Pomieszanie dwóch wątków - " kulturalnego" oraz "donaldowego" - powoduje, że nie wiadomo już, o co właściwie chodzi w staraniach na rzecz kultury na stadionach: o miłą atmosferę czy o dobry humor doradców premiera.

Reklama

Ze sportem wyczynowym, krótko mówiąc, zawsze jest coś w Polsce nie tak. W dawnych czasach, to znaczy za PRL, wydawało się, że patologie sportu ulegną zasadniczemu zmniejszeniu, gdy szlag trafi komunizm. I rzeczywiście, pewne choroby zanikły. Na przykład fałsz „sportu amatorskiego”, czyli udawanie, że pływaczki w NRD to nauczycielki trenujące dla przyjemności po godzinach pracy, a polscy piłkarze to górnicy albo żołnierze, którzy ćwiczą sobie dla zdrowia. Albo obiecywanki, że jak będziesz grzeczny, to może pod koniec kariery pozwolimy ci wyjechać do zagranicznego klubu.

Nie zmieniło się natomiast to, że jak za dawnych czasów sportowcy oblepieni są gronem sportowych działaczy. Sieć układów i układzików wszędzie tam, gdzie pachnie pieniędzmi, wydaje się odradzać się jak hydra. Natomiast co do sędziowania na boiskach ligowych – jest lepsze od sądów powszechnych o tyle, że wyroki zapadają szybko, ale jeśli chodzi o bezstronność, trudno o optymizm. Agresja chuliganów, podnieconych przez rozgłos, jaki nadają ich wyczynom media, zdaje się rosnąć w porównaniu do lat komunizmu, w których media miały inne priorytety niż pokazywanie mięśniaków.

Najbardziej nawet uzasadniona porcja narzekań nie zmieni tego, że sport fascynował i fascynuje miliony ludzi. Budzi ekscytację. Tam, gdzie są nieudawane emocje, trudno o lukier. Kibice, och, przepraszam, kibole nadużywający wolności słowa w nieuzasadnionym krytykowaniu posunięć rządu są takim samym elementem widowisk sportowych jak widownia krzycząca, do czego jest PZPN. Nie jest do niczego oryginalnego, dodajmy.

Bardziej przykre od najgłupszych nawet transparentów "politycznych" jest wygwizdywanie rywali - zwłaszcza kiedy ulegają kontuzji - oraz swoboda w stosowaniu wulgaryzmów. Są to zjawiska prawie że nieusuwalne; zdarzały się nawet podczas mistrzostw w Korei i olimpiady w Chinach, chociaż Azjaci podczas obu tych imprez dali wiele przykładów zachowania bardzo eleganckiego.

Nie znaczy to wcale, że agresywne, wulgarne czy antyspołeczne zachowania mają zostać uznane za bezkarne. Zło należy ograniczać. Dobro należy promować. Na stadionach może być albo lepiej, albo gorzej - dość często jest lepiej. Niestety, bój z grupami kibiców wściekłych na Tuska zaciemnił istotę starań o "kulturalny, sportowy doping".