Całość w niej opiera się na tym, że wyborcy mają bardzo krótką pamięć. Przynajmniej większość z nich. I mają też pamięć wybiórczą. Jeśli już pamiętają, to tylko grzechy tych, których nie lubią, oraz zasługi swoich pupili.

Reklama

Gdyby pamięć wyborców była lepsza, skutki tego mogłyby być zabójcze dla wszystkich formacji politycznych. Weźmy tylko doniesienia z dzisiejszego dnia.

Pierwsze to czwartkowa debata nad budżetem i nieobecność na niej premiera Donalda Tuska. Jego partyjni podwładni oburzali się kilka tygodni temu, że na podobnej debacie nie było lidera opozycji. Wtedy był to skandal. Dziś nieobecność Tuska nie jest już niczym złym.

A i tak Platforma ma wielkiego pecha w tej sprawie, bowiem oba wydarzenia dzieli bardzo krótki czas. Gdyby odstęp liczył kilka miesięcy, nikt by nie pamiętał nieaktualnych już pretensji. Bo pewnie i Mazowiecki, i Buzek, i Miller musieli opuścić niejedno ważne posiedzenie. Ale po latach nie pamięta się, które posiedzenie, i nikt nie pamięta, czy ktoś o to miał pretensje.

Na dodatek dokładnie teraz dowiadujemy się, że postponowana i obrażana za brak kompetencji PiS-owska szefowa MSZ zostanie z nadania PO przedstawicielką Polski przy ONZ. "Czasami ludzie przepoczwarzają się w pięknego motyla. Mam nadzieję, że tak będzie z Anna Fotygą" - barwnie uzasadnił tę woltę szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak. Ciekawe, jak to wytłumaczy Stefan Niesiołowski, który pod adresem Fotygi wygłaszał najostrzejsze epitety.

A ktoś, kto pamięta zarzuty Platformy kwestionującej kompetencje Anny Fotygi (niebezpodstawnie, zwłaszcza gdy chodzi o komunikatywność byłej minister), musi zadać sobie pytanie: czy pretensje były dęte, czy Fotyga przeszła błyskawiczną transformację? A może ktoś jednak kłamał albo Platformie nie przeszkadza niekompetencja, gdy chodzi o poparcie dla starań Radosława Sikorskiego o stanowisko sekretarza generalnego NATO? Może Pakt jest warty Foti - trawestując powiedzenie pewnego francuskiego monarchy.

Na szczęście dla polityków - bo nie jedna Platforma ma grzechy w tej dziedzinie - wyborcy mają krótką pamięć. Choć nie wszyscy, więc władza powinna coś zrobić. Masowa lobotomia nie wchodzi w grę, bo to zbyt inwazyjne rozwiązanie. Zakaz sprzedaży lecytyny? To już prędzej. Zaprzyjaźnieni naukowcy i oddani publicyści przekonają publikę, że lecytyna jest szkodliwa. A dobra pamięć czyni nieszczęśliwym.

Trzeba też niszczyć stare gazety. Najlepiej po trzech dniach. Wytłumaczy się to ekologią. W starych gazetach są np. wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego nazywające Samoobronę agenturą jeszcze z czasów przedkoalicyjnych. Jest też expose Donalda Tuska i jego obietnice błyskawicznego pokrycia Polski siecią autostrad. Zatem stare gazety i ich internetowe archiwa nie powinny istnieć.

Powinno być tak jak w stalinowskiej Rosji, gdzie niebezpiecznie było trzymać archiwalne numery "Prawdy". Nawet sprzed kilku miesięcy, bo jakiś Bucharin albo Kamieniew mógł widnieć na pierwszej stronie. A wiadomo już było, że to zdrajca i że rozstrzelany.

Niestety, żaden system nie jest dość szczelny. Nawet w stalinowskiej Rosji byli ludzie nieodpowiedzialni, którzy pod zmyślonymi pretekstami przechowywali stare gazety. Tak jak jeden z bohaterów powieści Sołżenicyna "Pierwszy krąg", który starymi gazetami wykładał podłogę i meble. Niby dla ich ochrony, a naprawdę dla porównania z bieżącymi wydaniami "Prawdy". Organa jednak nie dały się nabrać i prowokator za to zapłacił. Po co więc komu dobra pamięć? Najnowsza "Prawda" jest lepsza.