W poniedziałek 13 listopada Polska zgłosiła weto wobec negocjacji Unii Europejskiej z Rosją, które mają się rozpocząć podczas szczytu 24 listopada. To była spodziewana, ale
bezprecedensowa decyzja. Stawia ona kilka strategicznych wyzwań zarówno przed UE, jak przed Rosją.
Spokój rosyjskiego niedźwiedzia
Reakcja Rosji na polską decyzję była zadziwiająco umiarkowana. W Moskwie wyrażano przypuszczenia, że twarda postawa polskich władz jest po części próbą kompensacji porażki, jaką
poniosło PiS w niedawnych wyborach samorządowych. Jedynie w programie telewizyjnym „Rosyjskie spojrzenie” pojawiły się nacjonalistyczne, antypolskie nuty. W powściągliwym
oficjalnym komunikacie MSZ Rosji podkreśla się wyłącznie to, że polsko-rosyjskie problemy w pełni można rozwiązać w trybie bilateralnym, nie wynosząc ich na poziom stosunków Rosja
– UE.
W Rosji nie ma wątpliwości, że zarzewiem konfliktu jest zakaz wwozu do tego kraju nabiału, mięsa i warzyw z Polski, wprowadzony przez Rosję latem – jesienią 2005. Straty Polski
wyniosły w tym roku według niektórych danych 500 milionów dolarów. Polskie weto na mandat negocjacji z Rosją w dużej mierze jest uwarunkowane pragnieniem zwrócenia uwagi Brukseli na tę
„niesprawiedliwość”. Jednak w rosyjskim embargo na polskie produkty nie ma niczego wyjątkowego. Zakaz wprowadzono, ponieważ części dostaw towarzyszyły fałszywe
świadectwa. Do tej pory strona polska nie znalazła winnych i nie przedstawiła gwarancji, że w przyszłości jakość dostaw z Polski będzie odpowiednio kontrolowana.
W ostatnich latach Rosja wprowadziła z różnych przyczyn embargo i ograniczenia na import rozmaitych towarów – od mleka do kwiatów – pochodzących z 18 krajów, w tym z
dziewięciu unijnych, między innymi z Holandii i Włoch. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy przenosić problemów bilateralnych na poziom stosunków UE – Rosja. Co więcej, na
początku roku 2006 z tych samych powodów swój rynek dla polskich produktów zamknęła Ukraina i nikt w Polsce nie pomyślał, żeby obwiniać Kijów o antypolską politykę.
Problemy strategiczne
Mamy dwa. Energetyka oraz stosunki UE – Rosja. Polska kategorycznie występuje przeciwko budowie Gazociągu Północnego. Oskarża przy tym Niemcy i Rosję o nową zmowę, „pakt
Putin – Schröder”, pogarszając stosunki z Berlinem, a zresztą nie tylko z nim, ponieważ za budową rurociągu opowiadają się też Finlandia, Szwecja, Holandia oraz
Wielka Brytania.
Do pewnego momentu sprzeciw Warszawy w tej kwestii wspierała Litwa, ale 13 listopada Wilno nie poparło polskiego weta. Po nieoficjalnym szczycie UE – Rosja w Lahti władze Litwy
zrozumiały to, co dla pozostałych członków UE było jasne od dawna: Moskwa w żadnym wypadku nie ratyfikuje Karty Energetycznej ani Protokołu Tranzytowego.
Fińska propozycja stanowiska negocjacyjnego w dalszych rozmowach z Rosją o podpisaniu nowej umowy, która ma zastąpić tracącą w 2007 roku ważność Umowę o Partnerstwie i Współpracy Rosja
– UE, uwzględnia stanowisko Rosji. Kończąc przewodnictwo w Unii i przekazując je Berlinowi, Helsinki proponują dołączyć niektóre punkty Karty do przyszłej umowy. Ten projekt jest
realistyczny. Uwzględnia bowiem rzeczywistą wzajemną zależność dwóch partnerów, pozycję Rosji oraz ten to, że Karta Energetyczna przyjęta na początku lat 90. jest przestarzała. Natomiast
państwo, które ciągle stawia ten warunek, jest de facto przeciwko porozumieniu. Spotkanie 13 listopada pokazało, że obecnie w Europie jest tylko jedno takie państwo – Polska.
Stosunki Rosja – UE
Najwyraźniej właśnie różnica w ogólnej wizji przyszłości Europy, kolejność priorytetów ogólnoeuropejskich oraz narodowych, wizja roli
Rosji w Europie – to główne przyczyny polskiego weta. Ten temat jest zbyt obszerny i za bardzo związany z historią, żeby pisać o nim w gazecie. Trzeba powiedzieć tylko, że
przedstawiona przez Pawła Zalewskiego koncepcja „obrony silnej pozycji” Polski w Unii Europejskiej („Rzeczpospolita” 14.11.2006, „Bronimy naszych
interesów”) poprzez blokadę strategicznych umów Unii z partnerami strategicznymi, nie jest pomysłem ani najlepszym, ani nowym. Dokładnie tak postępował Związek Radziecki
reprezentowany przez „Pana Nie” Andrieja Gromyko w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Co z tego wynikło? Inne państwa – członkowie Rady Bezpieczeństwa –
znajdowały sposoby, żeby realizować swoje decyzje mimo radzieckiego „nie”. ZSRR robił się coraz słabszy i rozpadł się, ale co najważniejsze – osłabła też
Organizacja Narodów Zjednoczonych. Czy Polska chciałaby dalej przeciwstawiać się UE? Czy w jej interesach leży osłabienie Unii?
Irina Kobrinska, historyk i politolog, zajmująca się zagadnieniami bezpieczeństwa narodowego w Europie Środkowej. Od 1975 pracownik Akademii Nauk ZSRR; w latach 1984 – 1996 współpracownik moskiewskiego Carnegie Centre. W latach 1989 – 1992 wykładowca Instytutu Studiów Politycznych PAN. Obecnie dyrektor wydziału bezpieczeństwa europejskiego w Instytucie Europy Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN) i współpracownik Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych RAN. Ostatnio opublikowała „Rosja i Europa Środkowa po zakończeniu zimnej wojny” (2004), „Rosja i Zachód” (2005)