: I cóż mógłby wtedy Łukaszenko więcej zrobić? Bombę spuścić na Dom Polski? Co najgorsze może, to właśnie robi. I niestety, choć osobiście jestem
zwolennikiem otwartej polityki i łagodnej dyplomacji, jest jasne, że w kontakcie z dyktatorem trzeba do niego mówić językiem, który rozumie. A języka polskiej dyplomacji nie zrozumiał. I nie
ma się czemu dziwić. Przecież naciski na Związek Polaków na Białorusi nie zaczęły się kilka dni temu, tylko trwają od kilku miesięcy. Oni się skarżyli, słali pisma do Polski, do
ambasady i nic. Zamiast wyraźnego potrząśnięcia pięścią przed Łukaszenką i pokazania mu przez polskie władze, że na to nie ma zgody, mówiono do niego przez cały ten czas językiem
miłości. Przekonywano, że: "lepiej nie za ostro, żeby nie zadrażniać, że przecież oni się starają, to i my pokażmy że mamy dobre intencje". No to pokazał nam właśnie
Łukaszenka te swoje dobre intencje.
To czasem mogą być proste, ale jasne dla Białorusi gesty. Wicepremier Waldemar Pawlak miesiąc temu był na Białorusi, by podpisać umowę o współpracy gospodarczej i nie pofatygował się
nawet odwiedzić Związku Polaków na Białorusi. A przecież wystarczyłoby to zrobić i w ten sposób wyraźnie pokazać swoje poparcie. Nie zrobił tego, więc Łukaszenko uznał: może Polsce
wcale tak na tym związku nie zależy, może by jednak przycisnąć im śrubę. I przycisnął.
Przypomniały sobie, ale czy wystarczająco? Też nie do końca. Proszę zauważyć, że zamiast ambasadora, w Grodnie pojawili się wczoraj tylko konsulowie. To znowu dla białoruskiego dyktatora
sygnał, że nam nie zależy na Polakach.
I to jest właśnie taki bardzo dobry, czytelny krok. Ale tylko wtedy, jeżeli będzie to zakaz także dla prokuratorów i sędziów którzy wysługują się dyktatorskiemu systemowi i skazują
Polaków. Wtedy będzie to nie tylko bolesne dla łamiących prawa człowieka, ale też pokaże, jak zdecydowana i jednoznaczna jest polska postawa. A tylko taka postawa może powstrzymać
Łukaszenkę.
*Agnieszka Romaszewska-Guzy, od 2007 roku dyrektor Biełsat TV