Dziennik Gazeta Prawana logo

"ZSRR upadł przez przypadek"

12 października 2007, 14:37
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Pierwszy na pomysł rozwiązania ZSRR wpadł ówczesny rosyjski sekretarz stanu Gienadij Burbulis. Idea ta w ciągu jednej nocy przybrała postać 18-punktowej umowy, którą następnego dnia podpisano - mówi DZIENNIKOWI Stanisław Szuszkiewicz, były przewodniczący białoruskiego parlamentu.
MARIA PRZEŁOMIEC: 15 lat temu, ósmego grudnia, w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej ówcześni przewodniczący Rad Najwyższych Białorusi Stanisław Szuszkiewicz, Ukrainy Leonid Krawczuk oraz prezydent Rosji Borys Jelcyn podpisali dokument pieczętujący rozpad ZSRR. Panie prezydencie, skąd wziął się pomysł tego spotkania w Wiskulach? Czy planowaliście panowie rozwiązanie Związku Radzieckiego?
STANISŁAW SZUSZKIEWICZ: Niczego nie planowaliśmy. Wszystko stało się przez ekonomię. ZSRR istniał, ale w Rosji właśnie zaczynała wchodzić w życie reforma Jegora Gajdara wprowadzająca zasady gospodarki rynkowej. Musieliśmy z Rosjanami omówić sprawę dostaw na Białoruś ropy naftowej i gazu, a pieniędzy nie mieliśmy. Więc nasz premier Wiaczesław Kiebicz poprosił mnie, żebym zaprosił na Białoruś Borysa Jelcyna i jakoś się z nim dogadał. 24 października my wszyscy czyli członkowie Rady Najwyższej ZSRR spotkaliśmy się w rezydencji Nowo Ogariewo pod Moskwą. Gorbaczow przedstawił nam projekt umowy przedłużającej na nowych zasadach istnienie Związku Radzieckiego. Obaj z Jelcynem skrytykowaliśmy te propozycje na tyle ostro, że obrażony Gorbaczow wyszedł z sali. Pozostali uczestnicy spotkania uznali, że skoro to my dwaj wywołaliśmy gniew prezydenta, to powinniśmy go ułagodzić. Poszliśmy do niego i po drodze zaprosiłem Jelcyna do nas do Puszczy Białowieskiej. Opowiedziałem Jelcynowi, jak tam pięknie i obiecałem polowanie. Zgodził się. Potem ustaliliśmy, że spotkanie odbędzie się siódmego grudnia. Zanim do niego doszło, już pierwszego grudnia w ogólnonarodowym referendum ponad 90 proc. Ukraińców opowiedziało się za istnieniem wolnej, niepodległej Ukrainy. W tej sytuacji dołączenie do listy gości Krawczuka było logiczne Kijów czekały bowiem takie same surowcowe problemy, jak Białoruś.

A nie podejrzewał pan, że to spotkanie może zakończyć istnienie ZSRR?
Nic podobnego. Wiedziałem tylko, że bez rozwiązania problemów politycznych nie będzie możliwa dyskusja o współpracy ekonomicznej, ale koniec Związku Radzieckiego nie mieścił mi się w głowie.

Czyli nie było żadnych tajnych planów? Wstępnych nieformalnych białorusko-ukraińskich spotkań? Czających się pod łóżkiem agentów KGB?
Proszę pani, życie nie jest powieścią szpiegowską. Przyjechaliśmy do Wiskuli zupełnie oficjalnie. Wszyscy z Gorbaczowem włącznie o tym wiedzieli.

W takim razie, jak to się stało, że rozmowy o dostawie surowców energetycznych zakończyły się rozwiązaniem Związku Radzieckiego?
Po prostu w czasie poprzednich kilkunastu miesięcy niemal każda z republik radzieckich ogłosiła deklarację suwerenności. Zaczęło się od republik nadbałtyckich, a potem się posypało efekt domina. Trzeba było wyjaśnić, jak ta suwerenność ma wyglądać. Tylko Litwa, Łotwa i Estonia stanowczo chciały powrotu na Zachód. Inni raczej opowiadali się za pozostawieniem jakichś regionalnych więzi. Przy czym zabawna była jedna rzecz nam nie przeszkadzało, że na czele sojuszu stoi Gorbaczow. Jedyną osobą, która nie mogła tego znieść, był Jelcyn. Jednym słowem Borys Nikołajewicz nie chciał mieć nikogo nad sobą, a my z Krawczukiem chcieliśmy mieć niepodległe państwa. Wykorzystaliśmy tę zbieżność interesów.

No dobrze, ale kto był autorem projektu porozumienia rozwiązującego ZSRR?
Pierwszy o tym, że ZSRR może przestać istnieć jako podmiot prawa międzynarodowego i struktura polityczna, mówił jeszcze 7 grudnia wieczorem ówczesny rosyjski sekretarz stanu druga po Jelcynie osoba w państwie Gienadij Burbulis. Bardzo nam się ten pomysł spodobał i od razu zaczęliśmy dyskutować o tym, jak to stwierdzenie ubrać w formę prawną. W końcu zleciliśmy to zadanie towarzyszącym nam ekspertom. Pracowali całą noc i ósmego grudnia rano przedstawili nam 18-punktową umowę. Ten dokument stał się podstawą do dalszej dyskusji. Rozmowy w sumie trwały kilka godzin, nasze poprawki eksperci wprowadzali na gorąco. Późnym popołudniem, nie pamiętam dokładnie o której godzinie, porozumienie było gotowe.

Czyli o rozpadzie ZSRR zadecydowała ostatecznie rosyjska propozycja i niechęć Jelcyna do Gorbaczowa?
To duże uproszczenie. Powiedzmy, że propozycja wyszła od Rosjanina, ale Burbulis tylko zaczął całość opracowaliśmy wspólnie.

Czy panowie zdawali sobie sprawę z wagi waszej decyzji, z jej konsekwencji?
Zdecydowanie tak. Długo bałem się używać sformułowania „wydarzenie historyczne. Miałem uraz, bo w czasach sowieckich wydarzeniem historycznym nazywano każde partyjne plenum. Teraz nie waham się określać umowy białowieskiej w ten właśnie sposób. Osobiście uważam, że jej podpisanie było moim największym życiowym osiągnięciem oprócz wyprowadzenia z Białorusi broni nuklearnej. Strach zresztą pomyśleć, co by się stało, gdyby obecnie ta broń znajdowała się w naszym kraju.

Biorąc pod uwagę to wszystko, co w tej chwili dzieje się na Białorusi, wciąż uważa pan, że dobrze się stało? Niczego pan nie żałuje?
Mimo wszystko nie. Inna sprawa, że w najgorszych koszmarach nie przewidziałem, że możemy mieć takiego przywódcę jak Łukaszenka. Co prawda pierwsze wybory wygrał absolutnie demokratycznie, ale potem z pomocą Rosji został dyktatorem. Zresztą 15 lat, które minęły od rozpadu ZSRR, trudno uznać za czas normalny. To okres przejściowy, rewolucyjny, a takie zawsze bywają ciężkie. Pewnie stąd ta tęsknota ludzi do komunistycznej przeszłości. Na razie można uznać, że sukces odniosły kraje nadbałtyckie, ale teraz w ich ślady podążają Gruzja, Ukraina i Mołdawia. Mam nadzieję, że i innym w końcu też się uda. Jestem pewien, że 15 lat temu podjęliśmy słuszną decyzję.

Jak wykazały ostatnie badania, pański optymizm podziela tylko 16 proc. Rosjan. Większość Białorusinów i wielu Ukraińców też tęskni za Związkiem Radzieckim.

Tak jak powiedziałem, mamy trudny okres przejściowy. Mamy do czynienia z tęsknotą za bezpieczną klatką, w której nie żyło się najlepiej, ale względnie regularnie karmiono. Zresztą w miarę upływu czasu zapomina się rzeczy złe i zaczyna idealizować przeszłość.

Czy pozostali uczestnicy historycznego spotkania podzielają pana opinię?
Wtedy w Wiskulach było kilkadziesiąt osób oprócz już wymienionych, np. premier Rosji Gajdar, premier Ukrainy Fokin, członkowie rządów, eksperci. Chcieliśmy jeszcze doprosić prezydenta Kazachstanu Nazarbajewa, który właśnie przebywał z wizytą w Moskwie, ale jego nie puścił Gorbaczow. Obiecał Nazarbajewowi, że jeżeli ZSRR przetrwa, to zrobi go szefem parlamentu i Nazarbajew w ostatniej chwili z przyjazdu do Białowieży zrezygnował. Może i dobrze, bo jak mi potem powiedział, on nigdy nie podpisałby dokumentu pieczętującego rozpad Związku Radzieckiego.

A Jelcyn i Krawczuk nie żałowali podpisania umów białowieskich?

Jelcyn później szczególnie po 1996 roku wielokrotnie powtarzał, że to był jego wielki błąd. Z kolei Krawczuk zmieniał zdanie. W 1995 roku powiedział, że gdyby wiedział, co później się będzie działo na Ukrainie, dałby sobie rękę uciąć, a umów by nie podpisał. Ostatnio jednak, gdy z nim rozmawiałem, był zadowolony. Sam nigdy nie miałem wątpliwości zrobiliśmy dobrze.

Rozwiązując ZSRR, jednocześnie powołali panowie nowy podmiot międzynarodowy Wspólnotę Niepodległych Państw. Czy z tego jest pan równie zadowolony?
Cóż, na początku to naprawdę nieźle wyglądało. Problem w tym, że tak jak w czasach ZSRR, także tutaj Moskwa chce rządzić. Po tym, gdy zabrano z Mińska komitet ekonomiczny WNP, znowu centrum władzy znalazło się w Rosji. Ale to dzięki powstaniu WNP obeszło się w 1991 roku bez rozlewu krwi, a i do dzisiaj Wspólnota stanowi chyba jedyną płaszczyznę, na której mogą względnie spokojnie spotykać się choćby prezydenci Rosji i Gruzji. Oczywiście szkoda, że nie udało nam się pójść śladami Unii Europejskiej. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Wróćmy do spotkania w Wiskulach, powiedział pan, że przez dyskusję nad tekstem umowy znacznie opóźnił się wtedy obiad. Pamięta pan, co wtedy jedliście?
Oczywiście że pamiętam, i mogę pani zaręczyć, że wszystkie opowiadania o tym, jakoby spotkanie ograniczało się do picia wódki, są kompletną bzdurą rozpowszechnianą przez ludzi, którzy nigdy w Wiskulach nie byli. Coś takiego napisał nawet jeden z przebywających w Londynie białoruskich emigrantów. Co prawda mnie łaskawie pominął miałem być trzeźwy ale powtarzam: to kompletne bzdury, trzeźwi byliśmy wszyscy.

No cóż, wszyscy wiedzą, że prezydent Jelcyn lubił wypić...
Sam byłem świadkiem kilku takich sytuacji, ale w Wiskulach tego nie było. ZSRR został rozwiązany absolutnie na trzeźwo. Najlepszy dowód, że żadni prawnicy, żadni eksperci nie znaleźli w białowieskich umowach najmniejszego błędu.

A czy odbyło się polowanie obiecane przez pana Jelcynowi?
Oczywiście, tyle że ostatecznie skusili się na nie tylko Leonid Krawczuk i premier Ukrainy Witold Fokin.

Upolowali coś?
Fokin ustrzelił dzika, Krawczuk nic. Przygotowujący polowanie leśnicy tłumaczyli potem, że do drzew uwiązano dwa dziki, po jednym dla każdego z myśliwych. Ale jak żartowali leśnicy Fokin trafił w zwierzynę, a Krawczuk w sznurek.

Czy nie baliście się panowie, że ktoś będzie chciał przeszkodzić waszemu spotkaniu? Z tego, co pan mówi, wynika, że prezydent Gorbaczow musiał się w pewnej chwili zorientować, że rozmowy w Wiskulach nie ograniczają się do spraw energetycznych.

Ja osobiście się nie bałem. Tym bardziej że jak już mówiłem naprawdę nie planowaliśmy wcześniej tego, co się stało. Zresztą chroniły nas dobrze białoruskie i rosyjskie służby.
Stanisław Szuszkiewicz jako przewodniczący Rady Najwyższej Białoruskiej SRR w 1991 roku sygnował umowę rozwiązującą ZSRR; z wykształcenia matematyk i fizyk; laureat Nagrody im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj