Otóż tę bajeczkę należy przerobić zgodnie z duchem czasu. Interpretacja powinna być taka, że król był wyjątkowo skromnym i oszczędnym monarchą. Łaził nago, ponieważ chciał oszczędzić skarbowi koronnemu wydatków na złotogłowie, jedwabie, gronostaje, ciżmy, berła i korony. A tak świecił nagością i cnotą, że od tej pory przyjął się zwyczaj mówienia do króla Najjaśniejszy Panie. I całowania go w goliznę.

Dzięki tej przeróbce dzieci łatwiej zrozumieją głęboki sens zapowiedzi premiera Donalda Tuska, że będzie latał samolotami rejsowymi, albo wicepremiera Pawlaka, że będzie jeździł prywatnym samochodem. Nawiasem mówiąc pierwszym polskim premierem, który poleciał z oficjalną wizytą samolotem rejsowym, był premier Babiuch (czy mnie jeszcze pamiętasz), a mimo to PRL pogrążył się w kryzysie i w końcu upadł. Ale dzieci trzeba jednak przygotowywać do życia w społeczeństwie, żeby się nie wyrwały z głupim okrzykiem - król jest nagi. Król nigdy nie jest nagi, tylko zawsze jest majestatyczny.

Przewiduję w łonie cnotliwego i dbałego o finanse publiczne rządu eskalację. Powstanie zdrowa rywalizacja, kto bardziej cnotliwy i oszczędny. Ministrowie będą ogłaszać w mediach, że jeżdżą tylko tramwajem. Na rowerze. W ogóle nie jeżdżą, tylko chodzą piechotą. Chodzą na bosaka, żeby nie zdzierać obcasów. Za granicę tylko autokarem. Pociągiem. Autostopem. W ogóle nie, bo po co się włóczyć po obczyźnie, skoro w ojczyźnie taniej. Zagraniczne delegacje będą też pędzone z Okęcia piechotą do centrum i podejmowane obiadem w barze mlecznym. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zostaną przeznaczone na zakup lektyk dla rządu, bo w końcu cnota musi zostać nagrodzona, a wdzięczność narodu okazana. A jeśli nie umrą, to będą żyli dalej w chwale.