Dziennik Gazeta Prawana logo

"Platforma oferuje kota w worku"

13 października 2007, 14:18
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Niejednoznaczność programu PO i kalkulacje wyborcze Donalda Tuska mogą sprawić, że nowy rząd PO przegra ten czas, który będzie dla niego najważniejszy, ulegając politycznemu strachowi i pokusie bardzo miękkiego populizmu - robimy tylko to, co ładnie wygląda i ładnie brzmi - pisze w DZIENNIKU Tomasz Lis, publicysta Polsatu.
Nie dziwi mnie schadenfreude okazywana przez polityków Platformy Obywatelskiej na widok wewnętrznych kłopotów PiS. Oto partia, która chciała kiedyś odkrajać kawałki PO jak plasterki salami, sama pęka. Ale choć rozumiem odczucia polityków Platformy, nie podzielam ich, nawet jeśli muszę przyznać, że są one skutkiem modelu przywództwa i sojuszu z oddziałami radiomaryjnymi, na jaki zdecydował się Jarosław Kaczyński.

Nie cieszę się, bo akurat w sprawie poprawek do konstytucji premier zachowywał się racjonalnie, nawet jeśli manewrując, popełnił kilka poważnych błędów.
Nie cieszę się, bo wolałbym, by w wewnętrznej batalii w partii rządzącej siły nabierali politycy zorientowani na kompromis i marsz w stronę politycznego środka.
Nie cieszę się także dlatego, że wewnętrzne kłopoty PiS-u mogą unicestwić szanse na sensowną debatę w PO i sprawić, że coraz bardziej komfortowo czując się w antyPiS-owskich szatach, zrezygnuje z odpowiedzi na pytania - jaka jest, jaka chce być, czego konkretnie chce i kto konkretnie miałby się tego zadania podjąć.

Sobotnia konwencja programowa Platformy Obywatelskiej pokazała, że postanowiła ona godzić konserwatyzm z liberalizmem i tradycję z wolnością. Wcale nie dała jednak odpowiedzi na pytanie - z jakim liberalizmem. Bo choć śmiało wypowiadano już budzące taką trwogę słowo na "l", to byli i tacy, którzy z dumą przekonywali, że gospodarczy liberalizm, owszem popierają, ale obyczajowego to już absolutnie nie. Ich święte prawo, chciałbym jednak wiedzieć czy ekstrawaganckie wdzianko posła Palikota oznacza, że za równie ekstrawaganckie uznawane są w PO jego poglądy, czy też partia ta jest w stanie zgodzić się na przesłania wymalowane na jego koszulce - jeśli tak, to na które i w jakim stopniu.

Deklaracja o chęci świadkowania na ślubie konserwatyzmu i liberalizmu jest cenna, nie zastąpi jednak jasnego stanowiska PO w sprawie podatków, ale i lustracji, KRUS-u, ale i praw mniejszości seksualnych, w kwestii cięć wydatków, ale i mundurków szkolnych, w sprawie oddzielenia stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego oraz w sprawie tarczy rakietowej. Krótko mówiąc, Platforma Obywatelska, będąc największą partią opozycyjną i życząc sobie - jak słyszymy - przyspieszonych wyborów, powinna już za chwilę być na etapie, gdy jasne będzie, co chce zrobić po wyborach. To jest absolutne minimum.

Pytanie o możliwą powyborczą konstelację jest o tyle abstrakcyjne, że liczba niewiadomych w równaniu wielokrotnie przekracza liczbę danych. Nie wiemy, jaki będzie wynik wyborów. Nie wiemy, jaka PO będzie przystępować do kampanii wyborczej. Nie wiemy, w jakim stanie będzie w momencie wyborów PiS. Nie wiemy, czy powstanie jakaś nowa lewica, czy będzie to nadal kulawy twór bez wyraźnej wizji i wyraźnego przywództwa.

Jaka PO?
Owych "nie wiemy" jest niestety dużo więcej, ale najważniejsze dotyczy samej Platformy Obywatelskiej. Z jej "niewyraźności" i lenistwa niektórzy czynią nawet cnotę, uznając, że skoro pełna inercja daje zysk w sondażach, to nie ma co prezentować własnego programu, z którym w części lub w całości wyborcy mogliby się nie zgodzić. Cóż, w przypadku wyborów prezydenckich taka mimikra niekiedy ma sens - konserwatystom wydawać się konserwatystą, socjaldemokratom socjaldemokratą, katolikom wierzącym, a niewierzącym agnostykiem. Tyle że to, co dobre w wyborach prezydenckich, może być zgubne w wyborach parlamentarnych, gdy wybieramy stronę sporu.

Wczytując się w niedawny wywiad z Donaldem Tuskiem w "Newsweeku", łatwo wyczytać z niego to, co jest w nim o wiele istotniejsze niż poszczególne stwierdzenia lidera PO. Otóż łatwo zauważyć, że Platforma już stała się zakładnikiem prezydenckich aspiracji Tuska. A jest tak na długo przed wyborami parlamentarnymi i trzy i pół roku przed wyborami prezydenckimi. Nietrudno sobie wyobrazić, w jakim stopniu to uzależnienie będzie wzmocnione za dwa lata z okładem.

Popatrzmy na to, co mówi Tusk. Rokita jest trochę dobry, a trochę zły. Może zostać premierem, ale może nim nie zostać. Premierem może zostać sam Tusk, ale może nie zostanie. Kaczyńscy są źli, ale trochę dobrzy. Partnerem PO może niemal być każdy (może poza Samoobroną), III RP była trochę zła, a trochę dobra. Rozumiem, że przewodniczący Platformy chce swym umiarem kontrastować z czasem nieznośną jednoznacznością PiS-u, rozumiem, że nie chce składać wiążących swą partię deklaracji politycznych. Problem w tym, że właściwie w żadnej kwestii nie udziela odpowiedzi definitywnej. Otóż jego ostrożność z całą pewnością będzie jeszcze większa przed wyborami parlamentarnymi, jest więc całkiem możliwe, że ludzie chcący głosować na PO będą kupowali kota w worku. A diabli wiedzą, co jeszcze będzie w tym worku.

"Nie ma potrzeby obalać Kaczyńskiego, żeby drugi Balcerowicz wprowadzał bolesne reformy" - mówi Donald Tusk. Rozumiem, całkiem zgrabne odcięcie się od "bezdusznego Balcerowicza". Ale czy jeśli PiS nie przeprowadzi rzetelnej reformy finansów państwa, to czy PO też z niej zrezygnuje? Bo jeśli ją przeprowadzi, to z całą pewnością dla wielu będzie ona bolesna. Podobnie jak realizacja programu "tanie państwo", a przecież chciałoby się zachować tak cenne w wyborach prezydenckich głosy armii urzędników.

Może by od razu sporządzić listę reform, których PO nie przeprowadzi, by nie zmniejszyć wyborczych szans Donalda Tuska. "Chcemy być anty-PiS-em", mówi Tusk i stwierdza, że dzięki temu do władzy nie wrócą postkomuniści. Otóż to, że Platforma będzie anty-PiS-em, wcale tego nie gwarantuje. Być może postkomuniści wrócą do władzy dzięki wyborczemu zwycięstwu PO; umówmy się, że arytmetycznie i politycznie jest to wariant całkiem prawdopodobny. Być może więc PO jest anty-PiS-em, bo panicznie boi się być czymś więcej.

Weźmy chociaż kwestię podatków. "Pracujemy nad tym" - mówi Tusk. A więc koncepcja 3x15 jest nieaktualna? Dlaczego? Czy dlatego, że była od początku nieprzemyślana? Czy też dlatego, że daje zbyt łatwy polityczny oręż wrogom PO? Tak czy owak usłyszeć półtora roku po wyborach, że partia pracuje nad swoim programem także w kwestiach, co do których miała absolutną pewność, to coś zaskakującego. Czyli program Rokity jest już nieaktualny? Ale jego kandydatura na premiera jest? Uff…. Na razie trudno nie odnieść wrażenie, że PO chce być softPiSem, PiS-em minus wypaczenia. Bardzo defensywna koncepcja. Może dobra dziś, ale wątpliwa jutro, a być może fatalna pojutrze. Niejednoznaczność programu PO i kalkulacje wyborcze Donalda Tuska mogą sprawić, że nowy rząd przegra dokładnie ten czas, który będzie dla niego najważniejszy, ulegając politycznemu strachowi i pokusie bardzo miękkiego populizmu - robimy tylko to, co ładnie wygląda i ładnie brzmi.

Co na to prezydent?
Tak jak PO będzie się w coraz większym stopniu stawała się zakładnikiem aspiracji jej lidera, tak PiS w coraz większym stopniu będzie myślało o ocaleniu, jeśli nie rządu tej partii, to prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Będzie więc można oczekiwać kolejnych prezentów socjalnych, bo przecież dadzą one PiS-owi większe zyski w sondażach niż cięcia wydatków. PiS zrobi wszystko, by obsadzić PO i Tuska w roli nieczułych liberałów, na dodatek niezdolnych do stanowczej obrony naszych interesów narodowych. Jeśli nie uda się w ten sposób zaszachować PO, to można będzie przynajmniej zachować pokaźne wpływy i szalenie ograniczyć pole manewru Tuskowi, kandydatowi Tuskowi czy premierowi Tuskowi, obojętne. A gdy już Platforma zdobędzie ewentualnie władzę, będzie można za pomocą twardej opozycji i jeszcze twardszego prezydenta całkowicie sparaliżować poczynania rządu.

Do tego kontrolowana przez wtedy już opozycję telewizja rozpocznie ostrzał artyleryjski nowej władzy, ostrzegając, co może się stać, gdy ta nowa, zła władza przechwyciłaby jeszcze Pałac Prezydencki. Znajdą się nowi agenci, stare teczki oraz dowody dawnych przestępstw. Prezydent i jego brat życzyliby sobie oczywiście wtedy właśnie koalicji PO-LiD. I znowu usłyszelibyśmy o sojuszu dawnych złodziei i dawnych towarzyszy, o aliansie tych, którzy zawsze sprzeciwiali się temu, co narodowe i patriotyczne, o recydywie kwaśniewszczyzny w liberalnym kostiumiku.

Będzie to przypominało, excuse le mot, strzelanie do kaczek. Czy na przykład nie premier, ale przewodniczący Tusk poszedłby wtedy na zwarcie i roztoczyłby parasol nad rządem, czy by się od niego dystansował, by nie płacić za niego rachunków? Z tego punktu widzenia jest oczywiste, że Tusk nigdy nie zgodzi się na premiera Rokitę, bo ten mógłby zacząć toczyć własną grę, na dodatek w tym i owym, a może i w tym, i w owym prowadzić ją razem z Lechem Kaczyńskim, by po przegranych przez Tuska wyborach prezydenckich, i to przegranych niekoniecznie z Kaczyńskim, przejąć władzę nad partią, bez której zawsze będzie na łasce i niełasce Tuska.

Wszystkie te przewidywania mogą się oczywiście okazać funta kłaków warte. A wynikają nie tylko z niepewności tego, co się stanie z obecnymi aktorami naszej sceny politycznej. Także z niepewności związanej z możliwością pojawienia się nowych aktorów, którzy tę scenę mogliby zdemolować albo przebudować. Dziś wydaje się to możliwe tylko teoretycznie, ale czyż dwa lata temu nie wydawały się jedynie teorią rządy bliźniaków?


Tomasz Lis, dziennikarz telewizyjny, twórca programów informacyjnych "TVN Fakty" i "Wydarzenia". Członek Zarządu ds. programowych Telewizji Polsat. Prowadzi w Polsacie program "Co z tą Polską". Autor książek: "Jak to się robi w Ameryce", "Zawód korespondent", "LISt z Ameryki", "Wielki finał", "Kulisy wejścia Polski do NATO", " ABC dziennikarstwa" (współautor), "Co z tą Polską?", "Nie tylko fakty". "Polska, głupcze" Dziennikarz Roku w 1999 r., laureat pięciu "Wiktorów"
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj