"Jutro jadę do Brukseli!" - zaskoczyła mnie żona. "Umawialiśmy się, że ty będziesz jeździł na zjazdy rodzinne w sprawach najwyższej wagi, a ja w tych mniej ważnych, prawda?" Prawda. Tyle że zdaniem mojej żony wszystkie były właśnie "mniej ważne". Westchnąłem: "Chociaż ustalmy wszystko, co do przecinka. Wiesz, jak bardzo zależy mi na cichych wakacjach i spokojnych świętach" - pisze w DZIENNIKU Jan Wróbel.
Zapisaliśmy:
1. Święta Bożego Narodzenia ograniczamy do wysłania sobie kartek.
2. W czasie wakacji spędzamy razem tydzień w Polanicy-Zdroju, ale każda rodzina ma inną agroturystyczną kwaterę.
Zaopatrzona we Wspólne Stanowisko - pojechała.
Wróciła.
Z uśmiechem powiedziała: moje siostry z dzieciakami przyjadą do nas na Boże Narodzenie. Zostawią nam dzieci do letnich wakacji, które spędzimy w domu stryja Keeya wraz z jego nową żoną, jej dziećmi, moimi siostrami z dziećmi oraz moimi i twoimi rodzicami. Super, co?
"Miałaś przecież reprezentować nasze wspólne..." - jęczałem.
"Sorry - zrobiła pokorną minę - gdzieś zgubiłam tę kartkę".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|