Pod jego wpływem młody Brytyjczyk, urodzony w naszym tolerancyjnym, demokratycznym społeczeństwie i niewysuwający żadnych usprawiedliwionych zarzutów wobec swoich brytyjskich współobywateli, wysadził się w powietrze w zatłoczonym podmiejskim pociągu.
Shezhad Tanweer, jeden z Brytyjczyków odpowiedzialnych za ataki bombowe w Londynie w lipcu ubiegłego roku powiedział, że ci, którzy wysłali go na śmierć, zwyciężą, ponieważ „my kochamy śmierć tak samo, jak wy kochacie życie”. To jedno z najbardziej mrożących krew w żyłach stwierdzeń, jakie dane mi było usłyszeć. Uważam jednak, że użyte przez Tanweera słowo „my” nie odnosi się do ogromnej większości muzułmanów mieszkających w Wielkiej Brytanii czy poza jej granicami. Te dwa miliony muzułmanów wnoszących wielki wkład w życie naszego kraju nie prosiły terrorystów, aby działali w ich imieniu. Owa ogromna większość z trwogą myśli o tym cieniu, który padł na ich wspaniałą i szlachetną wiarę.
Wyżej wspomniana wizja oparta jest na dwóch fundamentalnych kłamstwach. Po pierwsze, że Zachód dokonuje rozmyślnego i skoordynowanego ataku na islam zarówno u siebie, jak i za granicą. Tymczasem jest odwrotnie – Zachód może się poszczycić długą historią pomocy i wsparcia dla muzułmanów. Kosowo, Darfur, tsunami, trzęsienie ziemi w Kaszmirze – to tylko niektóre przykłady. W ciągu ostatnich pięciu lat Wielka Brytania przekazała ponad 5 milionów funtów na pomoc humanitarną oraz sfinansowanie projektów rozwojowych w świecie islamu, zarówno na drodze bilateralnej, jak i w ramach współpracy międzynarodowej.
Kłamstwem drugim jest to, że terroryści w jakiś sposób bronią muzułmanów, bo w rzeczywistości większość ich ofiar stanowią właśnie muzułmanie. Zdetonowali bombę na przyjęciu weselnym w Jordanii. Dokonują egzekucji na nauczycielach w Afganistanie. Niszczą meczety i zabijają niewinnych muzułmanów w całym Iraku. Usiłują odstraszyć turystów i inwestorów od Egiptu i Indonezji. Z myślą o budowie mostów i ułatwianiu dyskusji, Foreign Office zatrudnia cieszący się wielkim szacunkiem, wyspecjalizowany zespół rzeczników komunikujących się z mediami w języku arabskim i urdu. Wspieramy także brytyjskie delegacje muzułmanów udających się do Pakistanu, Egiptu czy Indonezji. Nie są oni gorącymi zwolennikami brytyjskiej polityki zagranicznej – wielu ma np. zdecydowane poglądy w kwestii Iraku – ale przekazują oni swoim muzułmańskim braciom trójwymiarowy obraz życia w Zjednoczonym Królestwie. Udowadniają np., że ich głos w zdrowej demokracji ma naprawdę znaczenie i że mają szerokie możliwości otwartego wyrażania poglądów na temat polityki rządu.
Społeczności muzułmańskie w Wielkiej Brytanii są najpotężniejszymi potencjalnymi ambasadorami naszego kraju – co bynajmniej nie umniejsza ich możliwości występowania w charakterze ambasadorów własnej wiary. Kiedy przeciwko ekstremizmowi wypowiada się muzułmanin, ma to o wiele większą wymowę i o wiele trudniej jest to odrzucić, niż gdyby padło to z ust jakiegoś ministra.
W swojej nihilistycznej gloryfikacji śmierci Shezhad Tanweer wykazał, dlaczego terroryści przegrają. Niezależnie od religii, wiary czy koloru skóry narody na całym świecie kochają życie
z takim żarem, jakiego terroryści nigdy nie będą w stanie z siebie wykrzesać. Jeżeli połączymy siły i przez wytężoną pracę oraz dyplomatyczne działania wyznaczymy wspólne wartości, a
także stanowczo i zdecydowanie staniemy w ich obronie, razem pokonamy terroryzm.