Dziennik Gazeta Prawana logo

"Jesteśmy socjalizowani, żeby się bać. Boimy się więc żeby nie utyć, nie zachorować, nie paść ofiarą przemocy"

31 grudnia 2017, 19:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Koszmar
Koszmar/Shutterstock
Od dziecka jesteśmy socjalizowani, żeby się bać. Więc się posłusznie boimy. Tego, żeby nie utyć, nie zachorować, nie paść ofiarą przemocy - mówi w wywiadzie dla DGP Wojciech Burszta, antropolog i kulturoznawca, eseista i krytyk kultury, wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Mam wrażenie, że dziś boimy się bardziej niż nasi przodkowie w czasach pierwotnych. Oni mieli przed sobą proste wybory: zjeść lub zostać zjedzonym, zabić kogoś i przeżyć bądź odwrotnie. Nas, sytych i bogatych, zjada strach. W jednym z pana tekstów przeczytałam, że nasza epoka jest nowym średniowieczem...

Nie da się ukryć, że wraz z rozwojem cywilizacji liczba i natężenie lęków rosną. Pani mówi o kulturze zbieracko-łowieckiej, prehistorii ludzkości, o tych czasach zachowało się mało danych. Jednak te, które przetrwały, pozwalają sądzić, że naszym przodkom lęki również nie były obce. Te pierwotne, związane z kwestią przeżycia i reprodukcji rozumianej jako możliwość przekazania swojego DNA, jak i bardziej złożone, egzystencjalne. Przetrwało np. nieco masek, których ludzie używali przy rozmaitych okazjach. Już samo to możemy zinterpretować jako chęć ukrycia się przed niebezpieczeństwem. Albo próbę odstraszenia zła, które się gdzieś tam czaiło.

Można przypuszczać, że siła rażenia maski miała charakter magiczny, miała odstraszać nieszczęście, przeznaczenie.

Mogło tak być. Bo faktycznie liczyło się przeżycie. I do późnego średniowiecza sytuacja była prosta, w każdym razie jeśli chodzi o funkcjonowanie w grupie – w cenie było bohaterstwo, a nie demonstrowanie strachu. Samiec miał poważanie, jeśli był odważny, zwyciężał lub ginął w walce. Jednak ten imperatyw dotyczył warstw uprzywilejowanych. Wojowników, władców, duchownych, szlachty. Natomiast na pewno nie pospólstwa, które miało być uległe. I tę uległość wymuszano zastraszaniem. Warstwy uprzywilejowane – postrzegające siebie jako świadome podmioty życia społecznego – robiły wszystko, żeby tych swoich poddanych wpędzić w stupor, żeby żadnemu nie przyszło do głowy, że w jego życiu może chodzić o coś więcej niż o przetrwanie. Jednak nawet w przypadku tych możnych wszechobecny dziś strach przed śmiercią nie istniał. Ginięcie w boju było wpisane w los, uważano je za cenę życia. Panował determinizm – coś, los albo Bóg, decydowało o tym, co się wydarzy, a człowiekowi pozostawało jedynie bycie odważnym i przyjmowanie tego w pokorze. To się zmieniło dopiero wówczas, kiedy do świadomości ludzi weszło pojęcie ryzyka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj