Dziennik Gazeta Prawana logo

"Trzeba budować, nie wojować"

12 października 2007, 13:55
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"Proponuję zawarcie pomiędzy PiS i PO paktu o współpracy lub choćby paktu o nieagresji w zakresie najważniejszych dla Polski spraw: polityki rozwoju gospodarczego i wykorzystania funduszy europejskich, ale także polityki zagranicznej i obronnej" - pisze w DZIENNIKU Kazimierz Marcinkiewicz.
W ostatnich dniach konflikt polityczny w Polsce jeszcze bardziej się zaostrzył. Rozumiem, że wielu ludzi, którzy nie porzucili wizji IV RP, projektu głębokiej i odważnej reformy państwa, jaką zarówno PiS, jak i PO proponowały w wyborach 2005 roku, odczuwa coraz większy niepokój. Grozi nam zmarnowanie kolejnej politycznej szansy.

Rok temu rozbudziliśmy, jako politycy różnych środowisk, i PiS i Platformy, wielkie nadzieje społeczne, nadzieje na zmiany. Śmiem zaryzykować tezę, że był to być może największy przypływ nadziei od czasów „Solidarności. Wielu publicystów ostatnio w „Dzienniku także Cezary Michalski w ważnym tekście „Zemsta na Czwartej Rzeczypospolitej słusznie zauważa brak pozytywnych propozycji i tkwienie w atmosferze wyniszczającej wojny domowej. PiS napotkał opór przy budowie projektu IV Rzeczpospolitej, a Platforma spychana jest do narożnika SLD, do niedawna politycznego przeciwnika. Chcąc osiągnąć sukces polityczny, musi iść na kompromisy z różnymi obcymi sobie do niedawna środowiskami ideowymi. Wszyscy zakleszczamy się, tak jak zakleszczała się przez lata polska centroprawica.

Wyznaczyć rozsądne granice konfliktu politycznego można jedynie wówczas, kiedy wyraźnie określimy zarówno różnice programowe pomiędzy nami, jak też miejsca wspólne, gdzie kompromis i współpraca są po prostu koniecznością.

To oczywiste, że z różnych powodów trudno dzisiaj zbudować koalicję PiS i PO na rzecz reformy państwa. Ostatnio doszedł kolejny powód w postaci działania służb specjalnych na początku lat 90., który dla dobra demokracji musi być do końca wyjaśniony.

Ale są też głębsze przyczyny programowe. Trudno sobie wyobrazić, by w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii zawiązała się koalicja Republikanów z Demokratami czy Laburzystów z Konserwatystami. Dlaczego? Tylko dlatego, że istnieją tam dwupartyjne systemy polityczne. Kto wygrywa w wyborach, ten bierze wszystko, ten rządzi. Odnieść można wrażenie, że dwie największe partie w Polsce Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska dążą do zbudowania systemu dwupartyjnego lub dwublokowego, w którym scena polityczna koncentrowałaby się wyłącznie wokół tych dwóch sił. Stworzenie takiego systemu jest trudne. Cechy definiujące, a jednocześnie odróżniające PiS i PO są na razie zbyt mało zauważalne, by Polacy dostrzegli i zaakceptowali wyrazisty, długotrwały programowy podział.

Nawet w Niemczech, gdzie system polityczny najbardziej przypominał system dwubiegunowy, doszło do zachwiania dotychczasowych przyzwyczajeń i stereotypów. Jeszcze półtora roku temu nikt nie wyobrażał sobie możliwości utworzenia wielkiej koalicji chadeków z socjaldemokratami. Wydawało się, że system niemiecki, w którym główną rolę grają CDU/CSU i SPD, biorąc pod uwagę twardą kampanię wyborczą i toczony twardy spór w jej trakcie, nie będą potrafiły wspólnie utworzyć rządu. Stało się inaczej. W sytuacji długotrwałego niskiego wzrostu gospodarczego partie te porozumiały się w celu przywrócenia Niemcom przywództwa i pozycji lidera w Europie.


Konflikt poszedł za daleko
A jednak staje się coraz bardziej oczywiste, że obecny konflikt polityczny jest zbyt ostry, i tym bardziej ryzykowny, że Polska stoi dzisiaj przed ogromną, wcześniej zupełnie niewyobrażalną szansą. Wzrost gospodarczy między 5 a 6 proc. PKB, przy bardzo niskiej 1-proc. inflacji, to już wzrost imponujący. Po przeprowadzeniu odpowiednich reform wzrost może być jeszcze większy. Są wszelkie podstawy, by tak twierdzić, bo ten wzrost nie jest tylko „przypadkiem wynikającym z makroekonomicznej koniunktury, czy prostą konsekwencją unijnych pieniędzy. Obecny wzrost polskiej gospodarki jest oparty na stabilnych podstawach. Z jednej strony cały czas wzrastający eksport wynikający z dobrej koniunktury europejskiej, ale też z faktu, że ciągle mamy niższe koszty pracy i wysoki wzrost wydajności pracy. Polskie firmy przeszły w ostatnich latach gruntowną restrukturyzację i są dobrze przygotowane do konkurencji na rynku europejskim. Drugim elementem jest przyrost inwestycji. Wreszcie polskie firmy i firmy w Polsce zaczęły inwestować polski biznes nie marnuje obecnej koniunktury. Ruszyły duże inwestycje kapitałowe i bezpośrednie. Możemy osiągnąć poziom nawet 7 10 miliardów euro inwestycji bezpośrednich rocznie. Na przykład tylko w tym roku japońskich inwestycji bezpośrednich w Polsce jest więcej niż przez ostatnie 15 lat.

I te wszystkie inwestycje zostaną radykalnie wzmocnione środkami z UE. To jest aż 67 miliardów euro przez 7 lat, to jest prawie 10 miliardów rocznie, samych środków unijnych, dochodzi do tego 25 proc. polskiego wkładu, czyli kolejne 2,5 miliarda euro rocznie. To właśnie inwestycje są kołem zamachowym gospodarki i najlepszym sposobem likwidacji bezrobocia. Trzecim fundamentalnym czynnikiem przyspieszającym rozwój polskiej gospodarki jest wzrost konsumpcji. Konsumpcja będzie rosła, bo rosną i będą rosły płace. Wymusza to (prawie) otwarty europejski rynek pracy. W Polsce rozpoczęło się wreszcie konkurowanie o dobrego pracownika. A to z kolei, oby jak najszybciej, zatrzyma Polaków przed wyjeżdżaniem z kraju za pracą.

Aby wykorzystać tę szansę, potrzeba pełnej mobilizacji i nadzwyczajnych środków. Tak jak przed rokiem, tak dzisiaj wydaje się, że w Polsce potrzebna jest wielka koalicja PiS i PO, dająca dużą siłę w parlamencie, pełną stabilizację polityczną i odwołująca się do wielu wspólnych cech konstytuujących te partie. Koalicja taka mogłaby rządzić Polską przez dwie kadencje, by skutecznie naprawiać państwo we wszystkich jego dziedzinach. Starałem się bardzo o taką koalicję, kiedy byłem premierem. Można powiedzieć, że do niej zostałem powołany. Celem koalicji byłoby wykorzystanie szansy, jakiej Polska nie miała przez ostatnie lata. Dawałaby gwarancję z jednej strony naprawy państwa, walki z korupcją, naprawy wymiaru sprawiedliwości, rozliczenia przeszłości, a z drugiej strony szansę na reformy gospodarcze, zdjęcie niepotrzebnego balastu z polskiej gospodarki, zagwarantowanie bezpieczeństwa energetycznego, naprawę finansów publicznych, w szczególności równoważenie budżetu. Dawałaby szansę cywilizacyjnego skoku i zajęcia należnego miejsca w rodzinie europejskich państw.


Co trzeba zrobić wspólnie
Tak duży wzrost gospodarczy i tak duże środki UE wymagają jednak przygotowania właściwego prawa, procedur i organizacji do ich absorpcji, do ich efektywnego i skutecznego wykorzystania. Zostało niewiele miesięcy, by dokonać koniecznych przygotowań prawnych. One same nie wystarczą. Niezbędna jest zmiana atmosfery politycznej, z atmosfery wojennej na twórczą, na optymistyczną.

Dlatego proponuję zawarcie pomiędzy PiS i PO paktu o współpracy lub choćby paktu o nieagresji w zakresie najważniejszych dla Polski spraw: polityki rozwoju gospodarczego i wykorzystania funduszy europejskich, ale także polityki zagranicznej i obronnej.

W ciągu trzech, czterech miesięcy trzeba przeprowadzić przez parlament zmianę procedur wykorzystania środków unijnych. Trzeba zmienić ustawodawstwo polskie utrudniające wykorzystania „kopa poakcesyjnego, zliberalizować jeszcze bardziej ustawę o zamówieniach publicznych, zmienić ustawę o ochronie środowiska i prawo budowlane tak, by inwestowanie w Polsce było dużo sprawniejsze. Musimy zdjąć obciążenia biurokratyczne, zwłaszcza z małej i średniej przedsiębiorczości. Przy zgodzie politycznej parlament jest w stanie przeprowadzić te projekty w krótkim czasie kilku miesięcy.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny obszar, w którym konflikt pomiędzy PO i PiS musi być złagodzony. Jest to polska polityka zagraniczna. Właśnie dlatego, że także w tej dziedzinie istnieje rzeczywisty potencjał współpracy, zawsze mieliśmy i mamy nadal wiele punktów wspólnych.

W zakresie polityki zagranicznej musimy wrócić do zasady, że jest ona budowana wspólnie z opozycją, a więc nietorpedowana przez opozycję i niekrytykowana na zewnątrz. Musimy wzmacniać pozycję Polski na arenie międzynarodowej i mówić tam jednym głosem. Podjęliśmy zbyt wielki wysiłek w Iraku, Afganistanie i w innych miejscach świata, zyskaliśmy dobrą markę jako sojusznik i rzecznik demokracji, by wewnętrzne spory polityczne to wszystko zniszczyły z fatalnymi konsekwencjami na przyszłość.

Bezpieczeństwo, jakie dała państwom Europy Środkowej obecność w NATO i członkostwo w Unii Europejskiej, uśpiło polityków tych państw. Prawie wojenne spory polityczne wybuchły na Węgrzech, a nawet w zawsze spokojnych Czechach i na Słowacji. Jakby wszyscy mówili: trafiliśmy do ekskluzywnego klubu, nic nam nie grozi, to teraz możemy wrócić do wszystkich starych sporów. Brak nadziei, poczucie beznadziejności, brak mobilizacji społecznej jest dla rozwoju zabójcze. Jeśli rozwoju nie powstrzymuje, to na pewno hamuje.


Współpracę trzeba rozpocząć natychmiast
Pakt o współpracy między dwiema największymi partiami mógłby być pomysłem na ten przełomowy dla Polski czas. Pakt pozwoliłby stworzyć właściwe podstawy do przeprowadzenia fundamentalnych zmian w strukturach państwa i w gospodarce. W innym wypadku czeka nas utrata tej szansy, zmarnowanie nadziei.

Można jednak pójść dalej i to już teraz. Są miejsca w Polsce, w których tylko współpraca PiS i PO będzie gwarantowała rozwój kraju. Na pewno już dzisiaj takimi miejscami są Wrocław czy Gdynia, gdzie prezydenci wspierani są przez obydwie partie polityczne. Mają ogromne poparcie ludzi nie tylko dlatego, że są kompetentni w sprawach lokalnych. Wywiązali się również z obietnicy, jaką PiS i PO przedstawiły Polakom w wyborach 2005 roku sami w sobie łączą to, co w programach PiS i PO jest najważniejsze.

Jestem przekonany, i chciałbym bardzo, żeby takim miejscem była Warszawa. Żebyśmy i tytaj potrafili połączyć komptencje w rządzeniu miastem z realizacją wspólnej dla PiS i PO odważnej reformy państwa.

W zaostrzającym się konflikcie politycznym nie możemy zmarnować wielkiego potencjału Warszawy. Przecież tu wzrost gospodarczy jest kilkunastoprocentowy, rezerwy inwestycyjne są większe niż gdziekolwiek indziej, potencjał naukowy to prawie połowa potencjału naukowego Polski, a możliwość pozyskania funduszy na rozwój jest właściwie nieograniczona. Może udać nam się w stolicy to, co nie udało się w rządzie. A przynajmniej musimy wykonać pierwszy krok. Jestem w stanie pokazać, że obie partie mogą współrządzić, mogą tworzyć koalicję, mogą razem budować. Jeśli przez kilka miesięcy uda nam się wspólnie, w tym prawie trzymilionowym organizmie stołecznym wykorzystać szansę, łatwiej będzie podjąć współpracę na poziomie krajowym, parlamentarnym i rządowym. Zapytajmy Polaków właśnie tego chcą.

Kazimierz Marcinkiewicz

Kazimierz Marcinkiewicz, od listopada 2005 do lipca 2006 premier RP, obecnie pełni funkcję p.o. prezydenta Warszawy. W wyborach samorządowych ubiega się o ten urząd jako kandydat PiS. Wcześniej m.in. nauczyciel matematyki i fizyki w Gorzowie Wlkp., działacz NSZZ „Solidarność, jeden z założycieli ZChN, poseł na Sejm trzech kadencji






Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj