Filmy o niezwykłych postaciach, które swoją działalnością odciskają piętno na innych ludziach, a szerzej: na czasach, w jakich żyją, nigdy nie spełnią wszystkich oczekiwań.
W filmie zostało to świetnie pokazane Kiedy rozpoczął się strajk w Hucie Warszawa, prałat Bogucki musiał wysłać jakiegoś podwładnego do odprawienia nabożeństwa. Wszyscy poza księdzem Popiełuszką mieli już zapchany kalendarz. Kiedy tylko przekroczył próg bramy zakładu, znalazł się w sytuacji, w której ujście znalazły jego wyjątkowe cechy kapłana i człowieka.
Taki właśnie przekonujący portret księdza Popiełuszki przemawia do wrażliwości widza dzięki roli głównego wykonawcy Adama Woronowicza. To niewątpliwie zaleta filmu Rafała Wieczyńskiego.
A zarazem stwarzający największe szanse połączenia dwóch wątków, których konfrontacja przynosi tak drastyczne rozwiązanie. Budowanie strefy, w której ksiądz Jerzy byłby bezpieczny, a z drugiej strony działania operacyjne sekcji specjalnej MSW.
Swoistym muśnięciem tej atmosfery była w filmie historia tzw. prowokacji na ul. Chłodnej, w prywatnym mieszkaniu księdza Jerzego Popiełuszki. To niby drobiazg, ale jakże ważny. Szkoda, że go całkowicie pominięto.
Ale mimo to warto na "Popiełuszkę" pójść. Bo nawet jeśli nie dowiemy się więcej, niż wiedzieliśmy, to zobaczymy dość przekonująco nakręconą historię postaci, bez której nie da się opowiedzieć o ciężkich latach 80.