W okresie żałoby narodowej po śmierci dwudziestu polskich lotników wiele teatrów odwołało zaplanowane spektakle. Niestety, jedno trwało i trwa w najlepsze: przedstawienie, jakie od miesięcy wystawiają polscy politycy ze szczytów władzy.

Poważne spory - na przykład o interpretację konstytucji - toczą za pomocą argumentów w rodzaju, o której godzinie kto zadzwonił, o której przysłał faks, kto miał włączoną komórkę i dlaczego wybrał lot o godz. 16 przez Hamburg, a nie o 19 bezpośrednio do Warszawy. Publiczność tego spektaklu dawno już w zażenowaniu opuściła widownię, ale politycy dalej przekrzykują się, grożą palcem i stroją miny.

W musicalu "Kiss me Kate" padają znamienne słowa: "Czytaj Szekspira, od niego się ucz". Polskim politykom - zarówno z kręgu Kancelarii Prezydenta, jak i kancelarii premiera - polecam w szczególności lekcję aktorstwa, jakiej Hamlet udziela teatralnej trupie:

"Używaj gestów oszczędnie, w najdzikszym zamęcie, wirze, nawałnicy, namiętności trzeba dyscypliny. Bez niej nie da się pasji składnie wyrazić. Rani mnie do żywego, kiedy słyszę, jak jakiś krzykacz w peruce drze się tak, że rwie namiętność w strzępy i szmaty, a tymczasem ogłuszona galeria i tak nic nie rozumie z tego pokazu miotania się i wrzasku. Takiego draba kazałbym oćwiczyć, niech nie próbuje przekrzyczeć wycia Saracenów i marszczyć się groźniej od samego Heroda. (…) Niech działanie zgadza się ze słowem, a słowo z działaniem. I pilnuj się zwłaszcza, żeby nie przekraczać poza naturalność, która jest zawsze powściągliwa. Wszelka przesada kłóci się z celem teatru. (…) Krytyka choć jednego znawcy powinna mieć dla was większą wagę niż aplauz całej widowni. O! Niektórzy aktorzy! Sam widywałem ich grę i słyszałem, jak ją wręcz nieprzyzwoicie wychwalano. A oni tymczasem nie umieli nawet mówić czy poruszać się po ludzku, jak zwykły chrześcijanin czy choćby Turek. Potrafili tylko wrzeszczeć i sztywno stąpać po scenie. Na ich widok myślałem, że natura to partacz, skoro wyprodukowała taką marną imitację człowieka" (tłum. Stanisław Barańczak).

Tak więc nic nowego pod słońcem. Kiedy czytam Szekspira, rozumiem, że kiepscy aktorzy, żenujące spektakle i przypochlebiający się krytycy - to nie jest nasz, nowy wynalazek. Polityka jest grą - z tym należy się pogodzić. Ale nie umiem pogodzić się z myślą, że w moim kraju odgrywana jest na tak żałosnym poziomie. Ja wiem, że zdarzają się bójki w parlamentach krajów demokratycznych, takich jak Korea, Włochy. Ale czy fakt, że umiemy unikać walki na pięści, ma być oznaką naszej kultury politycznej? Są demokracje, w których spory toczą się przy użyciu argumentów. To jest możliwe. Demokracja jest możliwa. Tak bym pragnął, aby nasi politycy porównywali się raczej z demokracjami europejskimi, w których spory toczą się przy użyciu argumentów, a nie pokrzykiwań, i z zachowaniem przynajmniej minimalnych pozorów powagi.

Zarówno w teatrze, jak i w demokracji najważniejszy jest dialog. Powtarzam moim studentom, że nie ma dobrego teatru bez dialogu aktorów, wzajemnego wysłuchania i zrozumienia wypowiadanych kwestii, bez szacunku dla partnera. Mamy prawo oczekiwać tego minimum od polityków naszego kraju. Jeśli już odstawiają teatr, niech to nie będzie groteska.

Panie i panowie politycy, nie zapominajcie proszę, że my was oglądamy. Już nie klaszczemy, nie prosimy o bisy, ale wciąż musimy na to patrzeć. A krytykami jesteśmy surowymi: trudno nas oszukać i trudno ukryć aktorskie braki. Zawód polityka - tak jak i aktora - to trudny fach, naprawdę. Trzeba w nim wiele pracy, staranności, pokory, trochę wrodzonych zdolności. Dlatego nie każdy musi i nie każdy powinien się za to brać. A Szekspira czytać zawsze warto.