Państwo Barbara i Roman Giertych mają chyba bardzo słabe poczucie humoru, skoro wystosowali do mediów oficjalne oświadczenie dotyczące mojego komentarza w poniedziałkowym DZIENNIKU.

Reklama

>>> Przeczytaj komentarz Moniki Olejnik "Mój tata Roman pracuje w telewizji"

Nie widzę nic złego w tym, że chwilę porozmawiałam z ich uroczą córeczką i zacytowałam jej odpowiedzi. Najwyraźniej jednak w jej słowach o "tacie pracującym w telewizji" coś jest na rzeczy - skoro państwo Giertych aż tak się denerwują.

>>> Przeczytaj oświadczenie Giertychów

Nie sądzę jednak, żeby mieli do tego powody. Zacytowałam ich córkę, która mówiła o swoim tacie, tak jak mówi małe dziecko. Zapewne często widziała go występującego w telewizji i dlatego powiedziała, że tam właśnie pracuje. Bo tak sobie wyobrażała. Tymczasem państwo Giertychowie rozdzierają szaty tak, jakbym wkroczyła do ich własnego domu i podlewała tam ich ulubione kwiatki. Trudno - jeśli naprawdę myślą o mnie tak źle, jak napisali, niech tak pozostanie.

>>> Giertych: Jestem wściekły na Olejnik!

Ubawił mnie natomiast Ludwik Dorn, który na swoim blogu wzywa do bojkotowania i mnie, i moich programów. To przecież polityk, którego bojkotuje jego własna partia. I chyba z tym właśnie - a nie ze mną - Dorn powinien się przede wszystkim uporać. Tymczasem dołącza on do kręgu ojców i matek broniących swoich dzieci przed dziennikarzami.

>>> Dorn: Bojkotujmy Monikę Olejnik

W tej sytuacji pozostaje mi więc tylko życzyć Romanowi Giertychowi, by na przyszłość więcej czasu spędzał ze swoimi dziećmi i często czytał im bajki Ludwika Dorna. Mam tylko nadzieję, że jego pięcioletnia córka nie zostanie skrzyczana przez tatę za to, że ze mną rozmawiała. I życzę jej, by została albo dziennikarką, albo politykiem.

>>> Monika Olejnik: Jestem coraz ładniejsza

Reklama

Tytuł komentarza pochodzi od redakcji