Państwo Barbara i Roman Giertych mają chyba bardzo słabe poczucie humoru, skoro wystosowali do mediów oficjalne oświadczenie dotyczące mojego komentarza w poniedziałkowym DZIENNIKU.
Nie widzę nic złego w tym, że chwilę porozmawiałam z ich uroczą córeczką i zacytowałam jej odpowiedzi. - skoro państwo Giertych aż tak się denerwują.
Nie sądzę jednak, żeby mieli do tego powody. Zacytowałam ich córkę, która mówiła o swoim tacie, tak jak mówi małe dziecko. Zapewne często widziała go występującego w telewizji i dlatego powiedziała, że tam właśnie pracuje. Bo tak sobie wyobrażała. Tymczasem Trudno - jeśli naprawdę myślą o mnie tak źle, jak napisali, niech tak pozostanie.
Ubawił mnie natomiast Ludwik Dorn, który na swoim blogu wzywa do bojkotowania i mnie, i moich programów. To przecież polityk, którego bojkotuje jego własna partia. Tymczasem dołącza on do kręgu ojców i matek broniących swoich dzieci przed dziennikarzami.
W tej sytuacji pozostaje mi więc tylko życzyć Romanowi Giertychowi, by na przyszłość więcej czasu spędzał ze swoimi dziećmi i często czytał im bajki Ludwika Dorna. Mam tylko nadzieję, że jego pięcioletnia córka nie zostanie skrzyczana przez tatę za to, że ze mną rozmawiała. I życzę jej, by została albo dziennikarką, albo politykiem.
Tytuł komentarza pochodzi od redakcji