Dziennik Gazeta Prawana logo

Miłoszewska: Za rządów Platformy nikt nie nazywał artystów lewakami

7 listopada 2019, 20:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marta Miłoszewska
Marta Miłoszewska/Dziennik Gazeta Prawna
W Polsce mamy do czynienia z sytuacją, że każdy, kto się spiera z władzą, jest od razu lewakiem, od razu jest wkładany w jakieś buty. I nikt nie niuansuje, nie zastanawia się, bo żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi być czarno-białe, a niuanse są zwyczajnie niemodne. I jeszcze jedno – za rządów Platformy nikt nie nazywał artystów lewakami - mówi w rozmowie z DGP Marta Miłoszewska, reżyserka, wykładowczyni akademicka i działaczka społeczna.

Magdalena Rigamonti: To jest lewacka organizacja?

Marta Miłoszewska: Która? Nasza? Kultura Niepodległa? Jeśli większość artystów w Polsce to lewacy, to tak, jest to lewacka organizacja. Zresztą dla władzy prawie wszyscy ludzie kultury to lewacy. A jest przecież tak, że każdy z nas ma serce po lewej stronie, tylko może artyści zdają sobie z tego sprawę bardziej. W Polsce mamy do czynienia z sytuacją, że każdy, kto się spiera z władzą, jest od razu lewakiem, od razu jest wkładany w jakieś buty. I nikt nie niuansuje, nie zastanawia się, bo żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi być czarno-białe, a niuanse są zwyczajnie niemodne. I jeszcze jedno – za rządów Platformy nikt nie nazywał artystów lewakami.

Może dlatego, że sprzyjali władzy.

Nie, nie sprzyjali. Nie pamięta pani boju o 1 proc. z budżetu na kulturę? Ludzie kultury walczyli i z poprzednią władzą, walczą z tą obecną. Albo – nie, nie walczą, pilnują swoich praw, swojej wolności i niepodległości. Jest też tak, że władza nie ma odwagi siąść do stołu z artystami, nie ma odwagi rozmawiać.

Artyści nie chcą rozmawiać. Wygłaszają antyrządowe oświadczenia, protestują, porównują rządy PiS do PRL-u.

Przecież tak nie było na początku. Jeśli minister kultury zaczyna urzędowanie, mówiąc, że jego ulubionym filmem jest „Jak zostać kotem”, a potem twierdzi, że w zasadzie nie uczestniczy w kulturze, że musi nadrobić, że nie ma czasu, a potem znowu, że Tokarczuk nie doczytał. Chciałabym choć raz usłyszeć, że coś przeczytał, zobaczył, ma jakąś refleksję... Proszę się zastanowić: mówi się, że w Polsce prawie nikt nie czyta książek. I nagle dostajemy Nagrodę Nobla. Olga Tokarczuk dostaje, ale tak naprawę Polska dostaje, my wszyscy dostajemy, bo szybujemy na ósme miejsce w rankingu potęg literackich świata. Przecież z jednej strony jest to lokomotywa do promocji Polski, z drugiej – do przeprowadzenia kampanii promujących czytelnictwo. I co? I nic. Przecież ten Nobel jest jak podany na tacy prezent od losu. I nie ma znaczenia, czy się lubi, czy nie lubi pisania Tokarczuk, czy się ceni, czy nie samą pisarkę. Tego Nobla można przecież genialnie wykorzystać. I mówię to jako społecznica, a nie jako lewaczka. A tak jak ja wielu Polaków ma poczucie marnotrawstwa. To tak jakby Polska dostała miliony dolarów, których nie chce wykorzystać. I nie umie wykorzystać.

CAŁY WYWIAD CZYTAJ W PIĄTKOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DGP">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj