Wśród większości francuskich intelektualistów (i nie tylko) taki liberalizm budzi grozę i obrzydzenie. Opatrywany jest zwykle przymiotnikiem "dziki" i traktowany niemal jak przejaw barbarzyństwa. Kojarzy się z Ameryką, a to często zamyka drogę na intelektualne salony wciąż zdominowane przez etatystycznie myślącą i tradycyjnie bardzo niechętną wobec USA lewicę.
Takim właśnie "dzikim" liberałem jest Guy Sorman, uczestnik kolejnej Debaty DZIENNIKA. To jeden z najważniejszych dziś liberalnych autorów - nie tylko we Francji, ale i na świecie. Konsekwentny propagator idei, że wolność indywidualna, zwłaszcza w dziedzinie gospodarki, sprawdza się wszędzie - bez względu na kulturowy kontekst.
Sorman nie jest jednak filozofem, który spędzałby czas wyłącznie w świecie idei. To także reportażysta, którego interesuje przede wszystkim świat taki, jaki jest. Książki, których ma już na swoim koncie kilkanaście, często mają charakter relacji z podróży.
Teoretyczne analizy przeplatają się tam z obyczajowymi obserwacjami i zapisami rozmów z ludźmi. Wzorcem jest dla niego bez wątpienia Alexis de Tocqueville, jeden z ojców założycieli nowoczesnego liberalizmu i autor "O demokracji w Ameryce", najważniejszej chyba książki podróżniczej, jaką kiedykolwiek napisano. Opublikowana w latach 30. XIX w. do dziś uważana jest (także przez samych Amerykanów) za najbardziej przenikliwą analizę amerykańskiego ustroju i amerykańskiej mentalności, analizę, która wciąż pozostaje aktualna.
Sorman także poświęca Ameryce sporo uwagi. Jedna z jego pierwszych książek dotyczyła amerykańskiej "konserwatywnej rewolucji" z czasów Ronalda Reagana. Opublikowana także w Polsce, jeszcze w drugim obiegu, była dla polskich opozycjonistów bezcennym źródłem wiedzy o ówczesnej Ameryce.
Do amerykańskiej problematyki Sorman wrócił też niedawno w książce (także wydanej po polsku) "Made in USA", gdzie próbuje naszkicować pejzaż Ameryki po 11 września - bez stronniczości i uprzedzeń charakterystycznych dla wielu Europejczyków piszących o tym kraju.
Dziś jednak ważniejsze są dla niego dwa inne rejony świata, zgodnie uznawane przez wielu obserwatorów za źródło jego największych problemów - Chiny i kraje islamskie. Pisząc o nich, Sorman pozostaje jednak umiarkowanym optymistą.
Ich obecna sytuacja jego zdaniem potwierdza tak naprawdę pewne fundamentalne założenie liberalizmu: wszędzie tam, gdzie pozostawi się ludziom wolność myśli i działania, wcześniej czy
później zwyciężą postawy umiarkowane. Ekstremizm na dłuższą metę jest po prostu nieopłacalny - wywołuje napięcia i katastrofy, a ogromna większość ludzi bez względu na różnice
kultur pragnie przede wszystkim stabilizacji, zamożności i spokoju. Ekstremistyczne zagrożenia są jedynie rezultatem politycznej opresji i braku wolności.
Chiński syndrom
Pisząc o Chinach, Sorman unika skrajności. Nie popada jak wielu liberałów w euforię w obliczu dynamicznego chińskiego wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony nie straszy też swoich
czytelników wizją chińskiej inwazji ekonomicznej albo zniszczenia zachodniej gospodarki przez tanie chińskie towary.
W przeciwieństwie bowiem do wielu zachodnich komentatorów dysponuje sporą wiedzą na temat Państwa Środka. Studiował orientalistykę, wielokrotnie odwiedzał Chiny, wykładał nawet przez pewien czas na uniwersytecie w Pekinie.
W swoich artykułach i esejach pisze wprost: to kraj ogromnych możliwości, którego nie powinniśmy się obawiać. Jak twierdzi Sorman, Chińczycy tak samo jak ludzie Zachodu pragną dobrobytu, a ich rzekoma skłonność do politycznego despotyzmu to mit. Chińską gospodarkę obowiązują te same reguły co wszystkie inne gospodarcze systemy na świecie. Napotyka ona też na te same przeszkody w rozwoju.
Najważniejszą spośród nich jest brak rzeczywistej wolności gospodarczej. Kapitalizm wciąż pozostaje w Chinach domeną partyjnych funkcjonariuszy i ich zauszników, którzy korzystają z dynamicznego rozwoju, ale nie chcą dzielić się dobrobytem z resztą społeczeństwa.
To rodzi gigantyczną wręcz nierówność. Sorman sporo uwagi poświęca zwłaszcza tragicznej sytuacji mieszkańców chińskiej wsi. Nie mają oni prawie żadnych praw i są brutalnie wykorzystywani jako niewolnicza niemalże siła robocza. To dzięki nim chińskie towary mogą być tak tanie.
Te nierówności w każdej chwili grożą jednak społeczną eksplozją na ogromną skalę. Już dziś, przypomina Sorman, na chińskiej wsi wybucha co roku kilka tysięcy lokalnych buntów krwawo
tłumionych przez armię. To między innymi z tego względu chiński wzrost gospodarczy ma kruche podstawy, i dlatego XXI wiek, jak pisze Sorman w jednym ze swoich tekstów, "nie będzie
należał do Chin".
W poszukiwaniu liberalnego islamu
Gdy chodzi o Chiny, Zachód wciąż tkwi w niewoli stereotypów, ale jeszcze bardziej stereotypowy, zdaniem Sormana, jest jego obraz świata islamskiego. Kształtują go media, które pokazują
głównie fanatycznych bojowników i krwawe skutki ich morderczych działań.
Tymczasem w obrębie islamu dokonują się ważne przemiany. Świat islamski nie jest bowiem wyspą oddzieloną od innych barierą absolutnej wrogości. Pojawia się tam coraz więcej liberalnych teologów, którzy pragną zerwać z wizerunkiem islamu jako religii fanatyków.
Zachód, wedle Sormana, powinien wreszcie zdać sobie sprawę, że islamistyczny fanatyzm nie wynika ani z istoty religii muzułmańskiej, ani tym bardziej z jakichś naturalnych skłonności wyznających ją ludzi.
To produkt skomplikowanych polityczno-społecznych procesów, w którego powstaniu wydatną rolę odegrała także arogancja samego Zachodu i jego lekceważący, kolonialny stosunek do krajów Bliskiego Wschodu. Efektem była jego długotrwała cywilizacyjna zapaść. Na szczęście, twierdzi Sorman, większość krajów islamskich zaczyna już z niej wychodzić. A to jedynie zwiększa szanse zwycięstwa liberalnego islamu.
Pouczającą lekcją jego skuteczności jest, zdaniem Sormana, sytuacja muzułmanów żyjących w Europie Zachodniej. To przekorne stwierdzenie, bo ów zachodnioeuropejski islam przeciętnemu odbiorcy mediów kojarzy się głównie z płonącymi przedmieściami wielkich miast albo policyjnymi nalotami, które likwidują kolejne kryjówki potencjalnych terrorystów.
Gdy jednak przyjrzymy się temu bliżej, obraz znacząco się zmienia. Oto np. w Marsylii - pisze Sorman w jednym z tekstów opublikowanych w "Europie" - "dwa miliony Francuzów przybyłych z innych krajów stworzyły ruchliwą, ale pozbawioną symptomów zamętu strefę przedsiębiorstw, rzemiosła, handlu, drobnego przemysłu. Państwo się do niej nie miesza. Islam praktykowany jest tutaj pod egidą jednego z najbardziej tolerancyjnych duchownych, muftiego Marsylii, Soheiba Benszeicha.
Dominujący tu ruch muzułmański jest liberalny w sprawach religii i ekonomii. To zdaniem Sormana jeszcze jeden dowód na pozytywne oddziaływanie liberalnych zasad. Dzięki nim możliwe jest powstanie islamu potrafiącego pokojowo funkcjonować w ramach nowoczesnego, laickiego społeczeństwa.
Ciekawe, co ten niestrudzony propagator liberalnych idei powie o polskich zmaganiach z nowoczesnością. Jakich rad udzieli liderowi polskich liberałów Donald
*Michał Warchala, historyk idei, autor książki "Autentyczność i nowoczesność. Idea autentyczności od Rousseau do Freuda" (Universitas, 2006), redaktor dodatku "Europa".