Krzysztof Szczucki z Prawa i Sprawiedliwości stanowczo odpiera zarzuty prezesa partii. Twierdzi, że stowarzyszenie "Rozwój Plus" w żaden sposób nie narusza wewnętrznych przepisów PiS. Według niego kierownictwo partii nawet nie przeanalizowało statutu nowej organizacji, więc oskarżenia o szkodliwość są bezpodstawne. Szczucki zadeklarował, że nie zamierza rezygnować z inicjatywy Morawieckiego, nawet jeśli grozi to utratą miejsca na liście wyborczej. Chcę być posłem, ale jeśli stanie się inaczej, to wyobrażam sobie życie bez tego – stwierdził poseł.
Konflikt Morawieckiego z Kaczyńskim to "ustawka"?
Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej patrzy na sytuację z dystansem. Według niego konflikt to starannie wyreżyserowana gra Jarosława Kaczyńskiego, którą nazwał w Radiu ZET "ustawką w trzech aktach" i "operą mydlaną". Podobnego zdania jest Katarzyna Kotula z Lewicy, która ochrzciła grupę Morawieckiego mianem "stowarzyszenia harcerze i spółka".
Kotula przewiduje, że walka potrwa do momentu, aż prezes PiS ostatecznie wyrzuci buntowników. Posłanka wskazała również na sondaże, które sugerują, że PiS może stracić nawet 60 mandatów w nadchodzących wyborach.
Walka o wpływy. Morawiecki kontra Czarnek
Ryszard Petru uważa, że "Rozwój Plus" to narzędzie walki o realną władzę w partii. Według niego Mateusz Morawiecki chce wzmocnić swoją pozycję kosztem rosnącego w siłę Przemysława Czarnka. Morawiecki chce mieć większe wpływy niż ma obecnie. Bez wątpienia osłabia kandydaturę Czarnka – ocenił Petru w Radiu ZET.
Konfederacja: PiS się rozpada
Najostrzejszą diagnozę postawił Wojciech Machulski z Konfederacji. Według niego konflikt jest autentyczny, a Mateusz Morawiecki po prostu przygotowuje się na erę po Jarosławie Kaczyńskim. Machulski zarzucił PiS-owi w Radiu ZET nieudolne kopiowanie programu Konfederacji. Stwierdził, że wyborcy wolą "oryginał" zamiast podróbki. Podsumował, że były premier zrozumiał już, iż nie przejmie władzy w partii w jej obecnej formie.