Całość w niej opiera się na tym, że wyborcy mają bardzo krótką pamięć. Przynajmniej większość z nich. I mają też pamięć wybiórczą. Jeśli już pamiętają, to tylko grzechy tych, których nie lubią, oraz zasługi swoich pupili.
A i tak Platforma ma wielkiego pecha w tej sprawie, bowiem oba wydarzenia dzieli bardzo krótki czas. Gdyby odstęp liczył kilka miesięcy, nikt by nie pamiętał nieaktualnych już pretensji. Bo pewnie i Mazowiecki, i Buzek, i Miller musieli opuścić niejedno ważne posiedzenie. Ale po latach nie pamięta się, które posiedzenie, i nikt nie pamięta, czy ktoś o to miał pretensje.
Na dodatek dokładnie teraz dowiadujemy się, że postponowana i obrażana za brak kompetencji PiS-owska szefowa MSZ zostanie z nadania PO przedstawicielką Polski przy ONZ. "Czasami ludzie przepoczwarzają się w pięknego motyla. Mam nadzieję, że tak będzie z Anna Fotygą" - barwnie uzasadnił tę woltę szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak. Ciekawe, jak to wytłumaczy Stefan Niesiołowski, który pod adresem Fotygi wygłaszał najostrzejsze epitety.
A ktoś, kto pamięta zarzuty Platformy kwestionującej kompetencje Anny Fotygi (niebezpodstawnie, zwłaszcza gdy chodzi o komunikatywność byłej minister), musi zadać sobie pytanie: czy pretensje były dęte, czy Fotyga przeszła błyskawiczną transformację? A może ktoś jednak kłamał albo Platformie nie przeszkadza niekompetencja, gdy chodzi o poparcie dla starań Radosława Sikorskiego o stanowisko sekretarza generalnego NATO? Może Pakt jest warty Foti - trawestując powiedzenie pewnego francuskiego monarchy.
Choć nie wszyscy, więc władza powinna coś zrobić. Masowa lobotomia nie wchodzi w grę, bo to zbyt inwazyjne rozwiązanie. Zakaz sprzedaży lecytyny? To już prędzej. Zaprzyjaźnieni naukowcy i oddani publicyści przekonają publikę, że lecytyna jest szkodliwa. A dobra pamięć czyni nieszczęśliwym.
Powinno być tak jak w stalinowskiej Rosji, gdzie niebezpiecznie było trzymać archiwalne numery "Prawdy". Nawet sprzed kilku miesięcy, bo jakiś Bucharin albo Kamieniew mógł widnieć na pierwszej stronie. A wiadomo już było, że to zdrajca i że rozstrzelany.
Niestety, żaden system nie jest dość szczelny. Nawet w stalinowskiej Rosji byli ludzie nieodpowiedzialni, którzy pod zmyślonymi pretekstami przechowywali stare gazety. Tak jak jeden z bohaterów powieści Sołżenicyna "Pierwszy krąg", który starymi gazetami wykładał podłogę i meble. Niby dla ich ochrony, a naprawdę dla porównania z bieżącymi wydaniami "Prawdy". Organa jednak nie dały się nabrać i prowokator za to zapłacił. Po co więc komu dobra pamięć?