Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy obecna koalicja przetrwa?

12 października 2007, 14:36
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Po serii skandali w LPR i Samoobronie DZIENNIK zapytał obserwatorów polskiej sceny politycznej, czy obecna koalicja rządowa przetrwa?
Jarosław Flis
politolog

Nie. Ostatnie afery to gwóźdź do trumny koalicji rządowej. Sojusz PiS z Samoobroną i LPR się rozpadnie i dojdzie do przyspieszonych wyborów. Zapowiedzią tego były już niepomyślne dla tych trzech partii wyniki w wyborach samorządowych. Słabe rezultaty spowodowały, że cała koncepcja Samoobrony jako luźnego orszaku karierowiczów i kombinatorów się rozsypała. Spójność Samoobrony i dużej części Ligi była bowiem zapewniona poprzez zyski w podziale konfitur władzy. Koalicja zaczęła pękać, kiedy obie partie coraz bardziej traciły i to nie tylko w sondażach, ale i w wyborach. Wystarczy spojrzeć na wygasłą gwiazdę Andrzeja Leppera, który od powrotu do rządu przestał w ogóle błyszczeć. Stał się cieniem tego triumfatora, którego znaliśmy z poprzednich miesięcy. To znak, że wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli.
Koalicja niezależnie od tego, co się faktycznie zdarzyło nie przetrwa tej kolejnej próby. Głosów oskarżających Samoobronę i związane z nią środowisko będzie przecież przybywać. Krytycy wykorzystają sytuację, żeby wyciągnąć kolejne kompromitujące historie. A takich nie będzie brakować, bo wiadomo, jak Lepper rządził partią, a lista osób wyrzuconych z Samoobrony jest przecież długa. Teraz rzesze zawiedzionych będą wywlekać stare sprawki. Afera Łyżwińskiego stanowi tylko czubek góry lodowej. Taki stan rzeczy będzie nie do wytrzymania dla Jarosława Kaczyńskiego. Premier w tej sytuacji raczej zdecyduje się na przedterminowe wybory. Tym bardziej że obawy PiS przed wcześniejszymi wyborami mogą osłabić pojawiające się napięcia między PO a SLD. Obie partie już dzielą skórę na niedźwiedziu, spierają się o układ sił w przyszłym rządzie i nawzajem atakują. A przecież jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że opozycjoniści będą grali w zwartym szeregu przeciw PiS. Poza tym na korzyść PiS oraz wcześniejszych wyborów działa osłabienie Platformy. Drugi szereg w Platformie wydaje się być zmęczony strategią Tuska polegającą na jednoznacznej, głęboko emocjonalnej negacji PiS. To bardzo jednostronna i mało elastyczna strategia. Kolejny powód, który przemawia za wcześniejszymi wyborami, to fakt, że prawdopodobnie Samooborona i LPR mogą w ogóle nie wejść do parlamentu i znikną z polityki. Dla ich przeciwników jest to być może niepowtarzalna szansa. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego za rozwiązaniem koalicji i przedterminowymi wyborami przemawia jeszcze jeden argument. Gdyby doszło do dalszego wzmocnienia lewicy, wówczas PO lub PSL wolałyby wejść w koalicję z upokorzonym PiS niż z nabierającym wiatr w żagle sojuszem partii lewicowych. Zatem dla Jarosława Kaczyńskiego rozstanie z Lepperem i Giertychem nie musi oznaczać pożegnania z władzą.


Monika Olejnik
dziennikarka TVN 24

Nie. Według wszelkich znaków na niebie i ziemi koalicja nie przetrwa, a premier Jarosław Kaczyński zostanie szefem rządu mniejszościowego albo rozpisze wcześniejsze wybory. Od samego początku trudno zresztą było spodziewać się czegokolwiek innego: nie można robić rewolucji moralnej z ludźmi pokroju Łyżwińskiego czy Leppera, a przecież właśnie pod hasłem odnowy i oczyszczenia moralnego stawało do wyborów Prawo i Sprawiedliwość. W tej koalicji narosło zbyt wiele brudów. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że odejście Łyżwińskiego nie wystarczy, by wyborcy przestali patrzeć na ten gabinet z niesmakiem. Premier wie, że musi wreszcie podjąć męską decyzję. Nie może być bowiem tak, że z jednej strony cała Polska jest oburzona aferą, w której oferuje się pracę za seks, a z drugiej pan premier bierze udział w rocznicowych uroczystościach Radia Maryja. To jest czysta hipokryzja. Kaczyński musi zrezygnować z koalicji z Samoobroną, także ze względu na precedens z Zytą Gilowską. Gilowska oskarżona jak się później okazało niesłusznie została natychmiast zdymisjonowana, chociaż zaprzeczała zarzutom. To zatem nie do pomyślenia, by Andrzej Lepper który jest oskarżany przez kobietę wykorzystywaną przez niego seksualnie pozostał w rządzie.
Tym bardziej że obie opcje i nowe wybory, i rząd mniejszościowy mogą paradoksalnie okazać się korzystne dla PiS. Nowe wybory mogłyby wyłonić nowe konstelacje polityczne. Być może powstałaby nowa jakość polityczna. Jarosława Kaczyńskiego stać również moim zdaniem na stworzenie rządu mniejszościowego. Jeżeli taki rząd zgłaszałby dobre projekty ustaw, mógłby liczyć na lojalne zachowanie Platformy Obywatelskiej. Krajem da się rządzić w układzie mniejszościowym, co udowodnił rząd Marka Belki.


Dorota Gawryluk
dziennikarka TVP

Tak. Jestem tego pewna. Powód jest bardzo prosty: w przeciwnym razie musiałoby dojść do wcześniejszych wyborów, a na tym na pewno nie zależy ani PiS, ani jego koalicjantom. PiS wie, że nie wygrałoby tych wyborów. Zresztą opozycja też jest osłabiona i nikt nie zdecyduje się teraz na walkę.
Ostatnie afery w Samoobronie to tylko przejściowy kryzys w sojuszu, który będzie zażegnany. Na pewno zostanie wykonana pokazowa egzekucja na Łyżwińskim, którego rozstrzelają, i być może na Lepperze jeżeli zostanie mu coś dowiedzione. Jak trzeba będzie, to lider Samoobrony straci stanowisko w rządzie. Nie jest to jednoznaczne z rozpadem koalicji stanie się ona jedynie mniej rządowa, a bardziej parlamentarna. Samoobrona wie, że to jej ostatnia szansa, a poza tym jest potrzebna PiS.
Kompromitacja partnerów paradoksalnie może nawet działać na korzyść PiS. Dzięki temu przejmuje ono elektorat sojuszników. Dla przykładu: na uroczystościach Radia Maryja najważniejszą postacią był premier, który otwarcie chwalił „moherowe berety. Oznacza to, że dawny elektorat LPR jest już PiS.
Obecny kryzys to tylko kolejny etap budowy wielkiej partii po prawej stronie sceny politycznej. Premier zawiązując koalicję, wiedział, że są rzeczy bardziej i mniej ważne. W tym kontekście cała afera z seksualnym wykorzystywaniem kobiet w Samoobronie czy nazistowskimi wybrykami w środowiskach związanych z LPR są dla Kaczyńskich mniej istotne od spraw, które dla nich liczą się najbardziej. Ich misją jest dekomunizacja i walka z układem. W oczyszczaniu państwa w żadnym razie nie przeszkodzą buduarowe afery. Dlatego teraz PiS władzy nie odda.
Oczywiście Jarosław Kaczyński musi udowodnić, że koszty, jakie ponosi w związku z sojuszem z Samooborną i LPR, mają sens. Musi wykazać, że ma plan i mimo wszystko go realizuje. Teraz Kaczyńscy kładą na szali koszty i zyski: z jednej strony jest wstyd za warchołów, których mają przy boku, z drugiej strony zaś szansa na budowę nowego państwa. Moim zdaniem w mniemaniu premiera ciągle przeważa to drugie. Premier wie, że swoje zamierzenia może zrealizować teraz albo nigdy. I dlatego przymyka oczy, zatyka nos i idzie dalej.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj