejsce w tym nowym układzie.
Jego rola się krystalizuje. Ale myślę, że od początku przez swoje działania i wypowiedzi pokazuje, że nie chce być malowanym przewodniczącym. Chce by to Rada miała pierwszoplanowe znaczenie. By była strategicznym forum unijnej dyskusji. Takie przekonanie podziela też premier Donald Tusk.
Nie chodzi o to, by narzucał ton, ale by identyfikował najważniejsze wyzwania, które stoją przed Unią i był w stanie doprowadzić do podjęcia decyzji. Już w tej chwili pokazuje, jak to ma wyglądać. Na 11 lutego został zwołany szczyt, na którym mamy się zająć strategią gospodarczą, w tym sposobami wyjścia z kryzysu, a także rachunkiem sumienia po klimatycznej konferencji w Kopenhadze.
To się okaże po dzisiejszych rozmowach z premierem. Nie znam jego wypowiedzi w tej sprawie i nie będę spekulował. Ale widzę, że nasz pogląd, iż Unia powinna być bardziej asertywna i bardziej dbać o własne interesy w tych globalnych negocjacjach, znajduje coraz więcej poparcia.
>>>Czytaj dalej>>>
Chcielibyśmy takiego wsparcia. Bo nam zależy, by ta strategia realizowała nie tylko postulaty rozwojowe takich krajów jak Dania czy Wielka Brytania, ale też takich krajów jak Polska, dla których podstawowym celem jest nadrobienie zaległości do starych państw UE.
My chcemy, żeby ta strategia zezwalała na podejście krajowe, w ramach którego każdy mógłby realizować własne cele. Dla nas najważniejsze są kwestie dotyczące rozwoju wspólnego rynku, czyli liberalizacji usług. Bo nie ma co kryć, że dzięki eksportowi nasza gospodarka zyskuje. Drugi cel to szybka budowa infrastruktury, bo to kluczowe dla naszego rozwoju. Chcemy także, by ta strategia Unii była związana ze zwiększoną mobilnością pracownika czy rozwojem kapitału ludzkiego. Zależy też nam na tym, by zakopać przepaść jeśli chodzi o różnice rozwoju między starą a nową Europą.
Strategia powinna być znana w czerwcu. Jestem optymistą w tej sprawie. Myślę, że van Rompuy będzie miał w Polsce i polskim premierze bliskiego partnera, któremu zależy na rozwoju UE. Nie zapominajmy też, że za 500 dni zaczyna się polska prezydencja w Unii. W związku z tym polski rząd i Van Rompuy muszą blisko współpracować, by ta prezydencja się powiodła.
Obie sprawy są równie ważne. Bo taka jest już unijna specyfika, że nie można sobie odpuścić teraz, by potem do jakiejś sprawy wrócić, bo potem może być za późno. Musimy być zmobilizowani cały czas.
Sukces może być tylko wspólny i porażka też wspólna. Dlatego z naszej strony jest wola pełnej współpracy z Van Rompuyem w przygotowaniu naszej prezydencji.
*Mikołaj Dowgielewicz - wiceminister spraw zagranicznych, sekretarz stanu do spraw europejskich