Gdy przypadkiem zobaczyłem w telewizji urywki wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskigo w Kijowie, byłem na początku przekonany, że ktoś w trakcie kampanii przypomniał materiał dokumentalny na temat słynnego incydentu w Charkowie z 1999. Po chwili okazało się, że to nowe wydarzeniem, pisze w "Fakcie" Wiesław Chrzanowski.
Można by powiedzieć, że były prezydent ewidentnie nie ma szczęścia do Ukrainy, ale można także, że my nie mamy szczęścia do zagranicznych wystąpień Aleksandra
Kwaśniewkiego. Czy on nie potrafi wyciągać wniosków ze swoich błędów? Czy potępienie, które na niego spadło po tym, jak chwiał się nad grobami polskich żołnierzy, już puścił w
niepamięć?
Na szczęście jest to były prezydent. Więc sprawa ta nie jest tak bolesna z punktu widzenia państwa polskiego. Obciąża to konto przede wszystkim jego samego. Ale rzuca także cień na poważny fragment świata polskiej polityki. Obciąża tych, którzy uważają Aleksandra Kwaśniewskiego za swój znak firmowy. Tych, którzy próbują go kreować na autorytet.
Prezydent Kwaśniewski bronił się, że jest wolnym człowiekiem, więc może robić, co chce. To nieprawda. Była głowa państwa nie może pozwolić sobie na takie zachowanie, jakie może prezentować jakiś zwykły turysta. Tym bardziej że podróżując po świecie, nie przedstawia się jako osoba prywatna, ale jako były prezydent Polski!
Poza tym Aleksander Kwaśniewski został także szefem rady programowej i kandydatem na premiera Lewicy i Demokratów. Należałoby się zapytać, czy jego sojusznicy polityczni także uważają wyczyn byłego prezydenta za rzecz absolutnie prywatną, czy też biorą za to odpowiedzialność? Były prezydent zapomina, że przyjął na siebie obowiązki reprezentanta trzeciej największej siły politycznej i powinien wziąć za to odpowiedzialność. Również ugrupowanie, które reprezentuje, powinno sprawę ocenić, bo inaczej obciąży to ich konto.
Jak to jest, że Aleksander Kwaśniewski nie wyciąga wniosków i popełnia te same błędy? Czyżby trudno mu było opanować pewne skłonności?
Na szczęście jest to były prezydent. Więc sprawa ta nie jest tak bolesna z punktu widzenia państwa polskiego. Obciąża to konto przede wszystkim jego samego. Ale rzuca także cień na poważny fragment świata polskiej polityki. Obciąża tych, którzy uważają Aleksandra Kwaśniewskiego za swój znak firmowy. Tych, którzy próbują go kreować na autorytet.
Prezydent Kwaśniewski bronił się, że jest wolnym człowiekiem, więc może robić, co chce. To nieprawda. Była głowa państwa nie może pozwolić sobie na takie zachowanie, jakie może prezentować jakiś zwykły turysta. Tym bardziej że podróżując po świecie, nie przedstawia się jako osoba prywatna, ale jako były prezydent Polski!
Poza tym Aleksander Kwaśniewski został także szefem rady programowej i kandydatem na premiera Lewicy i Demokratów. Należałoby się zapytać, czy jego sojusznicy polityczni także uważają wyczyn byłego prezydenta za rzecz absolutnie prywatną, czy też biorą za to odpowiedzialność? Były prezydent zapomina, że przyjął na siebie obowiązki reprezentanta trzeciej największej siły politycznej i powinien wziąć za to odpowiedzialność. Również ugrupowanie, które reprezentuje, powinno sprawę ocenić, bo inaczej obciąży to ich konto.
Jak to jest, że Aleksander Kwaśniewski nie wyciąga wniosków i popełnia te same błędy? Czyżby trudno mu było opanować pewne skłonności?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl