Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie szata zdobi pierwszokomunijne dzieci

9 maja 2008, 03:04
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Nie szata zdobi pierwszokomunijne dzieci
Inne
Trwa sezon pierwszych komunii. Coraz częściej przypominają one wesela - z suto zastawionymi stołami i drogimi prezentami - niż skromną uroczystość. "Pierwsza komunia to nie rewia mody" - apeluje w DZIENNIKU ksiądz Adam Zelga.


Nie, ale niektórzy rodzice próbują namawiać do powrotu krynolin. A ja co roku naciskam, by tego nie robić.


Stroje są ujednolicone. Chłopcy mają czarne spodnie i komże, które później mogą służyć jako ministranckie, a dziewczynki białe sukienki. Całość kosztuje w granicach 80 - 120 złotych. Ale jak powiedziałem, czasem rodzice protestują, więc zdarzy się jakaś strojna, bogata suknia na krynolinie. Jednak na jej widok pojawia się raczej uśmiech politowania.


Myślę o nich jak najgorzej! Księża różnie próbują sobie z tym radzić. Na przykład organizują pierwszą komunię tylko w towarzystwie najbliższych w Wielki Czwartek przed Wielkanocą, a przyjęcie z tymi sukienkami i prezentami w maju. Inni namawiają, by przyjęcie dla gości odbywało się dopiero następnego dnia, po komunii. Jedno już się jednak udało: pokonaliśmy pijaństwo na przyjęciach. Zresztą częściowo w wielu przypadkach zwalczyliśmy również i te przysłowiowe krynoliny. Myślę, że krok po kroku zmienimy te niedobre obyczaje.


Zabrzmi to może brutalnie, ale to zbrodnia dokonana przez nas, dorosłych, na tych dzieciach. Przytoczę tu pewien dialog. Przychodzi wnuczek do babci, która jest pobożną staruszką, i mówi jej radośnie: Babciu! Przygotowuję się do pierwszej komunii świętej! A babcia na to: A co ty chcesz, wnusiu, dostać w prezencie na tę komunię? Może brzmi to zabawnie, ale to poważny problem, bo mamy tu czystą wiwisekcję dokonaną na dziecku. Chodzi tu o prawo pierwszych skojarzeń. Uczulam więc rodziców, by pamiętali przede wszystkim o tym, aby komunia kojarzyła się ich dziecku z eucharystią, a nie z prezentami. Ja osobiście mam dwa skojarzenia z moją pierwszą komunią. Jedno negatywne: dostałem od ojca zegarek i natychmiast zgubiłem go w piaskownicy. I drugie - pozytywne: podczas skromnego przyjęcia zapukał do naszych drzwi bezdomny, który często włóczył się po okolicy. Zrobiło mi się go bardzo żal, rozpłakałem się i poprosiłem mamę, by dała mu kawałek chleba. Być może wtedy zrodziło się moje kapłaństwo, bo to jest ta duchowość. I tego właśnie rodzice muszą nauczyć własne dzieci.


Uczulam ich, by nie niszczyli tego wyjątkowego momentu, jakim jest pierwsza komunia. Nawet jeśli są niewierzący, namawiam ich, by towarzyszyli dzieciom w kościele. A jeśli są praktykujący, to wspólne przygotowania są dla nich szansą powrotu do dziecięcej wiary i religijności. Ale zdarzają się tacy rodzice, którzy o to nie dbają.


Że nie mogą zostawiać przygotowań dzieci do pierwszej komunii tylko szkole i kościołowi. Jeśli mają z tym problem, proponuję spotkania w domu i wspólne rozmowy z dzieckiem. Uczę rodziców, by próbowali odpowiadać na pytania swoich dzieci i żeby dawali świadectwo wiary. Jeśli nie mają czasu, bo ciężko pracują, muszą wytłumaczyć, że robią to dla dobra dziecka. Nie zdajemy sobie sprawy, jak zapadają w pamięć dzieci takie pierwsze rozmowy o istocie wiary. Kiedyś zadzwoniła do mnie młoda zakonnica i zaprosiła na złożenie przez nią ślubów wieczystych, bo powiedziała, że zawdzięcza mi powołanie. Przypomniała, że przygotowywałem ją do pierwszej komunii.


Po pierwsze sprawdzam, czy umie w miarę obiektywnie rozróżnić dobro i zło. Po drugie - czy rozumie tę tajemnicę, czyli że eucharystia to nie jest opłatek, kawałek chleba, tylko że w tym kawałku chleba ukryty jest Bóg, który pragnie nakarmić nas sobą, że On - taki wielki - stał się taki mały, aby być dla mnie. To bardzo uczy humanizmu.


Nie miałem takiego przypadku, ale gdyby się zdarzył, to trzeba by przeprowadzić rozmowę z jego rodzicami i zapytać ich, co to znaczy, że dziecko nie wierzy.


W takiej sytuacji zastanawiałbym się nad przełożeniem pierwszej komunii. Jeśli dziecko mówi, że nie wierzy, to ono nie mówi od siebie. To znaczy, że było źle przygotowane, że nie było odpowiedniego klimatu w domu. Może zaproponowałbym indywidualne przygotowanie także dla rodziców.


Bardzo różnie. Bywa, że się lękają, ale strach jest łatwy do rozbrojenia. Trzeba być bardzo ciepłym, przytulić po spowiedzi, przybić piątkę. Wyjść, pogłaskać. Można też zaproponować spowiedź poza kościołem, na przykład w ogródku, ale ja jestem zwolennikiem tradycji.


Najczęściej z nieposłuszeństwa. Ale zdarzyło mi się, że spowiadały się też ze zbyt długiego siedzenia przed komputerem. Grzechy też się zmieniają...

p

proboszcz parafii bł. Edmunda Bojanowskiego na warszawskim Ursynowie, miłośnik futbolu, pisarz i publicysta katolicki. Po śmierci przyjaciela, Alfreda Szklarskiego, dokończył dziewiąty tom przygód Tomka Wilmowskiego "Tomek w grobowcach faraonów"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj