Świat patrzy na polską lustrację bardzo surowo. Coraz więcej w zachodniej prasie artykułów jawnie ją krytykujących. Tymczasem prawda jest taka, że świat w tej materii powinien wstydliwie milczeć - pisze w DZIENNIKU Władysław Bartoszewski, były minister spraw zagranicznych.
Do rozmowy o lustracji mają prawo ludzie, którzy przeżyli to, co Polacy. Którzy żyli w systemie najpierw totalitarnym, potem autorytarnym. Którzy doświadczyli
komunistycznej opresji i którzy rozumieją przyczyny, dla których Polska spóźniła się z lustracją o kilkanaście lat. Do tej dyskusji z całą pewnością nie mają kompetencji Anglicy czy
Francuzi.
Owszem, możemy na ten temat rozmawiać z Czechami, Litwinami, Niemcami z dawnej NRD. Ale Zachód?! To śmieszne, że europejska prasa zabiera tak chętnie głos na temat spraw, których nie rozumie. To trochę tak, jakbym ja mądrzył się na temat błędów monarchii brytyjskiej, a zaręczam, że nie czuję się do tego uprawniony.
Liczę na to, że po wyborach za dwa lata polskie prawo lustracyjne będzie poprawione. Naprawdę nie jestem zwolennikiem ani koalicji rządzącej, ani uchwalonego przez nie prawa lustracyjnego. Niemniej jego wady nie sprawiają, że przejmuję się w tej materii opiniami Zachodu, gdzie notabene w tej chwili bardzo duże wpływy zyskała lewica - rządzi ona w Hiszpanii i we Włoszech, współrządzi w Niemczech. Umiarkowana lewica rządzi także w Wielkiej Brytanii i w krajach skandynawskich. To nastraja opinię zachodnią z góry krytycznie wobec rządzącej w Polsce prawicy, a zarazem wobec jej poczynań. Te opinie nie zawsze są oparte na prawdziwych danych.
Jeżeli korespondenci zagraniczni w Polsce odnotowują krytykę rządzących, to ich zadaniem jest przekazać to do redakcji - bo taką mają pracę. Redakcje zaś często nadają temu wymiar sensacyjny - bo takie jest społeczne zapotrzebowanie. My w Polsce możemy na takie doniesienia zwracać uwagę o tyle, o ile mamy sobie coś do zarzucenia. Jeśli nie - możemy spokojnie machnąć na nie ręką.
Owszem, możemy na ten temat rozmawiać z Czechami, Litwinami, Niemcami z dawnej NRD. Ale Zachód?! To śmieszne, że europejska prasa zabiera tak chętnie głos na temat spraw, których nie rozumie. To trochę tak, jakbym ja mądrzył się na temat błędów monarchii brytyjskiej, a zaręczam, że nie czuję się do tego uprawniony.
Liczę na to, że po wyborach za dwa lata polskie prawo lustracyjne będzie poprawione. Naprawdę nie jestem zwolennikiem ani koalicji rządzącej, ani uchwalonego przez nie prawa lustracyjnego. Niemniej jego wady nie sprawiają, że przejmuję się w tej materii opiniami Zachodu, gdzie notabene w tej chwili bardzo duże wpływy zyskała lewica - rządzi ona w Hiszpanii i we Włoszech, współrządzi w Niemczech. Umiarkowana lewica rządzi także w Wielkiej Brytanii i w krajach skandynawskich. To nastraja opinię zachodnią z góry krytycznie wobec rządzącej w Polsce prawicy, a zarazem wobec jej poczynań. Te opinie nie zawsze są oparte na prawdziwych danych.
Jeżeli korespondenci zagraniczni w Polsce odnotowują krytykę rządzących, to ich zadaniem jest przekazać to do redakcji - bo taką mają pracę. Redakcje zaś często nadają temu wymiar sensacyjny - bo takie jest społeczne zapotrzebowanie. My w Polsce możemy na takie doniesienia zwracać uwagę o tyle, o ile mamy sobie coś do zarzucenia. Jeśli nie - możemy spokojnie machnąć na nie ręką.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|