Wycofał się z niej również rząd Donalda Tuska pod naciskiem nie tylko opinii publicznej, ale i organizacji pozarządowych. ACTA miała być umową handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrabianymi, lecz otwierała furtki do kontroli internetu, ograniczania wolności słowa czy prawa do prywatności.
Byliśmy, jesteśmy i będziemy zawsze za wolnością w Internecie. Dziękuję wszystkim europosłom PiS, że głosowali za swobodą wypowiedzi i prawami obywatelskimi milionów polskich internautów. #ACTA2
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) 26 marca 2019
Oburzenie było słuszne, protesty skuteczne, więc przy nowej unijnej dyrektywie o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym postanowiono cynicznie sięgnąć po termin ACTA 2. Zabieg propagandowo sprytny, bo budzi stare demony permanentnej inwigilacji związane z ACTA. Jednak właściwie na każdym poziomie nietrafiony. Podobnie jak próba ustawienia konfliktu wokół dyrektywy na linii stare media papierowe kontra nowoczesny świat portali, blogosfery, forów internetowych etc.