Dla wielkich kurzych ferm zajmujących się chowem klatkowym Wielkanoc oznacza masowe wytwarzanie "jaj od chłopa", produkowanych jak najbardziej przemysłowo. "Jaja od chłopa" uznawane są w naszym kraju za produkt ekologiczny, pochodzący od szczęśliwych kur, które biegają po ogromnych, otwartych przestrzeniach i nie żywią się żadnymi tam paszami przemysłowymi, tylko naturalnym ziarnem i pokrzywami. Zgodnie z ludową mądrością jajko zniesione przez szczęśliwą kurę charakteryzuje się ciemną skorupką oraz intensywnym pomarańczowym kolorem żółtka. Kiedyś fermy osiągały ten efekt, dodając do paszy marchew i pokrzywy, ale dziś, przy masowej produkcji, już się to nie opłaca. O pomarańczowy kolor kurzego żółtka należy się zatroszczyć na etapie produkcji paszy, dosypując do niej odpowiedni składnik. Żadna marchew, czysta chemia.

Reklama

Przy wielkoprzemysłowej produkcji jajek do paszy można też dodawać inne rzeczy czyniące z jaja produkt bardziej wartościowy, przez naukowców nazywany nutraceutykiem. Wzbogacony na przykład o niezbędny dla oczu selen albo w kwasy omega-3 obniżające zawartość cholesterolu w organizmie. Jednak amatorów "jaj od chłopa" do nutraceutyków przekonać jest trudno. Słusznie bowiem podejrzewają, że producentki takiego towaru niekoniecznie należą do kur szczęśliwych i z pewnością nie cieszą się wolnością i nie biegają po otwartych polach, tylko tłoczą w klatkach. Nie są więc ekologiczne, a to przecież na takich najbardziej nam zależy.

Nie na tyle jednak, żeby przed Wielkanocą na jajeczne żniwa mogli liczyć rolnicy, którzy naprawdę prowadzą gospodarstwa ekologiczne. Dla amatorów produktów pseudoeko moje jaja są za drogie - ubolewa taki rolnik. Firmy certyfikujące jaja ekologiczne sprawdzają nie tylko, czy kury cieszą się wolnością, co podraża produkcję. Patrzą też, czym są karmione. O paszach, których głównym składnikiem jest soja genetycznie modyfikowana, nie ma mowy. Ekologiczny sposób hodowli potwierdzają stosowne certyfikaty, ale amatorzy "jaj od chłopa" o nie wcale nie pytają. Zadowalają się tym, że na bazarze sprzedawane są one z koszyka wyścielonego sieczką i najlepiej pobrudzone nieco kurzymi odchodami. O żadnym oznakowaniu nie ma mowy. Brak pieczątki na jajku zwiększa jego wiarygodność.

Te bazarowe jajka pochodzą z dużych ferm przemysłowych, a nie z małych, ekologicznych gospodarstw - zapewnia rozgoryczony rolnik ekologiczny. Dlatego mogą być tańsze od moich. Wprawdzie fermy muszą swoje produkty znakować, a jajka bazarowe są bez pieczątek, ale to przeistoczenie się produktu chowu klatkowego w "jaja od chłopa" jest możliwe dzięki przepisowi pozwalającemu fermie nie pieczętować jajek, jeśli jeden odbiorca nie kupuje więcej niż 360 sztuk. Właściciel bazarowego straganu tego prawa przestrzega. Właściciele gospodarstw ekologicznych narzekają, że nawet przed Wielkanocą produkcja jaj naturalnych się nie opłaca. Konsumenci specjalnej troski oczekują bowiem produktu ekologicznego, ale niedrogiego.

Po ostatniej aferze w Niemczech jest to także kłopot ekologicznych rolników w tamtym kraju. Wprawdzie niemieccy konsumenci nie polują na "jaja od chłopa" i taka kategoria tam nie istnieje, ale także byli oszukiwani. Certyfikatami "bio" i wyższą ceną pieczętowano bowiem jajka klatkowe. Wszystko się wydało, gdy grupa konsumentów tychże jajek ciężko struła się dioksynami, których w produktach ekologicznych nie ma prawa być. Źródłem dioksyn okazała się pasza, którą wzbogacono "przepracowanym", czyli starym olejem, wcześniej używanym przez gastronomię. Przedświąteczne kontrole inspekcji handlowej w polskim handlu pokazały, że nasze jaja, jeśli nawet są oznakowane, to nieprawidłowo. Aż w 60 proc. skontrolowanych partii brakowało informacji o metodzie chowu, klasie i jakości jajek.

Zajadając się "jajami od chłopa", coraz częściej staramy się przynajmniej dodawać do nich majonez light, z mniejszą zawartością tłuszczu. Dzięki temu wydaje nam się, że jemy zdrowiej. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pozbawia nas złudzeń. Ostrzega, że mniejsza zawartość tłuszczu w majonezie light zwykle oznacza zastąpienie go przez jeszcze bardziej niezdrowe konserwanty. A w niskotłuszczowych jogurtach - sporo większą ilością cukrów, czyli równie kalorycznych i niezdrowych węglowodanów. Ale kto by tam w trakcie przedświątecznych zakupów zawracał sobie głowę takimi informacjami.