Dziennik Gazeta Prawana logo

"Mamy państwo bez państwa"

13 października 2007, 14:22
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Polskiej sceny politycznej nie odmienią roszady personalne. Może ją zmienić tylko wielka debata o fundamentach państwa - pisze w DZIENNIKU prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog.

Czy w wyborach parlamentarnych wybierać będziemy między partiami, które znamy z dzisiejszej sceny politycznej? Czy powstaną nowe znaczące siły, które zmienią nasze wyobrażenia o polskiej polityce? Czy wreszcie wybory parlamentarne odbędą się za dwa i pół roku, czy może już za kilka miesięcy? Moment, w którym nastąpił kryzys w partii rządzącej, wydaje się z pozoru doskonały do tego rodzaju prognoz. Nie ulegajmy jednak złudzeniu.

Kryzys w PiS nie musi być wcale przyczyną przyszłego przełomu w polskiej polityce. Podobnie nie muszą nim być obecne i przyszłe inicjatywy Aleksandra Kwaśniewskiego. Wydarzenia te są natomiast świadectwem absolutnego pomieszania pojęć, które powinny kształtować naszą rzeczywistość polityczną.

Wraz z odejściem z PiS Marka Jurka nie nastąpiło jak na razie żadne nowe otwarcie. Bardzo zauważalnie natomiast skurczył się w tej chwili horyzont myślenia o polskiej scenie politycznej. Finał konfliktu dotyczącego zmian w konstytucji oznacza, że postępuje fragmentacja PiS. Ten ideowy podział dotychczas spójnej partii dotyczy spraw naprawdę podstawowych. Jego istotą nie jest jednak tylko konflikt wartości między dwiema grupami polityków ani spór między zwolennikami zmian w konstytucji i orędownikami aborcyjnego kompromisu.

Polityka surrealistyczna
Ten konflikt to przede wszystkim dowód na to, że w Polsce mamy do czynienia z naprawdę surrealistyczną sytuacją polityczną. Otóż dyskusje, które w krajach Europy Zachodniej odbywały się kilka, a niekiedy nawet kilkanaście wieków temu, u nas toczą się dopiero dziś. Tym, co uformowało kulturę polityczną Zachodu, były fundamentalne spory dotyczące podstawowych kwestii nadrzędnych wobec polityki. Były to dyskusje dotyczące relacji między prawem naturalnym a prawami człowieka rozważania nad tym, czy przy niemożności rozwiązania tego dylematu jedynym sensownym wyjściem nie jest pozostawienie go wolnemu wyborowi jednostki. Te dyskusje uformowały na Zachodzie pojęcie państwa i system partyjny. Wyznaczyły także granice władzy to, na ile i jak daleko można administracyjnie wkraczać w sferę wyborów moralnych. To warunki brzegowe demokracji.

Spór między Markiem Jurkiem a Jarosławem Kaczyńskim wynika właśnie z tego, że w Polsce nigdy nie odbyły się podobne, zasadnicze dla istnienia i definicji państwa dyskusje. To, że nigdy ich u nas nie przeprowadzono, sprawia, że tak płytkie są głosowania i gardłowania w kwestiach światopoglądowych. Są one w Polsce elementem przednowoczesnego w swej treści i formie sporu, który toczy się w ponowoczesnej rzeczywistości. W warunkach ponowoczesności bowiem kategoria prawdy nie jest już tak oczywista.

To ogromny dramat polskiej polityki. U nas fundamentalne spory ideologiczne toczą się w rzeczywistości, której elementem są polityka i partie polityczne. Tymczasem w całej Europie ten dyskurs toczył się w czasach przedpolitycznych a dopiero jego efektem było ukształtowanie się systemu partyjnego. Ba, te spory toczyły się już, zanim nawet wyłoniło się na Zachodzie samo pojęcie państwa.

Spóźniony fundamentalizm
Nie tylko PiS ma problem z określeniem tych priorytetowych, metapolitycznych definicji. To także problem PO. Ta partia także nie prowadziła gruntownych debat leżących u podstaw demokracji. Być może więc ostatni kryzys wymusi nowy styl uprawiania polskiej polityki. Być może stanie się impulsem do rozpoczęcia dyskusji o fundamentach naszej państwowości bo fundamenty te do dziś nie zostały określone.

Działamy według pojęć i za pomocą instytucji pochodzących z innej fazy rozwoju demokracji. Nie korzystamy z dorobku krajów Unii Europejskiej, w których uznano, że pewne normy i wartości po prostu na zawsze pozostaną w napięciu. Nie będą podlegały decyzjom prawnym czy administracyjnym, lecz indywidualnym wyborom. W dyskusji fundamentalistycznej tego rodzaju rozstrzygnięcie jest tymczasem nie do zaakceptowania.

Polską politykę może więc odmienić dopiero seria dyskusji o wartościach podstawowych. Brak tych debat przejawia się jaskrawo w myśleniu o partyjnych programach. Widać to także w działaniach Aleksandra Kwaśniewskiego, co do którego wszyscy zadają sobie pytanie, z jakim to programem wraca on do polityki. Tymczasem polskiej polityce potrzebna jest także lewica choćby z czysto funkcjonalnych powodów po to, by określać warunki brzegowe podstawowych dysput o fundamentach państwa. Dopóki zaś te dysputy się nie rozpoczną, dopóty nie będzie można mówić o ukształtowaniu w Polsce stabilnego systemu partyjnego i sceny politycznej rządzonej przez coś więcej niż tylko aktualny układ personalny.

Jurek kontra koalicja
Pierwsze reakcje na odejście Marka Jurka polityków pokroju Marka Kuchcińskiego czy Przemysława Gosiewskiego pokazują, że oni w ogóle nie rozumieją istoty problemu. Traktują go jak kolejny konflikt, który być może okaże się trwały, być może zaś da się go jakoś zagłaskać, załagodzić. To dowód na to, w jak wielkiej pustce myślowej toczy się polskie życie polityczne. Z drugiej strony to swoisty kontrapunkt dla trwałości koalicji PiS z LPR i Samoobroną. Można się bowiem nie zgadzać z Markiem Jurkiem. Niemniej nie można odmówić mu tego, że unaocznił swym kolegom fakt, iż w polityce można się także kierować wartościami. Że można przedłożyć sprawy idei nad bieżący interes polityczny.

W ten sposób Marek Jurek rzucił PiS wyzwanie, którego znaczenia jeszcze nie doceniamy. Stworzył kontrapunkt wobec bylejakości, koniunkturalizmu i chamstwa prezentowanemu przez polityków Samoobrony czy też wobec LPR-owskiego cynizmu. W ten sposób Marek Jurek niebezpośrednio, bo nie było to jego rzeczywistym zamiarem sprawił, że Jarosławowi Kaczyńskiemu trudniej będzie tkwić w tej koalicji.

Po odejściu Jurka i grupy posłów z PiS niemożliwe może się okazać realizowanie przez Jarosława Kaczyńskiego zamierzonych przezeń projektów. Taka atmosfera przekonania, że idzie się ku przegranej, może sprzyjać wcześniejszemu rozpisaniu wyborów parlamentarnych. Pytanie tylko, czy takie wybory będą miały szansę przynieść jakąkolwiek głębszą przemianę polskiej polityki.

Jadwiga Staniszkis, socjolog, publicystka, profesor UW. Uwięziona po wydarzeniach marcowych w roku 1968, związana z opozycją demokratyczną w PRL.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj