Dziennik Gazeta Prawana logo

Marian Piłka: Powstajemy z kolan, by paść na twarz

16 lutego 2017, 13:58
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Marian Piłka, Prawica Rzeczpospolitej
Marian Piłka, Prawica Rzeczpospolitej/PAP Archiwalny
Czynnikiem warunkującym przyszłość państwa jest stan gospodarki. Dziś mamy do czynienia z gospodarką ukształtowaną w wyniku reform wprowadzonych po upadku komunizmu. Wielu obserwatorów twierdzi, że spośród innych państw postkomunistycznych dokonaliśmy największego skoku ekonomicznego. Nie zaprzeczając tym stwierdzeniom, zwłaszcza w kontekście porównawczym, należy zaznaczyć, że polska gospodarka znalazła się w pułapce średniego rozwoju, który blokuje proces wyrównania poziomu z resztą kontynentu.

Główną przyczyną zwalniającego tempa rozwoju jest neokolonialny charakter gospodarki. Połowa polskiego przemysłu znajduje się w rękach inwestorów zagranicznych. Polski eksport w 2/3 jest generowany przez firmy zagraniczne. Aktywa bankowe, nawet po ostatniej „polonizacji” Pekao SA, w niemal połowie znajdują się w obcych rękach. Najbardziej dramatycznie jest w handlu, w którym mamy do czynienia z dobijaniem rodzimych firm przez sieci zagraniczne. Przemysł ma charakter podwykonawczy przede wszystkim wobec przemysłu niemieckiego, uzyskując tym samym niskie marże. A zależność naszego eksportu od Niemiec zbliża się do poziomu eksportu PRL do ZSRR.

Ten model nie jest wytworem wolnego rynku, lecz konsekwencją polityki przyjętej na przełomie lat 1989/1990. Tak zwany plan Balcerowicza opierał się na bezrefleksyjnym przyjęciu sugerowanej Polsce liberalizacji gospodarczej według konsensusu waszyngtońskiego. Polityka ta opierała się głównie na zniesieniu barier dla handlu, inwestycji zagranicznych, przepływu kapitału, a także na deregulacji rynków i prywatyzacji. Oznaczała otwarcie rynków krajowych na ekspansję kapitału zagranicznego i budowanie gospodarki nie w oparciu o odradzający się kapitał rodzimy, ale zagraniczny.

Nie mieliśmy do czynienia z wolną konkurencją, bo zagraniczne korporacje konkurowały z dopiero odradzającą się polską przedsiębiorczością. Skutkiem była często eliminacja rodzimych firm z rynku. Ten proces był najbardziej widoczny w handlu, gdzie dynamicznie rozwijające się polskie sklepy zostały wystawione na konkurencję z dysponującymi miażdżącą przewagą kapitałową i organizacyjną zagranicznymi sieciami. Dziś mamy do czynienia z praktyczną eliminacją polskiego handlu, choć historia nie zna przypadku zbudowania prężnej gospodarki bez pozostawienia tego sektora – który najszybciej akumuluje kapitał – w rodzimych rękach. Po latach zachwytu nad kolejnymi inwestycjami zagranicznymi uświadamiamy sobie, że pieniądz ma narodowość.

Neokolonialny charakter gospodarki jest jedną z podstawowych barier blokujących jej rozwój. Dlatego strategicznym celem polskiej polityki musi być budowa rodzimej przedsiębiorczości. Mamy do czynienia z pewnymi nieśmiałymi, często nie do końca przemyślanymi działaniami rządu idącego w tym kierunku. Przepłacenie za „polonizację” Pekao czy podatek handlowy jest tego przykładem. Bardziej jednak mamy do czynienia z bezrefleksyjnym naśladowaniem doświadczeń węgierskich i z PR w zakresie patriotyzmu gospodarczego niż z realnymi działaniami, bo rząd w znacznym zakresie kontynuuje politykę wspierania zagranicznych inwestycji.

Musimy nie tylko wypracować koncepcję długofalowego wspierania rodzimych firm, ale także przeciwstawić się postępującej globalizacji uderzającej w rynki wschodzące. Dziś największym zagrożeniem dla przyszłości polskiej gospodarki są umowy CETA i TTIP. Przyszłość umowy TTIP z USA nie jest pewna ze względu na stanowisko prezydenta Trumpa. Ale wprowadzenie CETA jest prawie równoznaczne z przyjęciem także TTIP, ponieważ w praktyce każda większa amerykańska korporacja posiada w Kanadzie spółki zależne. W praktyce już CETA stworzy wspólny rynek z USA.

CETA to kolejny krok na rzecz globalizacji. Sprawa nie dotyczy wysokości ceł, bo one są niskie i praktycznie nie ograniczają handlu pomiędzy państwami Unii a Kanadą. Rzecz dotyczy zniesienia barier pozataryfowych i praktycznej likwidacji suwerenności państw nad korporacjami działającymi na ich terytorium. Umowa nie tylko wprowadza wzajemne uznanie certyfikatów, rezygnując tym samym z obrony własnego porządku prawnego, ale i przyznaje korporacjom prawo uczestniczenia w procesie legislacyjnym, a nawet jego zastopowania. Umowa wprowadza też system sądów arbitrażowych, w ramach których korporacje mogą dochodzić utraconych możliwości zysku. To znaczy, że każda ustawa, która chroni swoich obywateli, może być przedmiotem roszczeń, a w konsekwencji uzyskiwania rekompensat od państw, które w pojęciu korporacji pogarszają ich możliwości uzyskania zysków.

To oznacza, że np. wprowadzenie określonych zakazów może skutkować gigantycznymi odszkodowaniami dla korporacji. W ten sposób państwo narodowe staje się bezbronne w obronie własnych interesów. To skuteczna metoda ekonomicznej eksploatacji państw. W ten sposób nie tylko rezygnują z suwerenności prawnej wobec międzynarodowych korporacji, ale te korporacje w sporach prawnych uzyskują dominację nad państwami, w których prowadzą działalność. To rezygnacja z suwerenności i demokratycznego modelu stanowienia praw. To działanie samobójcze, bo w praktyce umowa sprowadza państwa narodowe do roli parawanu chroniącego interesy korporacji.

Choć umowa jest fundamentalnym zagrożeniem, jest popierana przez polski rząd. Wypowiedzi premier Beaty Szydło, wicepremiera Mateusza Morawieckiego i działania europosłów PiS świadczą, że obóz rządzący jest zdecydowanym zwolennikiem wprowadzenia jej w życie. Otóż ta umowa zaprzecza dotychczasowej ideologii obozu rządzącego. Ideologia ta mówi o obronie polskich interesów, zwłaszcza ekonomicznych. I pomimo nieśmiałych i cząstkowych działań w tym zakresie rząd decyduje się na przyjęcie umowy, która w rażący sposób przekreśla szanse na przezwyciężenie neokolonizacji polskiej gospodarki. Publicyści obozu rządowego ukuli termin określający politykę tego obozu jako Polskę powstającą z kolan. Przyjęcie CETA oznacza, że nasze państwo powstaje z kolan chyba tylko po to, aby efektowniej paść na twarz przed korporacjami. To fundamentalne zagrożenie dla przyszłości Polski, przekreślające szanse na jego rozwój. Dlatego nie można tej umowy w żaden sposób zaakceptować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj