PiS wpędziło się w pułapkę na własne życzenie. Gdy już wydawało się, że po spotkaniach z inteligencją i po próbach dotarcia do nowego elektoratu "odczepi się" wreszcie od Radia Maryja, partia Kaczyńskiego ujawniła chorobliwą nieufność do świata. Wielu, zwłaszcza wykształconych wyborców, dostrzega niekonsekwencję i nieuczciwość w zachowaniu PiS.

Twierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że można jednostronnie, tylko dla Polski, ustalić warunki zmiany traktatu lizbońskiego, jest absurdalne. Zabezpieczenie Polski przed zmianą ustaleń wynegocjowanych przez m.in. prezydenta w Brukseli i w Lizbonie jest zapisane w samym traktacie. Dlatego wprowadzenie dodatkowych jednostronnych ustaleń nie miałoby mocy prawnej. W dodatku nie wiem, dlaczego PiS podejrzewa PO, że ta będzie chciała zrezygnować z wynegocjowanych zapisów, chroniących Polskę, czy przyjąć Kartę Praw Podstawowych. Reakcja PiS jest nieadekwatna do skali problemu, a przede wszystkim ośmiesza prezydenta i premiera.

PiS zamiast zawalczyć o wyborców młodych, wykształconych, z dużych miast, którzy są zwolennikami traktatu, puszcza oko do tych, którzy boją się integracji europejskiej, wysyłając komunikat: "robimy wszystko, żeby uratować Polskę". Jednak wyborców wierzących w to, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego oznacza utratę suwerenności, jest po prostu mało.

Kalkulacje Jarosława Kaczyńskiego zderzyły się z kalkulacjami PO. Platforma nie dała PiS furtki, która pozwoliłaby wybrnąć z sytuacji i powiedzieć: wynegocjowaliśmy dodatkowe zabezpieczenia. To błąd. Byłoby lepiej, gdyby traktat ratyfikowano bez wstrząsów. Rozumiem jednak PO: jej wyborcy są proeuropejscy. A przecież już raz Platforma ustąpiła PiS w sprawie traktatu, podtrzymując zastrzeżenia do Karty Praw Podstawowych. PO nie ma interesu w tym, by ustąpić ponownie, gdyż opłaciłyby się jej wcześniejsze wybory.

Platforma zdaje sobie sprawę z ograniczonych możliwości, jakie daje koalicja z PSL-em. Problemów reformy emerytalnej czy reformy służby zdrowia nie da się rozwiązać z PSL-em według koncepcji PO. Politycy Platformy zorientowali się także, że nie mogą liczyć na LiD. Lewica jest antypisowska, ale to nie oznacza poparcia dla wszystkich pomysłów PO. Dlatego w kontekście rekordowo wysokich notowań PO to najlepszy moment na przedterminowe wybory (o których Platforma i tak myślała wcześniej). Donald Tusk miałby też świetną okazję, by pokazać się jako polityk twardy i zdeterminowany w sprawach europejskich.

Na wcześniejszych wyborach PiS dużo by straciło. Nastąpiłaby podobna, a może nawet większa mobilizacja ludzi młodych niż przy poprzednim głosowaniu. A ci poprą PO, bo traktat lizboński odpowiada młodemu pokoleniu.