Nie słyszałem wcześniej o Pati Sokół. Nie znam jej twórczości, nie słyszałem także jej piosenek, które raczej nie trafią w mój gust muzyczny, ale z pewnością są dobre i wejdą na szczyty list przebojów. Ale słyszałem o Adolfie Hitlerze, znam jego krwawą twórczość i wiem, jakie dokonania mógłby wpisać do swojego CV. Pati Sokół najwyraźniej tego nie wie. Szkoda, bo może gdyby wiedziała, nie zaprezentowałaby się fotoreporterom na imprezie ze swastyką wymalowaną na twarzy.

Reklama

Wiadomo, show biznes rządzi się własnymi prawami. Tutaj nie można być nijakim. Liczy się ten, kto powie coś mocniejszego, bardziej kontrowersyjnego, kto uwikła się w głośniejszy skandal, komu większą uwagę poświęcają plotkarskie portale, kto roztacza wokół siebie silniejszy blask. Nawet jeśli jest to blask gołych pośladków albo połyskującej na policzku swastyki. Swastyki, pod znakiem której mordowano polską inteligencję, urządzono Holokaust, postawiono obozy śmierci, rozstrzeliwano i gazowano miliony Polaków i Żydów, w imię której Polska została obrócona w gruzy. Bo nie oszukujmy się, nie chodzi przecież o hinduski znak szczęścia, który na murach w Białymstoku dostrzegł pewien białostocki prokurator. Pati Sokół pojawiła się na imprezie promującej film "AmbaSSada" - komedię Juliusza Machulskiego o Adolfie Hitlerze. Tym Adolfie Hitlerze.

Ktoś pewnie powie: wyluzuj, to przecież komedia, więc swastykę pod okiem piosenkarki też należy traktować z przymrużeniem oka. Może ta swastyka to taki lapsus, może makijażystce omsknęła się ręka przy nakładaniu cienia. Może... Niestety, tu nie ma nic do śmiechu. Chodzi wyłącznie o wywołanie taniego skandalu, o nędzną prowokację, o skierowanie na siebie fleszy aparatów fotograficznych.

Jeśli to miał być żart, to był wyjątkowo niskich lotów i zupełnie nie był śmieszny, więc nie nadawał się na promocję komedii na celebryckich salonach. Za takie żarty w czasie okupacji kobietom w najlepszym razie golono głowy.

http://youtu.be/ari0gxUr4Ng

Na pewno o wiele lepszym dowcipem byłoby wytatuowanie sobie literek SS pod pachą, tak jak mieli to w zwyczaju robić SS-mani. W końcu te literki występują w tytule filmu "AmbaSSada". Albo nie! Przecież niemieccy żołnierze tatuowali sobie również SS w kroczu. To miejsce byłoby o wiele lepsze dla naszych rodzimych skandalistek.