Proszę wybaczyć mi bezpośredniość, ale muszę to powiedzieć wprost: jesteśmy głupi. Właśnie skazaliśmy medialnie człowiek a w tej samej sprawie, w której kilkanaście lat temu sąd posłał do więzienia na 25 lat niewinną osobę. I gdy się dowiedzieliśmy o pomyłce, obiecywaliśmy sobie, że to dla nas nauczka, że nie będziemy tak pochopnie ferować wyroków. Ale gdy tylko prokuratura stwierdziła, że „ma odpowiednią osobę”, rzuciliśmy się na żer.

Norbert B. mógł popełnić w sylwestrową noc z 1997 na 1998 r. zbrodnię. Mógł zgwałcić, a potem przyczynić się do śmierci 15-letniej Małgosi. Mógł, ale czy tak było – tego jeszcze nie wiemy. Przykład Tomasza Komendy pokazał, że nawet po wyroku sądu nie ma pewności. Tymczasem B. dopiero postawiono zarzuty, do sądu nie trafił jeszcze akt oskarżenia. Robimy z niego zbrodniarza, bo zasugerowała to nam prokuratura.

Dowody nie budzą wątpliwości – powiedziała oskarżycielka o winie Norberta B. – Zgromadzony materiał dowodowy jest bardzo mocny i jednoznacznie obciąża oskarżonego – mówił z kolei prokurator o Tomaszu Komendzie. Nie znamy linii obrony. Większość z nas nigdy jej nie pozna, bo interesuje nas tylko odpowiedź na proste pytanie: „bydlę” czy „co prawda bydlę, ale jednak tego nie zrobił”?